-Muszę
ją zabrać do mojej przychodni, żeby sprawdzić,czy nie odniosła
żadnych obrażeń wewnętrznych, panie Murray.- pierwsze zdanie,
które usłyszałam po tym jak się przebudziłam, pochodziło od
nieznanego, spokojnego, męskiego głosu.
-Zapłacę
każde pieniądze za opiekę na miejscu. Zależy mi na
dyskrecji.-odpowiedział dobrze znany głos, który prześladował
mnie w ciemności, w którą się ponownie zagłębiłam.
***
Czułam
ból każdego możliwego miejsca. Brzuch, żebra, piersi, głowa,
szyja, uda. Te dziwne odczucia sprawiły, że obudziłam się.
Podniesienie powiek kosztowało mnie wiele wysiłku, a gdy już tego
dokonałam okazało się, że część obrazu jest przysłonięta i
przymglona. Podniosłam ręce, aby przetrzeć oczy, ale nawet nie
dotarłam do twarzy gdy coś zatrzymało prawą kończynę.
Przekręciłam obolałą głowę w prawą stronę i zobaczyłam, że
jestem podłączona do kroplówki. Lewą ręką oderwałam
plastikowy kabelek i podniosłam swoje ciało do pozycji siedzącej.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Pokój Daniela. Świetnie,
wracamy do początku? Wokół łóżka stały porozstawiane
urządzenia, które zazwyczaj stoją w szpitalach. Okno znajdujące
się naprzeciw łóżka było zasłonięte, co sprawiało, że w
niektórych miejscach w pokoju panował mrok i właśnie z ciemności
dobiegł mnie ten przerażający głos.
-Hope
zostaw to w spokoju i połóż się. Jesteś obolała i na pewno
zmęczona.
-Pieprz
się.-rzuciłam i zmieniłam pozycję siadając na skraju łóżka.
Brzuch bolał mnie niemiłosiernie, ale chciałam mu pokazać, że
dam sobie radę bez jego popieprzonej litości. Znalazł się
miłosierny Daniel, kochający świat i ludzi, nie czyniący złego.
No na pewno!
Cały
ciężar ciała przeniosłam na nogi spoczywające na miękkim
dywanie. Daniel zbliżył się do mnie, teraz stał w odległości
pół metra ode mnie.
-Usiądź
na tym łóżku do cholery jasnej!
-Zrobię
co chcę. Idź do swojej dziewczyny i wyślijcie nagarnie moim
rodzicom. Biegnij do niej. Będzie zabawnie. Obejrzyjcie sobie
kolejny raz ten film...chociaż mam lepszy pomysł! Może chcesz
jeszcze gdzieś mi przyłożyć?! Chętnie przyjmę kolejne ciosy od
damskiego boksera !- wykrzyczałam wszystko w ogarniającej mnie
złości, chciałam mu dać do zrozumienia co czułam psychicznie i
fizycznie.
-Hope,
połóż się w tym kurewskim łóżku i nie pieprz.- mężczyzna był
zanadto spokojny, a ja chciałam wszystko mu wygarnąć. Chciałam
zacząć kłótnię . Musiałam go sprowokować, ale gdzieś w głębi
mnie odczuwałam psychiczny strach przed tym facetem. Ręce trzęsły
mi się coraz bardziej a w gardle zalegała gula, przez którą ledwo
wypowiadałam zdania kierowane do tego jakże psychicznego człowieka.
Nie mogłam okazać strachu przed nim,ale to było silniejsze ode
mnie gdy brunet zbliżył się do mnie ja postąpiłam dwa kroki do
tyłu. Dwa
kroki, które wymagały od mojego ciała zużycia większej ilości
energii, której niestety mi brakowało. Ta zabawa nie mogła trwać
wiecznie, bo w końcu upadłabym na podłogę bez sił.
-N-nie
zbliżaj się...dla dobra mojego i twojego-wydukałam ze ściśniętego
gardła. Mężczyzna
spojrzał na mnie, a jego szare tęczówki przewiercały mnie. Przez
odległość, która nas dzieliła nie mogłam być pewna, ale sposób
w jaki na mnie patrzył, był taki opiekuńczy i łagodny. Naprawdę
coraz ciężej było mi zorientować się w tym, kim jest mój
porywacz. Raz był oschły i zimny, następnym razem ujawniała się
jego strona bezlitosnego damskiego boksera a teraz stał przede mną
ktoś, kto chciał się troszczyć i opiekować. On był za trudno do
poznania. Im bardziej poznawało się go tym trudniej było się go
pozbyć. Jego pogmatwana, szalona i rozbudowana psychika sprawiała,
że chciało
się zagłębić w jego umysł, żeby poznać jego myśli i
przeszłość.
„Jezu,
Hope o czym ty myślisz?”
Miałam
ochotę uderzyć się ale i tak miałam zbyt wiele obrażeń.
Odwróciłam się tyłem do mojego prześladowcy i ruszyłam powolnym
krokiem w stronę łóżka. Usiadłam na skraju, tak, ze moje nogi
zwisały, a stopy nie dotykały chłodnej podłogi.
-Potrzebujesz
czegoś ?- jego głos przerwał ciszę która idealnie nas otaczała,
maskując niezadane pytania i uwagi, To nie było na moją głowę.
Kolejna kłótnia, a co jeśli ten psychopata
rzuciłby się po raz kolejny na mnie z pięściami? Mój wycieńczony
organizm i tak by tego nie przeżył, a moi rodzice mieliby jeden,
duży problem z głowy. Ciekawe czy oddaliby moje ciało rodzicom,
czy po prostu zakopaliby mnie gdzieś w lesie ? Tyle pytań....-Hope.
Potrzebujesz czegoś?
-Świętego
spokoju- rzuciłam poirytowana. Katem oka zauważyłam jak jego
tęczówki stają się ciemniejsze, przysłonięte przez złość.-A
no i jakbyś mógł poprosić Jamiego, żeby przyszedł do mnie.
Wielkie dzięki.- dodałam i ułożyłam się na za miękkim, przez
co mało wygodnym łóżku. Trzaśnięcie
drzwi dotarło do moich uszu i wiedziałam, ze zostałam sama.
Leżałam na białej pościeli w zwykłym granatowym podkoszulku i
krótkich spodenkach w podobnym kolorze. Bez namysłu moja prawa
ręka powędrowała na kant koszulki i podciągnęła ją do miejsca
w którym zaczynają si piersi. Przerażenie i ból sprawiły, że
moje serce przyśpieszyło swój niemiarowy bieg.
Cały
brzuch był ubarwiony granatem, fioletem i żółcią. Obrzydzenie do
mojego ciała, to właśnie czułam. Wiem, ze obrzydzenie do siebie
to ostatnie co powinnam czuć, ale tak było. Nie czułam tej
wszechogarniającej złości na Daniela, czułam się źle z tym co
zdobiło moje ciało.
„Nieźle
mnie załatwił.”-przebiegło
przez moje myśli. Zsunęłam bluzkę tak, aby zakryła górną część
tułowia i przeniosłam wzrok na dolne kończyny, które jak się
okazało były lekko obtłuczone. W moich oczach wezbrały się łzy.
„Wyglądam
jak jakaś łatwa dziewczyna, którą można traktować jak tylko się
chce.”
Po
pokoju rozniosło się ciche pukanie, które tylko miało obwieścić,
że ktoś zaraz wejdzie do środka. Osoba za drewnianą powierzchnią
nawet nie czekała na przyzwolenie, po prostu weszła. Moje serce
zabiło normalniej gdy tylko ujrzałam tą ciemną, nieogarniętą
czuprynę i jego morskie
tęczówki. Ucieszyłam się. Ktoś normalniejszy. Ktoś kogo nie
bałam się. Jamie mnie odwiedził.
Na
twarzy pojawił się uśmiech, którego nawet nie chciałam
powstrzymywać. Wydawało mi się, że zaprzyjaźniliśmy się z
brunetem, mimo tak krótkiego stażu. Cieszyłam się, bo nawet w tym
ponurym miejscu znalazłam kogoś, kto choć delikatnie rozświetlał
to wszystko.
Gdzieś
głęboko mnie majaczyła nieufność spowodowana, tym, że Jamie
jest współpracownikiem-jeśli tak to można nazwać- Daniela.
Jednak zachowanie i stosunki z niebieskookim nie pozwalały na t, aby
to negatywne odczucie pozwoliło zakorzenić się w mojej
podświadomości.
-Martwiłem
się, że nie wyliżesz się z tego Maleńka. A tu proszę od samego
początku denerwujesz ludzi. - uśmiechnął się szczerze, a ja nie
wiedziałam co powinnam odpowiedzieć. To, że Daniel się
zdenerwował powinno mu chociaż w mały sposób odpłacić za mój
ból fizyczny.
-Jakże
dobrze Cię słyszeć, szczególnie te słowa. Naprawdę to mnie
podbudowuje.
-Oj
no chyba rozumiesz o co mi chodziło.... Z resztą, czy to ważne?
Jak się czujesz?
-Użyłabym
pięknych epitetów, ale nie chcę, się za mocno denerwować, więc
powiem, zę czuję się jak worek bokserski który zdenerwowany
osobnik użył, aby pozbyć się negatywnych uczuć.- spojrzałam na
niego i widziałam, jak jego szczęka się napina.-Pasuje ci taka
odpowiedź?
-Daniel
się zdenerwował przed tym jak cię potraktował w ten
sposób?-kiwnęłam głową.-Czym?
-Nie
chciałam współpracować.-Jamie wyjął z tylnej kieszeni dresów
paczkę papierosów. Otworzył czarne, papierowe pudełeczko i
wyciągnął zapalniczkę. Włożył tą namiastkę tytoniu między
wargi i drżącą ręką podpalił końcówkę. Denerwował się.
Zaciągał się gwałtownie, a końcówka żarzyła się na pomarańcz
i delikatną czerwień. Uśmiechnął
się głupio po czym wyciągnął papierosa spomiędzy warg.
-Nawet
nie wiesz ile miałaś szczęścia, że uszłaś z tego z życiem.- i
zostawił mnie. Samą z miliardem nasuwających się pytań.
Witam serdecznie! Napisałam rozdział i publikuję taki świeżutki.
Mam nadzieję, że przypadnie do gustu.
I mam pewną propozycję.
Jako, że zbliżają się święta, a ja chciałabym dać moim czytelnikom jakiś prezent, to proponuję pewien układ.
ROZDZIAŁ X = 6 komentarzy
I tu nie chodzi o to, że cos mi uderzyło do głowy, tylko musiałabym napisać rozdział X w jeden wieczór i muszę mieć motywację.
Do następnego !

WKońcu! ! Brakowało mo Ciebie tutaj.
OdpowiedzUsuńNie moge sie doczekac nastepnego :* Wesołych Świat! <3
Nareszcie się doczekałam :D
OdpowiedzUsuńTeż bym się bała Daniela na miejscu Hope.
Nie znoszę kiedy facet sądzi, że kobieta jest słaba i dlatego może ją traktować jak worek bokserski.
Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :)
Jejku ile ja czekałam! A co dostałam? Mało! Kochana ja mam ciągły niedosyt! Pisz proszę jak najszybciej!
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńSuper Super Super !!! Kocham to opowiadanie <3 Nie moge się doczekać następnego
OdpowiedzUsuń