sobota, 3 października 2015

CHAPTER TWENTY SECOND

  Po moich policzkach spływały słone łzy, które powodowały tylko gorszy ból głowy. Wspomnienia z wczorajszego wieczora przewijały się przez moje myśli klatka po klatce, w zwolnionym tempie. Panika ogarnęła moje ciało, a powietrze dostawało się do moich płuc o wiele częściej niż zwykle.  Ramię Daniela przygarnęło mnie do jego rozgrzanego ciała. Automatycznie wtuliłam się i starałam się uspokoić. Przebłyski wczorajszej nocy utrudniały mi skupienie się na normalnym oddychaniu. Zamknęłam powieki i w pięściach zacisnęłam materiał koszulki Daniela.
- Przepraszam, głupotą było zabieranie tam Ciebie. Cała ta sytuacja to moja wina i naprawdę żałuję, że takie coś miało miejsce... - zaciął się, a jego głos brzmiał bardzo niepewnie. Tak jakby się naprawdę martwił o mnie, co było bardzo niepodobne do niego. - Hope... proszę spójrz na mnie.- uniosłam wzrok na jego twarz, ale nie podniosłam się z jego klatki piersiowej. Jego obecność pomagała mi.- Ja naprawdę nie wiem co bym zrobił gdyby stało Ci się coś poważniejszego. Nie potrafię tego opisać, ale to co wczoraj czułem ... co nadal czuję jest bardzo nieznanym mi uczuciem. Wiem, że się bardzo o Ciebie martwiłem i nie potrafiłem znieść widoku wyrządzanej Ci krzywdy...- nie czekałam dłużej, podniosłam się delikatnie i złączyłam moje usta z jego. Pocałunek nie trwał długo, ale wyrażał wszystko. Z mojej strony: podziękowanie, wdzięczność, sympatię i zaufanie, zaś z jego: wielkie uczucie, i pasję.
-Wiem.- zetknęłam swoje czoło z jego, a ciepły, spokojny oddech otulał moją twarz.- Daniel wiem co czujesz do mnie, ale proszę nie komplikujmy tego jeszcze bardziej. Proszę?- spojrzałam prosto w jego ciemne źrenice. On potwierdził moją prośbę delikatnym skinięciem i przymknięciem powiek.
Jakimś cudem podniosłam się z niego i wstałam z łóżka. Chwiejnym krokiem ruszyłam do kuchni w celu przygotowania sobie kawy, która miała mi pomóc w rozbudzeniu się i nabraniu energii na resztę dnia. O ile w ogóle istniała dzisiaj możliwość nabrania energii przeze mnie...
NAJBARDZIEJ ŻAŁOSNĄ I BEZUCZUCIOWĄ OSOBĘ NA TYM POPIERDOLONYM ŚWIECIE. ŚWIETNIE.
Dlaczego nie oddaję uczuć Daniela? Boję się jakiegokolwiek zaangażowania. Ludzie są, a potem nagle odchodzą. Po co kolejny raz się do kogoś przywiązać skoro i tak zaraz zostaniemy po raz kolejny samotni. Przyzwyczaiłam się już do życia w samotności. Jedynymi bliższymi mi osobami są moi rodzice. Kiedyś, w szkole podstawowej przyjaźniłam się z pewną Kylie. Uwielbiałam spędzać z nią czas, prawie codziennie po szkole się spotykałyśmy i bawiłyśmy w nasze zabawy. Czasy podstawówki minęły, Kylie poszła w kierunku plastycznym, aby rozwijać się ze swoim talentem. A ja ? Wylądowałam w przeciętnej szkole, z przeciętnymi ocenami. Kylie więcej się do mnie nie odezwała, mimo faktu, że mieszkała dwie ulice od mojego rodzinnego domu i niejednokrotnie mijała mnie. Wtedy właśnie zrozumiałam jak bardzo ludzie są beznadziejni, i że najlepszym rozwiązanie wszystkiego jest poleganie tylko, i wyłącznie na sobie. Nikt lepiej nas nie zrozumie jak my sami. Nikt nas lepiej nie uleczy jak nasza dusza. Zostałam sama. Miałam wzloty u upadki, ale teraz właściwie znajduję się w tym miejscu i w tej chwili, więc chyba nie było aż tak źle?
Podchodzę do szafki, na której stoi elektryczny czajnik, do którego nalewam wody. Wstawiam wodę i wyjmuję kubek z górnej półki. Kawę znajduję w jednej z szuflad. Co ona tam robi? Wsypuję półtrej łyżeczki czarnego proszku i przytrzymuję się blatu.
-Mogłabyś mi zrobić herbatę?- głos Daniela brzmi słabo, chyba nawet gorzej niż mój, a to ja wczoraj przeżyłam coś gorszego. Jednak nie mam zamiaru się wykłócać o jego kiepski stan. Sięgam po kolejny kubek i wyjmuję z tej samej półki szklany słoik z torebkami czarnej herbaty. Wkładam do kubeczka jedno opakowanie i po raz kolejny wracam wzrokiem do czajnika, w którym na moje nieszczęścia woda nawet nie próbuje się zagotować, skracając moje męczarnie.
-Chcesz coś do jedzenia?- pytam go, nawet nie patrząc w stronę drzwi. Cholera, nawet nie mam pewności czy on tam stoi. Może gadam do ścian?
-Zamówiłem nam przed chwilą pizzę. Powinna być za jakieś pół godziny. Ja wytrzymam. A ty?
-Pizza na śniadanie? - pytam zaskoczona.- Ja nie jestem w ogóle głodna.- odpowiadam i w końcu zerkam na niego. Stoi oparty ramieniem o framugę drzwi. Nogi ma skrzyżowane w kostkach. Wpatruje się we mnie czujnym wzrokiem. - Słuchaj...wlej wodę do kubków gdy już się zagotuje. Ja idę się wykapać.
Ruszam szybkim krokiem i mijam go w wejściu do kuchni. Lekko szturcham go łokciem,ale naprawdę mam to teraz szczerze gdzieś. Wchodzę do łazienki i od razu zamykam za sobą drzwi na klucz. Nie mam zamiaru mieć tutaj jakiegokolwiek gościa. Podchodzę do wanny i ustawiam gałkę idealnie pomiędzy ciepłym, a zimnym strumieniem wody i odchylam ją w celu nalania wody do wanny. W tym czasie nalewam kilka pięknie pachnących płynów do kąpieli i widzę jak powstaje dużo piany. Gdy poziom wody jest równy trzy- czwartej wysokości wanny, zakręcam gałkę i się szybko rozbieram. Wchodzę do ciepławej wody i zanurzam się całkowicie w oczyszczającym płynie. Woda daje mi wielkie ukojenie i odstresowuje mnie dziwnym sposobem.
***

Pukanie do drzwi wybudza mnie z mojego transu. Całkowicie zapomniałam o świecie. Woda już dawno mi wystygła i jest całkowicie zimna. Palce u rąk mam całkowicie pomarszczone przez zbyt długie namaczanie naskórka.
-Tak?!
-Wszytko okej? Siedzisz tam ponad dwadzieścia minut, zacząłem się powaznie martwić. Poza tym przyjechała pizza.
-Mhm, jasne. Zaraz wychodzę.- odpowiadam i czym prędzej nabieram kolejno: szampon, żel do kąpieli i wykonuję czynności opisane na etykietach produktów.
Niecałe pięć minut, a już jestem czysta i pachnąca. Wycieram ręcznikiem całe ciało i jeden mniejszy zakładam na głowę w celu osuszenia włosów, Zakładam na siebie koszulkę w której już rano wstałam. Zapomniałam wziąć bieliznę, ale to nie jest problem. Naciągam koszulkę prawie na kolana i wychodzę z łazienki, uprzednio odkluczając drzwi. Zapach pizzy prowadzi mnie do mojej sypialni. Pościel jest zaścielona, w pokoju panuje porządek co całkowicie nie pasuje do wizerunku mojej sypialni. Daniel siedzi na środku łóżka z pudełkiem pizzy na kolanach. Podchodzę do szafki z szufladami i z jednej z nich wyjmuję dół bielizny, który szybko naciągam na siebie.
-Twoja leży na biurku.- odwracam się za jego wskazówką i zabieram ciepły karton, siadam na wygodnym łóżku, i zaczynam zajadać się Margaritą. Moim ulubionym smakiem tego włoskiego dania. - Dlaczego jesteś taka milcząca? To przez wczoraj?
Cholera. Mam mu powiedzieć prawdę, czy raczej nie?
Muszę zachować to dla siebie.
-Wczorajsze wydarzenia namieszały mi trochę w głowie.
-Naprawdę żałuję mojej decyzji.- odstawia pudełko na szafkę nocna i zbliża się do mnie. Obejmuje mnie swoim ramieniem i przyciąga do siebie. Spuszczam wzrok na moją pizzę i staram się nie reagować na jego bliską obecność tuż obok mnie.
-Nie musisz tego żałować. Naprawdę Daniel, nie mam zamiaru wałkować twoich przeprosin przez cały dzień. Tamta sytuacja siedzi mi w głowie, ale nie mam ochoty wysłuchiwać tego co mówisz.
-Tu nie o to chodzi.- mówi i odsuwa mnie na wyciągnięcie swoich ramion. Jedna z jego dłoni unosi moją twarz, tak, że patrzę prosto w jego oczy.- Powiedz mi.
-Nie ma o czym mówić.
-Hope, proszę Cię. Bądźmy ze sobą szczerzy. Jesteśmy skazani na mieszkanie ze sobą, więc nie psujmy całkowicie tego wszystkiego. Kocham Cię i nie mogę Cię stracić, a przez brak zaufania takie coś może mieć miejsce.
Jezu! On własnie przyznał się do tego, ze mnie kocha. Co robić do cholery?! Mieliśmy pozostać przyjaciółmi i nic więcej a ten idiota wybrał sobie mnie jako swojego powiernika uczuć.
Co ja mam zrobić?



Jak myślicie co Hope powinna zrobić?

W końcu napisałam 22, mam nadzieję, że pisanie rozdziału 23 zajmie mi o wiele więcej niż kończenie 22. Wiem, że ten rozdział nie jest bardzo długi, ale mam nadzieję, że jak na teraz jest odpowiedni. Rozkręcę się jeszcze, Obiecuję!
Do napisania tego rozdziału zainspirował mnie film "Listy do Julii", który własnie oglądam. Polecam serdecznie na samotne wieczory (codzienność u mnie).


1 komentarz:

  1. Wspaniały rozdział!
    Moim zdaniem Hope powinna dać mu szansę ;)

    Pozdrawiam.
    A.Wiktoria
    +
    Serdecznie zapraszam do siebie. Również piszę :)

    OdpowiedzUsuń