Tydzień po powrocie
do mojego mieszkania starałam się wrócić do mojego poprzedniego
życia. Właśnie, starałam się. Tak naprawdę nie było szans,
zeby moje życie obrało ten sam tor, sprzed trzech tygodni.
Wychodziłam z domu
tylko na chwilę, na zakupy i w międzyczasie musiałam przewietrzyć
swoją głowę. Zmieniłam zamki, założyłam alarm, a rodzice
pokryli wszelkie koszty.
Po tych wydarzeniach
uraz do mamy pozostał, nasze rozmowy nie wyglądały już tak samo,
z tego powodu jedynym kontaktem między nami był tata. Ojciec
wspierał mnie jak tylko potrafił. Pojawiał się częściej w
Washyngtonie, byłam zadowolona z tego faktu, bo mogłam poczuć się
z nim bezpiecznie. W końcu.
Najgorsze były
momenty, gdy tata wychodził. Gdy moje bezpieczeństwo gdzieś się
ulatniało, a ta dobita, strachliwa Hope wracała. Byłam pewna, że
to wina ostatnich wydarzeń, ale nie poznawałam się. Stałam się
zupełnie innym człowiekiem. Bezbronną podróbą tamtej dziewczyny.
-Hope mam nadzieję,
że dasz sobie radę, postaram się wpaść, za dwa,trzy dni.
-Tato daj spokój.
Odpocznij trochę, Dam sobie radę.- kłamałam, ale widziałam, że
ojciec był już wykończony całą tą sytuacją.
-Na pewno kochanie?-
wzmocnił uścisk prawie miażdżąc moje ramiona w uścisku jego
mięśni.
-Tak. Dziękuję za
ten tydzień, naprawdę mi pomogłeś. Kocham cię tato.
-Wiem skarbie, ja
ciebie też. Jeśli coś będzie się działo to dzwoń.- podszedł
do drzwi i pociągnął klamkę w dół. Uchylił powierzchnię i
stanął w progu patrząc na mnie.
-Jasne. Będę
pamiętała. Dziękuję.- pomachałam mu przed zniknięciem. Drzwi
się zamknęły, a po mieszkaniu głuchym echem rozszedł się dźwięk
uderzenia. Przekręciłam górny zamek i zabrałam się za włożenie
butów do szafy znajdującej się w holu. Pukanie oderwało mnie od
wykonywanej czynności i czym prędzej podeszłam do drzwi i
przekręciłam zamek.
-Tato, czego znowu
zapomniał...
Zamarłam. Na minutę
mój mózg przestał działać, a ciało posłuchało jego polecenia.
-Przyszedłem po
moją własność.- jego uśmiech był bezczelny. Na jego żuchwie
widoczny był kilkudniowy zarost, był lekko zgarbiony a jego klatkę
opinała szara koszulka na krótki rękaw, która nie wyglądała na
świeżą i czarne dresy. Sportowe buty, tego samego koloru co
spodnie. - Wyglądam aż tak źle ?- zaśmiał się ironicznie i
chciał przekroczyć próg, ale w tym samym momencie moje ciało w
końcu zareagowało i pchnęłam drzwi, który na moje nieszczęście
zostały zablokowane przez czarnego, sportowego buta.
„Co ja mam zrobić
? I co on tu kurwa robi ?”
Całym ciężarem
ciała oparłam się o drewnianą powierzchnię i starałam się
dopchnąć drzwi do framugi, ale Daniel zrobił w tej chwili to samo,
a ja chcąc nie chcąc poleciałam na ścianę i uderzyłam się
barkiem. Zerwałam się do biegu. Musiałam dobiec do telefonu, który
znajdował się w sypialni. Biegłam przez korytarz, a moje słabo
wyrobione mięśnie paliły moja skórę. Słyszałam kroki za sobą.
Spokojne uderzenia o podłogę. Nie spieszył się. On polował na
mnie jak na jakieś zwierzę. Wbiegłam do pokoju i w ułamku
sekundy zlokalizowałam moją komórkę. Szafka nocna po drugiej
stronie łóżka. Rzuciłam się na posłanie i właśnie sięgnęłam
aparat, gdy poczułam ręce na moich łydkach. Brunet pociągnął
mnie w swoja stronę tak, że kolana znajdowały się na zimnych
panelach, a komórka dawno wypadła mi z rąk. Jego ramiona
powędrowały na moją talię i zostałam zwrócona twarzą do mojego
porywacza. Moje ciało było jak sparaliżowane, bałam się wykonać
jakikolwiek ruch.
-Nie warto przede
mną uciekać. Po raz kolejny się przekonujesz o tym. Zawsze cię
znajdę.- jego wzrok był wbity prosto w moje tęczówki. -Nie musisz
się przecież mnie bać. Wiesz, że cię kocham.- jego dłoń
powędrowała do mojego policzka i chwilę ciepło jego skóry
oddziałowywało na moją, ale w końcu rozum wziął górę i
odwróciłam głowę.
-Gówno prawda. Sam
o tym dokładnie wiesz.
-Nie, to jest
prawda. Kocham cię. Od kiedy rok temu zacząłem cię śledzić coś
się ze mną działo. Przyjmij do swojej świadomości, ze jesteś
dla mnie ważna.
-Tamta laska spod
prysznica tez musiała być ważna.- zaśmiałam się ironicznie i
zwróciłam wzrok na jego twarz. Chciałam wiedzieć jakie emocje
malowały się na jego twarzy. Zaniepokojenie, zdezorientowanie i
pewnego rodzaju satysfakcja.
-Jesteś zazdrosna.
-O takie ścierwo ?
O kogoś kto mnie porwał ? O kogoś, kto jest dla mnie kompletnym
zerem ? Zrozum, że nigdy nic do ciebie nie poczuję. Nigdy ! A teraz
powinieneś wyjść z mojego mieszkania!
-Zobaczymy za jakiś
czas co powiesz. Nie wyjdę z tego mieszkania, bo musimy porozmawiać.
Poważnie. Jeśli mamy być czymś, to powinniśmy zacząć od
szczerości.
-Ile razy mam ci to
powiedzieć. Nic do ciebie nie czuję i to się nie zmieni ! Nic nie
stworzymy!
-Jesteś taka
irytująca!- westchnął i przeczesał swoje włosy dłonią w
nerwowym geście.- Teraz pozwolę ci wstać, ubierzesz się i
pójdziemy na jakąś kawę. Tylko bez kombinowania.
-A co nie podoba ci
się mój obecny strój ? Jak dla mnie jest świetny.- Daniel
spojrzał na moje stare, rozerwane jeansy i czarną koszulkę, a
potem skinął głową.
-Może być. Jednak
wciąż masz nic nie kombinować. Kilku moich ludzi będzie nas
obserwować, więc i tak nic z twoich głupich pomysłów.
Jego dłoń
powędrowała na mój łokieć, po chwili stałam o własnych nogach
na chłodnej podłodze. Zbliżyłam się do szafy, z której
wysunęłam szufladę ze skarpetkami. Wybrałam jedną parę i szybko
naciągnęłam je na stopy. Przeszłam do korytarza, gdzie stały
moje ulubione czarne trampki. Założyłam je i rozejrzałam się,
brunet stał opartu ramieniem o ścianę, w którą uderzyłam się
barkiem.
-Rozumiem, ze jesteś
już gotowa.
-Tak.
„Nie mogę odwalić
żadnej głupoty... A co jeśli jego koledzy zafundują mi kulkę
prosto w serce? Nie chcę się, aż tak narażać.”
***
Cisza
panująca między nami sprawiała, że miałam ochotę czym prędzej
stamtąd wyjść i zapomnieć o ostatnich wydarzeniach.
„Podobno
chciał pogadać...”
Po raz
kolejny rozejrzałam się po kawiarence, w której się znaleźliśmy.
Urządzona była w trzech odcieniach. Bieli, brązie i zieleni. Od
strony ulicy ścianę tworzyły szyby, które wpuszczały do
pomieszczenia dużą ilość światła. Po lewej stronie od szklanej
ściany znajdował się brązowy bar, na którym poustawiane były
patery ze słodkościami. Na ścianie za barem były umieszczone
białe półki z alkoholami i napojami. Tuż pod umieszczony był
blat z urządzeniami przystosowanymi do parzenia kawy. Resztę
pomieszczenia zajmowały białe stoliki i krzesła. Na każdym
stoliku stał flakonik z zielonymi roślinami, które pięknie
pachniały, a ich zapach mieszał się z aromatem ziaren kawy.
Podłoga była brązowa, prawie tak ciemna jak ziarna kawy. Dwie
pozostałe ściany przyozdobione były zielonymi, wiszącymi
roślinami i zdjęciami ziaren kawy.
Nasza
dwójka siedziała przy stoliku znajdującym się obok ściany. W
lokalu panował mały ruch, więc to była świetna okazja, na
wyznania, które jednak ie opuszczały ust Daniela.
„Zaraz
stąd pójdę.”
-Chcesz
gadać, czy mogę już iść?
-Nie.
-Nie
chcesz gadać ? Czy nie mogę iść?
-Drugie.-
przez cały ten czas nie patrzył na mnie.
-Więc
zaczniesz do cholery ?
-Już,
spokojnie. Jesteś strasznie niecierpliwa.
-Ośmielę
się przypomnieć, że ty też chorujesz na to schorzenie.
-Chcę
cię najpierw przeprosić za to, że uprawiałem seks z tamtą
dziewczyną. Spiłem się i...
-Znam
te gadki. Daj spokój i tak mnie to nie obchodzi.- przerwałam mu te
niepotrzebne tłumaczenia, bo tak naprawdę po co mi to wiedzieć ?
-Okej.
Więc...- westchnął.-całe to porwanie nie było tylko po to, żeby
cię wykorzystać do moich celów. Chciałem cię chronić.
-Chronić?
Jesteś śmieszny.
-Daj mi
skończyć.- jego wzrok w końcu spoczął na mojej osobie, a to co
ujrzałam w jego tęczówkach sprawiło, że uwierzyłam iż mówi
prawdę.
-Już
się nie odezwę.
-Przez
rok obserwowania cię dostrzegłem, ze nie jestem jedynym, który to
robił. Dwie inne osoby. Dwaj zupełnie inni mężczyźni również
cię poszukiwali. Nie wiem dokładnie jakie mieli zamiary, bo moi
ludzie nie mogli znaleźć ich kartotek, wiem jednak, że czaili się
na ciebie. Obaj działali samodzielnie, nikt nie kręcił się z
nimi. Tych dwóch typków jestem pewien, ale w pobliżu kręcił się
tez pewien gang, tylko nie udało mi się odkryć ich zamiarów.-
wierzę, że w tej chwili moje oczy i usta tworzy idealną literę
„O”.
-Liczebny
gang?
-Wiem,
że mają siedzibę tutaj i w New Yorku. Nie znam liczebności, ale
moi ludzie pracują nad tym.
-A ci
dwaj mężczyźni ?
-Christian
Bouliber i Alaric Kruse.
-O
Boże....
NOTKA OD AUTORKI
Rozdział świeżutki ! :))
Jak ja kocham zwroty akcji i takie zamieszania!
Miałam pisać w ferie więcej, a wyszło, ze w poprzednim tygodniu zaczełam oglądać "Pamiętniki Wampirów" i właśnie kończę trzeci sezon. Dziennie oglądam po kilka odcinków, to jest uzależnienie ! :D
Teraz mam zamiar się poprawić, zaraz zabieram się za poprawkę rozdziału na strange love i postaram się go opublikowac jeszcze tej nocy.
Czekam na komentarze !
Udanego dnia !
Tak ,tak "The vampire diaries" to niestety jest uzależnienie... ale przyjemne :) Pisze Ci to osoba, która obejrzała każdy odcinek TVD i " The Originals". Poczekaj na późniejsze sezony a dopiero się nie będziesz mogła oderwać :) . Co do rozdziału... zaskoczyłaś mnie! Świetny! Tylko czekać na następny!
OdpowiedzUsuń