wtorek, 3 lutego 2015

Chapter fourteenth

Tydzień po powrocie do mojego mieszkania starałam się wrócić do mojego poprzedniego życia. Właśnie, starałam się. Tak naprawdę nie było szans, zeby moje życie obrało ten sam tor, sprzed trzech tygodni.
Wychodziłam z domu tylko na chwilę, na zakupy i w międzyczasie musiałam przewietrzyć swoją głowę. Zmieniłam zamki, założyłam alarm, a rodzice pokryli wszelkie koszty.
Po tych wydarzeniach uraz do mamy pozostał, nasze rozmowy nie wyglądały już tak samo, z tego powodu jedynym kontaktem między nami był tata. Ojciec wspierał mnie jak tylko potrafił. Pojawiał się częściej w Washyngtonie, byłam zadowolona z tego faktu, bo mogłam poczuć się z nim bezpiecznie. W końcu.
Najgorsze były momenty, gdy tata wychodził. Gdy moje bezpieczeństwo gdzieś się ulatniało, a ta dobita, strachliwa Hope wracała. Byłam pewna, że to wina ostatnich wydarzeń, ale nie poznawałam się. Stałam się zupełnie innym człowiekiem. Bezbronną podróbą tamtej dziewczyny.
-Hope mam nadzieję, że dasz sobie radę, postaram się wpaść, za dwa,trzy dni.
-Tato daj spokój. Odpocznij trochę, Dam sobie radę.- kłamałam, ale widziałam, że ojciec był już wykończony całą tą sytuacją.
-Na pewno kochanie?- wzmocnił uścisk prawie miażdżąc moje ramiona w uścisku jego mięśni.
-Tak. Dziękuję za ten tydzień, naprawdę mi pomogłeś. Kocham cię tato.
-Wiem skarbie, ja ciebie też. Jeśli coś będzie się działo to dzwoń.- podszedł do drzwi i pociągnął klamkę w dół. Uchylił powierzchnię i stanął w progu patrząc na mnie.
-Jasne. Będę pamiętała. Dziękuję.- pomachałam mu przed zniknięciem. Drzwi się zamknęły, a po mieszkaniu głuchym echem rozszedł się dźwięk uderzenia. Przekręciłam górny zamek i zabrałam się za włożenie butów do szafy znajdującej się w holu. Pukanie oderwało mnie od wykonywanej czynności i czym prędzej podeszłam do drzwi i przekręciłam zamek.
-Tato, czego znowu zapomniał...
Zamarłam. Na minutę mój mózg przestał działać, a ciało posłuchało jego polecenia.
-Przyszedłem po moją własność.- jego uśmiech był bezczelny. Na jego żuchwie widoczny był kilkudniowy zarost, był lekko zgarbiony a jego klatkę opinała szara koszulka na krótki rękaw, która nie wyglądała na świeżą i czarne dresy. Sportowe buty, tego samego koloru co spodnie. - Wyglądam aż tak źle ?- zaśmiał się ironicznie i chciał przekroczyć próg, ale w tym samym momencie moje ciało w końcu zareagowało i pchnęłam drzwi, który na moje nieszczęście zostały zablokowane przez czarnego, sportowego buta.
„Co ja mam zrobić ? I co on tu kurwa robi ?”
Całym ciężarem ciała oparłam się o drewnianą powierzchnię i starałam się dopchnąć drzwi do framugi, ale Daniel zrobił w tej chwili to samo, a ja chcąc nie chcąc poleciałam na ścianę i uderzyłam się barkiem. Zerwałam się do biegu. Musiałam dobiec do telefonu, który znajdował się w sypialni. Biegłam przez korytarz, a moje słabo wyrobione mięśnie paliły moja skórę. Słyszałam kroki za sobą. Spokojne uderzenia o podłogę. Nie spieszył się. On polował na mnie jak na jakieś zwierzę. Wbiegłam do pokoju i w ułamku sekundy zlokalizowałam moją komórkę. Szafka nocna po drugiej stronie łóżka. Rzuciłam się na posłanie i właśnie sięgnęłam aparat, gdy poczułam ręce na moich łydkach. Brunet pociągnął mnie w swoja stronę tak, że kolana znajdowały się na zimnych panelach, a komórka dawno wypadła mi z rąk. Jego ramiona powędrowały na moją talię i zostałam zwrócona twarzą do mojego porywacza. Moje ciało było jak sparaliżowane, bałam się wykonać jakikolwiek ruch.
-Nie warto przede mną uciekać. Po raz kolejny się przekonujesz o tym. Zawsze cię znajdę.- jego wzrok był wbity prosto w moje tęczówki. -Nie musisz się przecież mnie bać. Wiesz, że cię kocham.- jego dłoń powędrowała do mojego policzka i chwilę ciepło jego skóry oddziałowywało na moją, ale w końcu rozum wziął górę i odwróciłam głowę.
-Gówno prawda. Sam o tym dokładnie wiesz.
-Nie, to jest prawda. Kocham cię. Od kiedy rok temu zacząłem cię śledzić coś się ze mną działo. Przyjmij do swojej świadomości, ze jesteś dla mnie ważna.
-Tamta laska spod prysznica tez musiała być ważna.- zaśmiałam się ironicznie i zwróciłam wzrok na jego twarz. Chciałam wiedzieć jakie emocje malowały się na jego twarzy. Zaniepokojenie, zdezorientowanie i pewnego rodzaju satysfakcja.
-Jesteś zazdrosna.
-O takie ścierwo ? O kogoś kto mnie porwał ? O kogoś, kto jest dla mnie kompletnym zerem ? Zrozum, że nigdy nic do ciebie nie poczuję. Nigdy ! A teraz powinieneś wyjść z mojego mieszkania!
-Zobaczymy za jakiś czas co powiesz. Nie wyjdę z tego mieszkania, bo musimy porozmawiać. Poważnie. Jeśli mamy być czymś, to powinniśmy zacząć od szczerości.
-Ile razy mam ci to powiedzieć. Nic do ciebie nie czuję i to się nie zmieni ! Nic nie stworzymy!
-Jesteś taka irytująca!- westchnął i przeczesał swoje włosy dłonią w nerwowym geście.- Teraz pozwolę ci wstać, ubierzesz się i pójdziemy na jakąś kawę. Tylko bez kombinowania.
-A co nie podoba ci się mój obecny strój ? Jak dla mnie jest świetny.- Daniel spojrzał na moje stare, rozerwane jeansy i czarną koszulkę, a potem skinął głową.
-Może być. Jednak wciąż masz nic nie kombinować. Kilku moich ludzi będzie nas obserwować, więc i tak nic z twoich głupich pomysłów.
Jego dłoń powędrowała na mój łokieć, po chwili stałam o własnych nogach na chłodnej podłodze. Zbliżyłam się do szafy, z której wysunęłam szufladę ze skarpetkami. Wybrałam jedną parę i szybko naciągnęłam je na stopy. Przeszłam do korytarza, gdzie stały moje ulubione czarne trampki. Założyłam je i rozejrzałam się, brunet stał opartu ramieniem o ścianę, w którą uderzyłam się barkiem.
-Rozumiem, ze jesteś już gotowa.
-Tak.
„Nie mogę odwalić żadnej głupoty... A co jeśli jego koledzy zafundują mi kulkę prosto w serce? Nie chcę się, aż tak narażać.”

***

Cisza panująca między nami sprawiała, że miałam ochotę czym prędzej stamtąd wyjść i zapomnieć o ostatnich wydarzeniach.
„Podobno chciał pogadać...”
Po raz kolejny rozejrzałam się po kawiarence, w której się znaleźliśmy. Urządzona była w trzech odcieniach. Bieli, brązie i zieleni. Od strony ulicy ścianę tworzyły szyby, które wpuszczały do pomieszczenia dużą ilość światła. Po lewej stronie od szklanej ściany znajdował się brązowy bar, na którym poustawiane były patery ze słodkościami. Na ścianie za barem były umieszczone białe półki z alkoholami i napojami. Tuż pod umieszczony był blat z urządzeniami przystosowanymi do parzenia kawy. Resztę pomieszczenia zajmowały białe stoliki i krzesła. Na każdym stoliku stał flakonik z zielonymi roślinami, które pięknie pachniały, a ich zapach mieszał się z aromatem ziaren kawy. Podłoga była brązowa, prawie tak ciemna jak ziarna kawy. Dwie pozostałe ściany przyozdobione były zielonymi, wiszącymi roślinami i zdjęciami ziaren kawy.
Nasza dwójka siedziała przy stoliku znajdującym się obok ściany. W lokalu panował mały ruch, więc to była świetna okazja, na wyznania, które jednak ie opuszczały ust Daniela.
„Zaraz stąd pójdę.”
-Chcesz gadać, czy mogę już iść?
-Nie.
-Nie chcesz gadać ? Czy nie mogę iść?
-Drugie.- przez cały ten czas nie patrzył na mnie.
-Więc zaczniesz do cholery ?
-Już, spokojnie. Jesteś strasznie niecierpliwa.
-Ośmielę się przypomnieć, że ty też chorujesz na to schorzenie.
-Chcę cię najpierw przeprosić za to, że uprawiałem seks z tamtą dziewczyną. Spiłem się i...
-Znam te gadki. Daj spokój i tak mnie to nie obchodzi.- przerwałam mu te niepotrzebne tłumaczenia, bo tak naprawdę po co mi to wiedzieć ?
-Okej. Więc...- westchnął.-całe to porwanie nie było tylko po to, żeby cię wykorzystać do moich celów. Chciałem cię chronić.
-Chronić? Jesteś śmieszny.
-Daj mi skończyć.- jego wzrok w końcu spoczął na mojej osobie, a to co ujrzałam w jego tęczówkach sprawiło, że uwierzyłam iż mówi prawdę.
-Już się nie odezwę.
-Przez rok obserwowania cię dostrzegłem, ze nie jestem jedynym, który to robił. Dwie inne osoby. Dwaj zupełnie inni mężczyźni również cię poszukiwali. Nie wiem dokładnie jakie mieli zamiary, bo moi ludzie nie mogli znaleźć ich kartotek, wiem jednak, że czaili się na ciebie. Obaj działali samodzielnie, nikt nie kręcił się z nimi. Tych dwóch typków jestem pewien, ale w pobliżu kręcił się tez pewien gang, tylko nie udało mi się odkryć ich zamiarów.- wierzę, że w tej chwili moje oczy i usta tworzy idealną literę „O”.
-Liczebny gang?
-Wiem, że mają siedzibę tutaj i w New Yorku. Nie znam liczebności, ale moi ludzie pracują nad tym.
-A ci dwaj mężczyźni ?
-Christian Bouliber i Alaric Kruse.

-O Boże....

NOTKA OD AUTORKI

Rozdział świeżutki ! :))
Jak ja kocham zwroty akcji i takie zamieszania!
Miałam pisać w ferie więcej, a wyszło, ze w poprzednim tygodniu zaczełam oglądać "Pamiętniki Wampirów" i właśnie kończę trzeci sezon. Dziennie oglądam po kilka odcinków, to jest uzależnienie ! :D
Teraz mam zamiar się poprawić, zaraz zabieram się za poprawkę rozdziału na strange love i postaram się go opublikowac jeszcze tej nocy.
Czekam na komentarze !
Udanego dnia !

1 komentarz:

  1. Tak ,tak "The vampire diaries" to niestety jest uzależnienie... ale przyjemne :) Pisze Ci to osoba, która obejrzała każdy odcinek TVD i " The Originals". Poczekaj na późniejsze sezony a dopiero się nie będziesz mogła oderwać :) . Co do rozdziału... zaskoczyłaś mnie! Świetny! Tylko czekać na następny!

    OdpowiedzUsuń