poniedziałek, 9 listopada 2015

CHAPTER TWENTY THIRD

 Słowa Daniela sprawiły, że mój mózg przestał pracować, a serce z nerwów wręcz przeciwnie zaczęło walić jak szalone.
Może jestem dziewczyną, może chciałabym słyszeć takie słowa w swoim życiu, ale przeszłam wiele i dzięki temu nauczyłam się, że nie warto przywiązywać się do ludzi bo i tak odchodzą.
-Daniel, mógłbyś wyjść ? Proszę Cię. - brunet tylko kiwnął głową, wypuścił mnie ze swoich ramion i opuścił mój pokój.
Te słowa wszystko komplikują z mojej strony. Daniel był dla mnie moim kolegą i nic więcej. Powinien i tak się cieszyć, że w jakiś sposób udało mi się mu zaufać w wydarzeniach sprzed dwóch miesięcy. Ten dzień całkowicie mnie wykończył i dwa słowa Daniela sprawiły, że odczuwałam jeszcze większe zmęczenie o ile było to możliwe.
Przełożyłam oba kartony na komodę, zrzuciłam niepotrzebne poduszki z łóżka i z nadzieją, że uda mi się zasnąć okryłam się ciepłą kołdrą. Długo rzucałam się po łóżku z dziwnymi myślami, nie pozwalającymi mi chociaż zmrużyć oczu. Słyszałam w między zasie trzask drzwi wyjściowych i dźwięk zakluczanego zamka.
Cieszyłam się, że mój lokator zostawił mnie samą i w dodatku opuścił mieszkanie. Sam to skomplikował więc to on powinien ponosić winę- to jest moje zdanie.
Jednak, kogo ja próbuję oszukać? Też odczuwam ciążącą na mnie winę.
Nie. Nie. Nie. Idę spać, już mam dość.
Jeszcze chwilę się kręciłam po łóżku, ale chociaż udało mi się oczyścić umysł i przygotować go do snu.

***
-Hope! W końcu jesteś! Długo musiałem na ciebie czekać…- krzyknął w moją stronę Miky.
Miky był wysokim,przystojnym i umięśnionym brunetem, a i był moim chłopakiem! Jak się poznaliśmy?
Poznaliśmy się na imprezie, moi znajomi z klasy zabrali mnie do klubu, żeby po zdanych testach chociaż trochę się „wyluzować”. Długo namawiali mnie na to wyjście, ale w końcu im się udało. Gabrielle przyszła do mnie godzinę przed pójściem na imprezę, aby pomóc mi się chociaż trochę przygotować. Przez fakt, że zależało mi bardzo na pozytywnym ukończeniu liceum uczyłam się całe trzy lata i zamiast korzystać tak jak moi znajomi z najlepszych lat życia, ja siedziałam w domu, i cały czas spędzałam przed książkami. Pragnęłam iść w ślady mamy i pójść na studia prawnicze.
W końcu gdy Gabi stwierdziła, że jestem gotowa wyszłyśmy z domu, aby udać się na przystanek, bo obie miałyśmy zamiar pić, a jak wiadomo po alkoholu nie wsiada się za kierownicę.
Po pół godzinie dotarłyśmy do centrum miasta, pod wysokiej klasy klub- jak mi się wydawało. Kilka minut stania w kolejce i po okazaniu dowodu tożsamości udało się nam wejść. Odnalazłyśmy resztę naszej klasy i rozpoczęliśmy świetną zabawę we wspólnym gronie.
Kilka drinków później znajdowałam się na rakiecie razem z Gabi. Wygłupiałyśmy się do momentu, w którym nie potknęłam się i prawie upadłam, a dlaczego prawie? Ktoś mnie złapał.
-Dziękuję.- powiedziałam lekko zmieszana i jakimś cudem uniosłam swe nieposłuszne ciało do pionu.
-Takie piękne kobiety mogą wpadać na mnie często.- to był chłopak. Przystojny brunet o idealnie zarysowanej szczęce. Miał na sobie szarą koszulkę, która opinała jego wydatne mięśnie, do tego ciemne jeansy delikatnie dopasowane do jego nóg.
I takim o to sposobem wpadaliśmy sobie w ramiona już czwarty miesiąc. Spotykaliśmy się codziennie, chodziliśmy na imprezy, razem paliliśmy, piliśmy i zażywaliśmy narkotyki. W ten o to sposób zapomniałam o mojej przyszłości i pochłonięta przez świat Miky'ego oddaliłam się od dawnej wersji mnie. Zniknęła dobrze ułożona dziewczyna, marząca o studiowaniu prawa. Zastąpiła ją dziewczyną, o której istnieniu nie miał pojęcia dosłownie nikt, dopiero mój chłopak sprawił, że w końcu zaczęłam żyć czerpiąc coś z każdego dnia.
-Oj nie narzekaj! Rodzice długo zbierali się na tamto przyjęcie, musiałam posiedzieć dłużej w domu.- odpowiedziałam mu ze złośliwym uśmieszkiem.
-Cieszę się, że w ogóle jesteś. Joshua ma jakieś nowości.
-Ktoś mi coś wspominał. - Miky wyciągnął w moją stronę swoją dłoń, a ja ją pochwyciłam i ruszyliśmy do środka, do miejsca, w którym spotykaliśmy się codziennie z naszą ekipą. Miejsce to znajdowało się dosłownie 10 minut drogi pieszo spod mojego domu, w lasku, do którego nikt nie chodził. Opuszczony, lecz kilka lat temu remontowany budynek stał się naszą główną siedzibą. Zazwyczaj przesiadywaliśmy w wielkim salonie. Tam w miarę możliwości zostały doniesione kanapy, fotele i stolik. Muzyka, która nie była głośna, aby nie budować podejrzeń w dziwny sposób pasowała do tego miejsca. Miky usiadł na fotelu i pociągnął mnie za sobą, tak, że usiadłam na jego kolanach.
-O a już się bałem, że moi ulubieńcy nie zawitają.- Dave puścił do mnie oczko i uśmiechnął się chytrze w stronę mojego chłopaka. Od kiedy pojawiłam się u boku Miky'ego wydawało mi się, że Dave mnie podrywa. Co było dziwne, skoro był najlepszym przyjacielem osoby, którą zaczynałam darzyć głębszym uczuciem.
-Daj spokój Dave.- burknął mój chłopak- Gdzie Joshua?
- Na górze. Poszedł się trochę zabawić.- blondyn poruszył znacząco brwiami, ale poprzez „zabawę” każdy rozumiał i tak o co chodziło naszemu biednemu koledze.
W końcu najbardziej oczekiwana osoba się pojawiła. Chłopak przyszedł dokładnie w tym momencie, w którym moja krew wręcz domagała się tej niebezpiecznej trucizny.
-Jashua!- krzyknęłam i uśmiechem przywołałam znajomego. Niebiesko-włosy podszedł do mnie i szczerze się uśmiechnął.- Słyszałam, że masz coś ekstra!
-Dla Ciebie koteczku coś specjalnego!- chłopak wyjął z kieszeni garść przezroczystych woreczków. Każda folia była opisana poprzez czarne literki na białych karteczkach przyklejonych do materiału. Chwilę zajęło chłopakowi odnalezienie czegoś odpowiedniego dla mnie.
-Joshua dla mnie to co zawsze.- powiedział Miky.- A ty Hope jakoś nie szalej za mocno, musisz powolutku się przyzwyczajać.
-To jest delikatne, Mike. Bardzo kobiece, daje kopa, ale nie musisz się martwić jakimiś chorymi jazdami.
-To idealnie dla mojej cudownej dziewczyny.- poczułam jego usta na mojej odkrytej szyi, ale w tym momencie bardziej interesowało mnie to, że przezroczysta folia trafiła do moich rąk. Nie musiała nic płacić za takie rzeczy. Chodziłam z liderem „tej bandy”, to wszystko w jakiś popieprzony sposób mi się należało.
-Dzięki rybciu!- krzyknęłam za niebieskim irokezem znikającym w tłumie ludzi.
Zeszłam z kolan Miky'ego i przykucnęłam przy stoliku. Wysypałam połowę zawartości torebki i odnalazłam na drewnianej powierzchni starą, impulsową kartę telefoniczną. Idealnie rozprowadziłam biały proszek i w końcu nadszedł ten moment, kiedy moje żyły mogły dostać to, czego im brakowało.
Wciągnęłam cztery białe paski,a na mojej twarzy automatycznie wyrysowało się samozadowolenie.
Nawet nie zauważyłam zniknięcia Miky'ego.
-Dave! Gdzie mój chłopak?- zapytałam blondyna.
-Chyba szedł na górę, ale nie jestem pewien.- odpowiedział, a ja podniosłam się na równe nogi i ruszyłam na górę. Na piętrze znajdowały się trzy pokoju w których zazwyczaj dochodziło do dzikich orgii, w których ja nie miałam „szansy” brać udziału. Gdy pokój był zajmowany na klamce wieszało się pasek od spodni, wtedy był to zrozumiały przekaz, że nie warto wchodzić do tego pomieszczenia.
Na jednej klamce nie był zawieszony pasek, więc zaciekawiona ruszyłam w stronę ciemnych drzwi. Uchyliłam drewniana powierzchnię i moim oczom ukazał się widok, który całkowicie złamał mi serce- Miky całujący dziewczynę tylko w bardzo „skromnych” majtkach.
Oboje się odwrócili w moją stronę. Miky swoim spojrzeniem nie wyrażał kompletnie nic.
-Co ty robisz?!- krzyknęłam, bo nie dawałam rady utrzymać nerwów na wodzy.
-Bawię się.
-To nie jest zabawa, to zdrada!
-A na co ty liczyłaś? Na miłość? Śmieszna jesteś kochanie. Ja nie kocham NIKOGO, szczególnie takich słabych i nudnych lasek, które nie mają mi nic więcej do zaoferowania oprócz swojej nieruszonej cipki. A ty już teraz nawet nie masz tego.- zaśmiał się, a ja oniemiałam. Nie wiedziałam kompletnie co powiedzieć, ja go zaczęłam kochać, a on chciał… chciał tylko jednego. I dostał to. Dostał moje dziewictwo.
Nie zawracając sobie uwagi niezamkniętymi drzwiami zbiegłam po schodach uderzając kilka osób podczas mojej oszalałej ucieczki. Słyszałam, ze ktoś wołał moje imię, ale chciałam uciec. Chciałam uciec mojego złamanego serca, od osoby, którą kochałam, od wszystkiego, co sprawiło, że czułam się wypłukana z uczuć.

Tak właśnie zaczęłam się staczać jeszcze bardziej w dół.






Mam nadzieję, ze taka długośc, rozdziału jest dobra. Starałam się aby wynagrodzić to czekanie, ale miałam ostatnio całkowite oczyszczanie laptopa i głupia ja, straciłam wsyztskie pliki :/
Czekam na komentarze ! :)

sobota, 3 października 2015

TWITTER

W końcu założyłam sobie konto na Twitterze, poświęcone tylko i wyłącznie mojej twórczości.
Serdecznie zapraszam na moje konto.
Tam będziecie ze wszystkim na bieżąco. 
Rozdział 22.

CHANGES

Jak widzicie na blogu zaszły ogromne zmiany.
Wygląd bloga. Playlista z muzyka inspirującą mnie do pisania.
Wszystko świeże i mam nadzieje, ze motywujące do dalszego pisania.
Zapraszam do czytania nowiutkiego rozdziału- 22.


Limited

CHAPTER TWENTY SECOND

  Po moich policzkach spływały słone łzy, które powodowały tylko gorszy ból głowy. Wspomnienia z wczorajszego wieczora przewijały się przez moje myśli klatka po klatce, w zwolnionym tempie. Panika ogarnęła moje ciało, a powietrze dostawało się do moich płuc o wiele częściej niż zwykle.  Ramię Daniela przygarnęło mnie do jego rozgrzanego ciała. Automatycznie wtuliłam się i starałam się uspokoić. Przebłyski wczorajszej nocy utrudniały mi skupienie się na normalnym oddychaniu. Zamknęłam powieki i w pięściach zacisnęłam materiał koszulki Daniela.
- Przepraszam, głupotą było zabieranie tam Ciebie. Cała ta sytuacja to moja wina i naprawdę żałuję, że takie coś miało miejsce... - zaciął się, a jego głos brzmiał bardzo niepewnie. Tak jakby się naprawdę martwił o mnie, co było bardzo niepodobne do niego. - Hope... proszę spójrz na mnie.- uniosłam wzrok na jego twarz, ale nie podniosłam się z jego klatki piersiowej. Jego obecność pomagała mi.- Ja naprawdę nie wiem co bym zrobił gdyby stało Ci się coś poważniejszego. Nie potrafię tego opisać, ale to co wczoraj czułem ... co nadal czuję jest bardzo nieznanym mi uczuciem. Wiem, że się bardzo o Ciebie martwiłem i nie potrafiłem znieść widoku wyrządzanej Ci krzywdy...- nie czekałam dłużej, podniosłam się delikatnie i złączyłam moje usta z jego. Pocałunek nie trwał długo, ale wyrażał wszystko. Z mojej strony: podziękowanie, wdzięczność, sympatię i zaufanie, zaś z jego: wielkie uczucie, i pasję.
-Wiem.- zetknęłam swoje czoło z jego, a ciepły, spokojny oddech otulał moją twarz.- Daniel wiem co czujesz do mnie, ale proszę nie komplikujmy tego jeszcze bardziej. Proszę?- spojrzałam prosto w jego ciemne źrenice. On potwierdził moją prośbę delikatnym skinięciem i przymknięciem powiek.
Jakimś cudem podniosłam się z niego i wstałam z łóżka. Chwiejnym krokiem ruszyłam do kuchni w celu przygotowania sobie kawy, która miała mi pomóc w rozbudzeniu się i nabraniu energii na resztę dnia. O ile w ogóle istniała dzisiaj możliwość nabrania energii przeze mnie...
NAJBARDZIEJ ŻAŁOSNĄ I BEZUCZUCIOWĄ OSOBĘ NA TYM POPIERDOLONYM ŚWIECIE. ŚWIETNIE.
Dlaczego nie oddaję uczuć Daniela? Boję się jakiegokolwiek zaangażowania. Ludzie są, a potem nagle odchodzą. Po co kolejny raz się do kogoś przywiązać skoro i tak zaraz zostaniemy po raz kolejny samotni. Przyzwyczaiłam się już do życia w samotności. Jedynymi bliższymi mi osobami są moi rodzice. Kiedyś, w szkole podstawowej przyjaźniłam się z pewną Kylie. Uwielbiałam spędzać z nią czas, prawie codziennie po szkole się spotykałyśmy i bawiłyśmy w nasze zabawy. Czasy podstawówki minęły, Kylie poszła w kierunku plastycznym, aby rozwijać się ze swoim talentem. A ja ? Wylądowałam w przeciętnej szkole, z przeciętnymi ocenami. Kylie więcej się do mnie nie odezwała, mimo faktu, że mieszkała dwie ulice od mojego rodzinnego domu i niejednokrotnie mijała mnie. Wtedy właśnie zrozumiałam jak bardzo ludzie są beznadziejni, i że najlepszym rozwiązanie wszystkiego jest poleganie tylko, i wyłącznie na sobie. Nikt lepiej nas nie zrozumie jak my sami. Nikt nas lepiej nie uleczy jak nasza dusza. Zostałam sama. Miałam wzloty u upadki, ale teraz właściwie znajduję się w tym miejscu i w tej chwili, więc chyba nie było aż tak źle?
Podchodzę do szafki, na której stoi elektryczny czajnik, do którego nalewam wody. Wstawiam wodę i wyjmuję kubek z górnej półki. Kawę znajduję w jednej z szuflad. Co ona tam robi? Wsypuję półtrej łyżeczki czarnego proszku i przytrzymuję się blatu.
-Mogłabyś mi zrobić herbatę?- głos Daniela brzmi słabo, chyba nawet gorzej niż mój, a to ja wczoraj przeżyłam coś gorszego. Jednak nie mam zamiaru się wykłócać o jego kiepski stan. Sięgam po kolejny kubek i wyjmuję z tej samej półki szklany słoik z torebkami czarnej herbaty. Wkładam do kubeczka jedno opakowanie i po raz kolejny wracam wzrokiem do czajnika, w którym na moje nieszczęścia woda nawet nie próbuje się zagotować, skracając moje męczarnie.
-Chcesz coś do jedzenia?- pytam go, nawet nie patrząc w stronę drzwi. Cholera, nawet nie mam pewności czy on tam stoi. Może gadam do ścian?
-Zamówiłem nam przed chwilą pizzę. Powinna być za jakieś pół godziny. Ja wytrzymam. A ty?
-Pizza na śniadanie? - pytam zaskoczona.- Ja nie jestem w ogóle głodna.- odpowiadam i w końcu zerkam na niego. Stoi oparty ramieniem o framugę drzwi. Nogi ma skrzyżowane w kostkach. Wpatruje się we mnie czujnym wzrokiem. - Słuchaj...wlej wodę do kubków gdy już się zagotuje. Ja idę się wykapać.
Ruszam szybkim krokiem i mijam go w wejściu do kuchni. Lekko szturcham go łokciem,ale naprawdę mam to teraz szczerze gdzieś. Wchodzę do łazienki i od razu zamykam za sobą drzwi na klucz. Nie mam zamiaru mieć tutaj jakiegokolwiek gościa. Podchodzę do wanny i ustawiam gałkę idealnie pomiędzy ciepłym, a zimnym strumieniem wody i odchylam ją w celu nalania wody do wanny. W tym czasie nalewam kilka pięknie pachnących płynów do kąpieli i widzę jak powstaje dużo piany. Gdy poziom wody jest równy trzy- czwartej wysokości wanny, zakręcam gałkę i się szybko rozbieram. Wchodzę do ciepławej wody i zanurzam się całkowicie w oczyszczającym płynie. Woda daje mi wielkie ukojenie i odstresowuje mnie dziwnym sposobem.
***

Pukanie do drzwi wybudza mnie z mojego transu. Całkowicie zapomniałam o świecie. Woda już dawno mi wystygła i jest całkowicie zimna. Palce u rąk mam całkowicie pomarszczone przez zbyt długie namaczanie naskórka.
-Tak?!
-Wszytko okej? Siedzisz tam ponad dwadzieścia minut, zacząłem się powaznie martwić. Poza tym przyjechała pizza.
-Mhm, jasne. Zaraz wychodzę.- odpowiadam i czym prędzej nabieram kolejno: szampon, żel do kąpieli i wykonuję czynności opisane na etykietach produktów.
Niecałe pięć minut, a już jestem czysta i pachnąca. Wycieram ręcznikiem całe ciało i jeden mniejszy zakładam na głowę w celu osuszenia włosów, Zakładam na siebie koszulkę w której już rano wstałam. Zapomniałam wziąć bieliznę, ale to nie jest problem. Naciągam koszulkę prawie na kolana i wychodzę z łazienki, uprzednio odkluczając drzwi. Zapach pizzy prowadzi mnie do mojej sypialni. Pościel jest zaścielona, w pokoju panuje porządek co całkowicie nie pasuje do wizerunku mojej sypialni. Daniel siedzi na środku łóżka z pudełkiem pizzy na kolanach. Podchodzę do szafki z szufladami i z jednej z nich wyjmuję dół bielizny, który szybko naciągam na siebie.
-Twoja leży na biurku.- odwracam się za jego wskazówką i zabieram ciepły karton, siadam na wygodnym łóżku, i zaczynam zajadać się Margaritą. Moim ulubionym smakiem tego włoskiego dania. - Dlaczego jesteś taka milcząca? To przez wczoraj?
Cholera. Mam mu powiedzieć prawdę, czy raczej nie?
Muszę zachować to dla siebie.
-Wczorajsze wydarzenia namieszały mi trochę w głowie.
-Naprawdę żałuję mojej decyzji.- odstawia pudełko na szafkę nocna i zbliża się do mnie. Obejmuje mnie swoim ramieniem i przyciąga do siebie. Spuszczam wzrok na moją pizzę i staram się nie reagować na jego bliską obecność tuż obok mnie.
-Nie musisz tego żałować. Naprawdę Daniel, nie mam zamiaru wałkować twoich przeprosin przez cały dzień. Tamta sytuacja siedzi mi w głowie, ale nie mam ochoty wysłuchiwać tego co mówisz.
-Tu nie o to chodzi.- mówi i odsuwa mnie na wyciągnięcie swoich ramion. Jedna z jego dłoni unosi moją twarz, tak, że patrzę prosto w jego oczy.- Powiedz mi.
-Nie ma o czym mówić.
-Hope, proszę Cię. Bądźmy ze sobą szczerzy. Jesteśmy skazani na mieszkanie ze sobą, więc nie psujmy całkowicie tego wszystkiego. Kocham Cię i nie mogę Cię stracić, a przez brak zaufania takie coś może mieć miejsce.
Jezu! On własnie przyznał się do tego, ze mnie kocha. Co robić do cholery?! Mieliśmy pozostać przyjaciółmi i nic więcej a ten idiota wybrał sobie mnie jako swojego powiernika uczuć.
Co ja mam zrobić?



Jak myślicie co Hope powinna zrobić?

W końcu napisałam 22, mam nadzieję, że pisanie rozdziału 23 zajmie mi o wiele więcej niż kończenie 22. Wiem, że ten rozdział nie jest bardzo długi, ale mam nadzieję, że jak na teraz jest odpowiedni. Rozkręcę się jeszcze, Obiecuję!
Do napisania tego rozdziału zainspirował mnie film "Listy do Julii", który własnie oglądam. Polecam serdecznie na samotne wieczory (codzienność u mnie).


niedziela, 13 września 2015

Wyjaśnienia. Opóźnienia. Przeprosiny.

Miało być tak pięknie, tak idealnie i co ?
I znowu coś zrobiłam nie tak.
Mianowicie zaczęłam układać swoje życie, skupiłam się nad wszystkim co się działo. 
Uwierzcie mi, ze działo się naprawdę wiele. Wiele złych jak i pozytywnych rzeczy, jak np: poznałam chłopaka, z którym byłam, ale już nie jesteśmy razem... takie już życie :) 
Skupiłam się strasznie na przeżywaniu mojego życia niż na rozwijaniu siebie... Zatrzymałam się z moimi pasjami gdzieś daleko w  tyle. Zgubiłam gdzieś siebie tak naprawdę, ale chciałabym wrócić do tego co było. Chciałabym dostać od Was kolejną szansę na powrót i poprawę.
Wiem, że długo mnie tu nie było. Nikt nic nie pamięta, ale chciałabym powrócić do publikowania. 
Przepraszam Was bardzo serdecznie za to wszystko, za zaniedbanie i tak naprawdę zapomnienie.
Przepraszam.
Jeśli ktoś skomentuje, to proszę o odpowiedzenie na pytanie, czy warto tu wracać, czy lepiej pisac dla siebie ?

sobota, 13 czerwca 2015

Chapter twenty-first part II

 Kostki uderzające o siebie, szelest kart i dźwięk przemieszczanych żetonów towarzyszył mi od ponad półtorej godziny. Wkręciłam się w zabawę, a alkohol dostawiany mi prze kelnerów sprawiał, że moje myśli galopowały daleko od miejsca, w którym się znajdowałam. Już dawno zapomniałam o strachu, dzięki czemu puściłam rękę Daniela i poleciałam po całości. Jak na tak długa przerwę od wszelakich zabaw w formie hazardu, a raczej gierek podobnych do tej formy zabawy szło mi naprawdę świetnie. Wygrałam już trochę, ale i trochę straciłam. Daniel wycofał się już około dwudziestu minut temu. Widząc, że mam go kompletnie gdzieś przeszedł do części z barem, gdzie najprawdopodobniej siedział na jednym z wysokich stołków. Podczas gry dowiedziałam się od Drake'a, że loże wcale nie są tym czym są, lecz to mini bzykalnie. Wytłumaczył mi również zasadę, która panowała w ich grze. Przegrany z ostatniej rundy szedł do bzykalni z obecnym wygranym- bez limitu czasowego i bez uwzględniania płci. Nie wiem dlaczego, ale narodziła się we mnie chęć zwyciężenia tej rundy. Zapewne było to winą wypitego alkoholu, ale tak naprawdę w końcu dzięki temu wszystkiemu udało mi się zrelaksować.
-Wycofuję się!- krzyknęła Isobel, a zaraz za nią: Drake, Nic, Nathan i Jim. Max i Peter już dawno zrezygnowali, bo nie chcieli się za bardzo zapomnieć i przegrać wszystkiego. W grze zostałam tylko ja i Dominic.
Isobel, Nic, Nathan odeszli od stołu, dzięki czemu zrobiło się jeszcze więcej miejsca. Kątem oka zarejestrowałam jak Drake podchodzi w moją stronę.
- Wstań na chwilę.- w jego głosie usłyszałam chwilowe napięcie. Zrobiłam to, o co mnie poprosił, odsunęłam krzesło trochę dalej, a on to wykorzystał i usiadł na nim. Chciałam się już przesiąść, ale zanim zareagowałam tak jak chciałam, Drake pociągnął mnie za biodra i usadowił na swoich kolanach. Jego męskość była twarda i mocno stykała się z moją pupą. Zadrżałam, a on to zauważył i przełożył moje włosy na prawą stronę. Pochylił się w moją stronę.
- To ty tak na mnie działasz…- szepnął i pocałował mnie za uchem, ale Boże jak on całował! Jego idealne usta dotykały mojej spragnionej dotyku i uwagi skóry. Rozpraszało mnie to, ale chciałam zwyciężyć.
Przejrzałam karty, a uśmiech pojawił się samoistnie. Miałam cholernego pokera królewskiego. To był mój szczęśliwy dzień!
- Sprawdzam.- Dominic chyba był zbyt pewny siebie…. Rozłożyłam karty, a jego szczęka prawie opadła. Tak kochaniutki, twoje trzysta dolarów jest teraz moje.
- Gratuluję Drake, ty to zawsze masz szczęście.- słowa Dominica dotarły do mnie, ale ich znaczenie niekoniecznie. Usta mężczyzny wciąż pieściły moją skórę, a alkohol sprawiał, że nawet gdyby Drake nie był przystojny, nie przeszkadzałby mi ten fakt.
Odchyliłam mocniej szyję w prawą stronę ułatwiając dostęp do tych wrażliwych miejsc. Zamruczałam pod nosem, ale słuch mojego znajomego wyłapał to jego przyjaciel jeszcze bardziej uświadomił mnie w tym co jest na rzeczy.
Cholera. Mam przesrane.
Podniosłam się z mojego dotychczasowego miejsca i dopiero poczułam prawdziwe działanie alkoholu. Zakręciło mi się w głowie, świat zawirował a wzrok stracił na ostrości. Powinnam była się zatrzymać trzy szklanki temu. Na pewno nie musiałabym przez to przechodzić.
-Dominic, przepraszam, ale jak wiesz muszę się zająć uroczą Hope.- w głosie Drake;a słyszalne było napięcie, pożądanie i nutka ironii. Nieodłączna ironia.
-Dam sobie radę.- wyspałam i nawet nie zdążyłam odejść od nich, gdy zostałam uniesiona,a mój żołądek wykonał salto w tył, potem podwójny przewrót w przód. Dlaczego przyciągałam do siebie aż tyle problemów ?
-Postaw mnie na ziemi Drake! To nie jest zabawne! Zaraz się porzygam…- i wtedy upadłam na miękką kanapę, przy okazji uderzając głową w twardy element. Skojarzyłam tylko, że wylądowałam z nim w jednej z ośmiu bzykalni, reszta informacji odpłynęła daleko. Moje ciało poddało się wszystkiemu, mój mózg przestał reagować i kontrolować wszelkie procesy.
Drake pochylił się nade mną i przejechał dłonią od mojego kolana aż do biodra, podciągając przez to moją czarną sukienkę. Druga ręka wylądowała na moim ramieniu- zsuwał ramiączka materiału, który miałam na sobie. Z moich oczu popłynęły pierwsze łzy, naprawdę nie potrafiłam odpowiednio zareagować przez wypity alkohol i mocne zderzenie z meblem. Pragnęłam uciec daleko stąd. Moje serce głośno i szybko pompowało krew w moim krwioobiegu, przez co czułam rozlewającą się adrenalinę w żyłach. Tak naprawdę to co mi z tego, skoro i tak nie miałam możliwości i chęci do wykonania jakiegokolwiek poważniejszego ruchu.
W tej chwili tak bardzo nienawidziłam moich rodziców, za to jakiej pracy się podjęli, Jaką drogę wybrali i bez względu na konsekwencje zabrnęli tak daleko narażając mnie. Nienawidziłam mojego wujka. Nienawidziłam Natalie. Nienawidziłam James'a. Nienawidziłam Daniela, ale najbardziej nienawidziłam siebie. Nienawidziłam siebie za to jako się stoczyłam i jak wielki wpływ na moje życie miała przeszłość- jak mały krok wystarczał na to, żebym przekroczyła granicę i utonęła w morzu samotności i uzależnień.
Byłam po prostu słaba i nawet nie miałam dla kogo walczyć.
Moje rozszalałe ja nie potrafiło się skupić na kilku rzeczach naraz, albo mogłam przemyśleć coś, albo przyglądać się sytuacji, w której sama brałam udział. Zapomniałam o tym co działo się wokół mnie i już leżałam pod Drake'm bez sukienki jedynie w mojej bieliźnie. On sam miał na sobie bokserki i białą koszulę, w której był od samego początku. Czy to zaliczy się do normalnego stosunku, czy raczej do gwałtu ?
-Dlaczego to robisz?- zapytałam, skupiając się bardziej na wszystkim przed moimi oczyma. Starałam się zignorować fakt, że obraz strasznie się rozmazywał i musiałam ciągle mrugać, żeby nie tracić całkowitej ostrości.
-Bo przegrałem poprzednią rundę i mam do tego pełne prawo…
-Dr-Drake ja tego nie chcę.
-Witaj w moim świecie, skarbie.- zsunął ze mnie stanik, ale ktoś przerwał mu dalsze pozbywanie mnie bielizny. Drake zerwał się na równe nogi i odwrócił w stronę nowego obserwatora. Zdyszany mężczyzna, a z jego brązowych oczu płynął strach i ogromna wściekłość.
Daniel.
Brunet podbiegł do Drake'a i przywalił mu prosto w twarz, tak, że Mulat się zatoczył i upadł tuż obok mnie, na kanapę. Przez chwilę w pomieszczeniu pasowała cisza, ale Daniel podbiegł do mnie i chwycił mnie na ręce, łapiąc mnie pod kolanami i na plecach.
-Już ci nic nie grozi skarbie.- powiedział i zanurzył nos w moich włosach, lecz szybko się oderwał od mojej głosy patrząc ze zdezorientowaniem i jeszcze większą wściekłością.
-Krew. Co ten skurwiel ci zrobił?!
-Później...błagam…z-z-zabierz mnie stąd- mój głos stawał się coraz bardziej senny, nawet nie potrafiłam zapanować nad opadającymi powiekami, które tak bardzo w tamtej chwili mi ciążyły. Daniel wciąż trzymając mnie na rękach pochylił się, aby podnieść moją sukienkę. Zgarnął z kanapy czerwony, puszysty koc i przykrył moje roznegliżowane ciało materiałem. Ciepło ogarnęło moje ciało i po prostu zasnęłam.
***
Obudziło mnie ciche pochrapywanie i wszechogarniający gorąc, przez który nie mogłam dalej spać. Przewróciłam się na drugą stroną, przy okazji zrzucając z siebie materiał okrywający moje obolałe ciało. Głośny huk przeraził mnie i czym prędzej podniosłam się do pozycji siedzącej sprawdzając co jest nie tak. Z podłogi po prawej stronie doszedł mnie stłumiony jęk, dlatego zachowując ostrożności przesunęłam się w tamtą stronę i sprawdziłam co lub kto narobił tyle hałasu.
Okazało się, że nie kto inny jak Daniel leżał na mojej mało wygodnej, zimnej podłodze.
-Dzień dobry. Widzę, że się obudziłaś.- powiedział rozmasowując swój łokieć.
-Tak, ale powiedz mi co ty robiłeś w moim łóżku…
-Przez całą noc kontrolowałem twój oddech. Wczoraj dwukrotnie mnie przeraziłaś, bo straciłaś oddech.
-Jakoś sobie poradziłeś.- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
-Jak głowa?- zapytał i wtedy adrenalina opadła, a ja poczułam okropne pulsowanie i susze w gardle.
Czyżby kac?
-Słabo- powiedziałam zgodnie z prawdą. Skrzywiłam się delikatnie i wróciłam na swoje poprzednie miejsce. Przyciągnęłam do siebie trochę więcej kołdry i okrył am moje zmęczone ciało. Daniel podniósł się z podłogi i położył się na łóżku, obok mnie. Jego ramię objęło moją talię, a on sam przyglądał się mi z cierpliwością i smutkiem (?).
- To jak opowiesz mi co się wczoraj wydarzyło?

W moich oczach wezbrały łzy, bo do mojej głowy zaczęły się przedzierać niewyraźne wspomnienia wczorajszej nocy.

piątek, 5 czerwca 2015

Chapter twenty first part 1

Po otrzymaniu drinka nawet przez sekundę nie zawahałam się nad wypiciem kolorowego napoju. Po prostu przechyliłam szklankę i opróżniłam ją do dna. Czując jak alkohol przyjemnie pali mój przełyk uśmiechnęłam się pod nosem. Teraz mogłam wytrzymać wszystko, nawet patrzenie na nagie kobiety.
Odwróciłam wzrok od mojej szklanki, która mimo faktu iż stała na ladzie baru, wciąż spoczywała w moich palcach delikatnie je chłodząc, przez lód, znajdujący się w naczyniu. Spojrzenie skierowałam na mojego towarzysza, o którego istnieniu zapomniałam.
-Może potrzebujesz czegoś jeszcze?- zapytał patrząc zdenerwowany prosto w moje oczy.
-Czyli jednak chcesz mnie upić…
-Nie, po prostu jeśli to ma ci pomóc przetrwać ten wieczór to zgadzam się, żebyś wypiła jeszcze.
-Dzięki, ale chyba się powstrzymam, chcę być świadoma faktu w jakim miejscu się znajduję. Szkoda tylko, że nie znam przyczyny tego…-palcami wykonałam cudzysłów w powietrzu i dokończyłam wypowiedź.- „uroczego wypadu”. Wiem, że twoje konto nie jest czyste, ale naprawdę powinieneś był mi powiedzieć, o co chodzi.
-Wszystko wyjaśnię ci gdy już stąd wyjdziemy.- jego odpowiedź sprawiła, że zapragnęłam jeszcze szybciej się stąd wydostać.
-Więc chodźmy.- dłońmi odepchnęłam się od lady i wstałam z wysokiego stołka barowego, na którym do tej pory siedziałam.
-Tak, chodźmy do moich znajomych.- westchnęłam, ale już nie stawiałam się, wiedziałam, że jedynym sposobem na wyjście stąd było spotkanie się z jego znajomymi kimkolwiek oni nie byli.
Gdzieś w głębi mojego ciała czułam nieodpartą chęć poznania tego świata. Chciałam wciągnąć się w to wszystko ponownie i poczuć tą adrenalinę. Jedynym co powstrzymywało mnie od zajęcia jednego z miejsc przy stołku był strach przed utratą tego wszystkiego- mojego mieszkania, zaufania rodziców i samej siebie.
Wiedziałam, że gdybym zaczęła na pewno cześć mnie, która długo walczyła o powrót do normalności zniknęłaby, a jej miejsce zajęłaby uzależniona dziewczyna z wieloma kompleksami.
Palce Daniela zacisnęły się na mojej przegubie i zostałam pociągnięta w stronę ciemnych drzwi w kącie sali. Wcześniej nie zdążyłam ich dostrzec albo i zdołałam to zrobić, ale stwierdziłam, że przejście prowadzi do toalet.
Podeszliśmy do ciemnej powierzchni, a mężczyzna wstukał kod dostępu na panelu, który znajdował się na wysokości jego ramion. Urządzenie wyświetliło krótki komunikat, że kod został przyjęty, a drzwi otworzyły się przed nami.
Naprawdę to wszystko coraz bardziej mnie przerażało, a zarazem podniecało. Znajdowałam się nad przepaścią, a krawędź, na której stałam zdawała się powoli obsuwać w dół. W otchłań mojej mrocznej przeszłości, z którą walczyłam przez bardzo długi czas.
Weszliśmy do krótkiego korytarza za drzwiami. Po zamknięciu drzwi okazało się, że pomieszczenie jest dźwiękoszczelne, dzięki czemu moje uszy mogły w końcu odpocząć od głośnej muzyki płynącej z głównej sali.
Na końcu dobrze oświetlonego pomieszczenia znajdowały się dwustopniowe schody, ale to nie schody zwróciły moją uwagę, tylko to co znajdowało się w tym ogromnym pokoju. Na środku stał wielki, okrągły stół, przy którym siedziało siedmiu mężczyzn wraz ze swoimi towarzyszkami i jedna, elegancko ubrana kobieta. Przy meblu stały jeszcze dwa wolne krzesła- dla kolejnych graczy. Pod ścianami zauważyłam loże, które można było osłonić przed ciekawskim wzrokiem osób znajdujących się w pomieszczeniu, poprzez zasunięcie ciemnoczerwonego materiału. Sześć loży było pustych, a dwie zasłonięte. Chyba nawet domyślam się po co są te odosobnione miejsca. Przy lewej ścianie znajdował się długi bar z trzema mężczyznami zajmującymi się przygotowywaniem i serwowaniem napojów. Na dwóch stołkach barowych siedziały kobiety w eleganckich sukienkach i właśnie przez ten strój ciężko było mi stwierdzić, czy pracowały tu. Całe pomieszczenie było lekko przyciemnione, co nadawało temu miejscu pewnej tajemnicy i klimatu.
Mocno ścisnęłam rękę mojego towarzysza.
W co on był wplatany?
-Usiądźmy.- szepnął mi do ucha i pozwolił mi pierwszej zejść po schodach. Nie traciliśmy ze sobą kontaktu fizycznego. Mimo, że mnie porwał, to tylko go znałam i czułam się bezpieczniej w tym miejscu dzięki jego obecności.
Podeszliśmy do stołu, a wszystkie pary oczy skierowały się na mnie i Daniela stojącego obok mnie. Rozejrzałam się po twarzach obecnych tu osób. Tylko dwóch mężczyzn było po trzydziestym roku życia, pozostali wyglądali na mniej niż trzydzieści. Na ich kolanach, lub obok krzątały się ich kobiety, o których strojach i zachowaniach naprawdę wolę zapomnieć. Jedyna kobieta, która siedziała przy tym stole do gry była maksymalnie w wieku dwudziestu pięciu lat. Piękno, elegancja, seksualność i profesjonalizm- te właśnie cechy biły z brązowych oczu rudej.
- Daniel! Jak miło, że się pojawiłeś… i to nie sam. Przedstawisz nam swoją towarzyszkę?- blondyn z idealnie wystylizowanymi włosami i niebieskimi oczami dokładnie mi się przyjrzał, od góry do dołu, dłużej zatrzymując się na piersiach i nogach.
Cholera?
-To Hope. Hope poznaj: Max, Nick, Drake, Dominic, Nate, Jim, Peter i Isobel.- wskazywał po kolei dłonią swoich znajomych zaczynając od blondyna, który mnie lustrował, a ja w odpowiedzi jedynie skinęłam głową, bo w moim gardle zawiązał się wielki supeł paraliżujący moje usta.
Daniel nie czekał zbyt długo na odpowiedzi ze strony grających, po prostu pociągnął nas w stronę wolnych krzeseł.
I nie zgadniecie! Pomimo faktu, że dwa meble były wolne, to ten debil posadził mnie sobie na kolanach.
-Co ty robisz? - zapytałam go, mówiąc to wprost do jego ucha, aby słowa dotarły tylko do jego osoby.
-Chronię cię, przed nimi. Uwierz mi to kiepski pomysł, żebyś siedziała pozostawiona sama sobie.- ucałował me usta. To był krótki pocałunek, zawierający obietnicę spełnienia wcześniejszej deklaracji.
-Daniel, Hope wchodzicie do gry?- zapytał Max.
-Ja- tak, Hope nie chce wydawać pieniędzy na nic innego niż buty…
Faceci…
- Ahh, te kobiety.- ten głos nie należał do mężczyzny, był aksamitny i kobiecy. Isobel. Cholerny ideał.- Szkoda, że twoja zabaweczka, nie chce się z nami zabawić…
Ja zabaweczką?
- Z chęcią zagram i przepuszczę trochę pieniędzy na coś innego niż buty.- uśmiechnęłam się ironicznie i poczułam jak mięśnie Daniela napięły się jak struny w gitarze.
Mocno mam przejebane?
- To świetnie.- odparł Drake. Drake miał niemal czarne włosy i oczy, Jego karnacja jak jedyna wyróżniała się barwą. Był Mulatem, dobrze zbudowanym i cholernie przystojnym.- Za ile wchodzicie?
-Oboje za tysiąc dolarów.- odpowiedział mój porywacz. Zadziwiła mnie ta kwota, ale wiedziałam, że on ma mnóstwo pieniędzy i fakt, że przegram tysiaka nie będzie mu robił wielkiej różnicy.

-Dwa tysiące dla was…- otrzymaliśmy nasze monety i w tym samym momencie zeszłam z kolan Daniela, tylko dlatego, ze zajął się układaniem żetonów. Umościłam swój tyłek na wygodnym, eleganckim meblu i ułożyłam żetony. Prawa ręka Daniela złapała moją lewą i umieścił je na moim lewym udzie. Cieszyłam się, że był tu on. Mimo niedawnych, negatywnych wydarzeń, nie potrafiłam sobie wyobrazić nikogo innego.- Możemy zaczynać.

~~~~~

Długo sie nie odzywałam,ale  musiałam odpocząć i zająć się szkołą. :)
Teraz chce wrócić i mam zamiar doprowadzić tą historię do końca!
Co do rozdziału... ma ponad tysiąc słów, a do niego jest druga część, która jeszcze nie jest skompletowana, ale spokojnie- będzie. :)
Udanego weekendu!