-Obudź się !- ktoś potrząsnął moim ramieniem. Chciałam odepchnąć jego rękę,lecz moje nadgarstki zostały uwięzione. Związane grubym sznurem. Szarpałam dłońmi lecz czynność ta nie przyniosła większych efektów.-Nie szarp się! To nic nie da.
W końcu zmusiłam się do uniesienia ciążącej mi głowy. Przede mną stał obcy mi mężczyzna. Na głowie miał czarną kominiarkę z dwoma otworami na oczy. Podsunął mi do ust małą butelkę z wodą mineralną, wypiłam łapczywie kilka większych łyków i w końcu poczułam,że moje gardło jak, i usta nie są suche,co umożliwiało swobodną wymianę zdań.
-Co chcecie ze mną zrobić?-spojrzałam wyzywająco na mężczyznę stojącego obok mnie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Mały,biały pokój bez okien. Jedynym źródłem światła była wysoko zawieszona jarzeniówka. Po mojej prawej znajdowały się masywne drzwi. Powróciłam wzrokiem do mojego prześladowcy.
-Dowiesz się w swoim czasie. Niech ta twoja główka cię o to nie boli.-miał zaskakująco przyjemny głos jak na porywacza. Niski z nutą ciepła i seksu.
-A może chcę,żeby mnie o to bolała?
-Nie. Nie chcesz.-rzucił w moją stronę niecierpliwe spojrzenie.-Zadajesz za dużo pytań, Hope. A ja nie mogę pozwolić sobie na zdemaskowanie, dlatego życzę ci kolorowych snów.-zaszedł krzesło do którego byłam przywiązana od tyłu i przyłożył do mojej twarzy, biały materiał. Wiedziałam już o co chodzi. Zaczęłam się szamotać na krześle,kręcić głową. Jednak nawet te czynności nic mi nie dały, bo po chwili udałam się do krainy Morfeusza.
***
Po kilku godzinach obudziłam się. Tym razem nie siedziałam przywiązana do drewnianego mebla. Miękki,wygodny materac i ciepła,puchata kołdra. Uśmiechnęłam się pod nosem. "Hope, jesteś kompletną idiotką! Zbieraj manatki i szukaj drogi ucieczki!"-cichy głos w mojej głowie,.pchnął mnie ku spełnieniu tego polecenia. Zerwałam się z wysokiego łóżka i dopiero wtedy odkryłam,że byłam w samej bieliźnie. W tamtej chwili, miałam wielką ochotę kogoś uderzyć. Wyrządzić krzywdę za to, że ośmielił się mnie rozebrać i dotykać. W pośpiechu zebrałam moje ubrania leżące na fotelu. Czym prędzej naciągałam na siebie odpowiednie warstwy wierzchnie.
-Cholera. Gdzie jest mój telefon? - zapytałam na głos sprawdzając kieszenie, które okazały się być pustymi."Nawet portfel ukradli"- przeklnęłam kilka razy w duchu i odwróciłam się na pięcie,aby odszukać parę moich zniszczonych trampek. Wpadłam na kogoś, uderzając twarzą o napiętą klatkę piersiową. Podniosłam wzrok i ujrzałam te same obłędne,niebieskie oczy.
-Szukasz tego ?-zapytał i wyjawił zza swoich pleców rękę na, której znajdował się czarny,skórzany portfel i srebrny smartphone. Wyciągnęłam dłoń, aby zabrać moje rzeczy, gdy on popchnął mnie na fotel i rzucił przedmioty na łóżko. -Dlaczego się ubrałaś?
To pytanie podniosło poziom mojej złości do poziomu czystej furii.To ON mnie rozebrał, to on miał czelność mnie dotknąć.
-Od tego są ubrania? A tak w ogóle, mógłbyś mnie nie rozbierać? Najlepiej jakbyś mnie nie dotykał,nie zbliżał się, no chyba, że chcesz żebym ci porządnie przywaliła !-jego reakcja, jeszcze bardziej mnie wkurzyła. Śmiał się z tego co przed chwilą powiedziałam. Jego śmiech rozniósł się po pomieszczeniu, a ja przykurczyłam palce u stóp. Miał tak idealny śmiech. Głęboki,donośny a zarazem miękki. Dźwięk wywołał miliardy dreszczy przedzierających się przez moje spięte ciało.
-Gołąbeczku, jeszcze będziesz błagała o to żebym cię dotykał. Nie raz.-zaśmiałam się gorzko i uznałam,że nie warto odpowiadać na jego zaczepkę. Stał przede mną i przyglądał mi się jak osobnikowi z innej planety. Jego niebiesko-srebrne tęczówki przypatrywały mi się z intensywnością,dlatego spuściłam głowę w geście żałosnej uległości. -Skarbie zarumieniłaś się?-zapytał podsuwając palec pod moją brodę. Uniósł moją twarz tak aby mógł przyjrzeć się mojej twarzy.
-Nie!-poruszyłam głową pozbywając się jego ciepłych, szorstkich palców z mojego podbródka.-Wypuść mnie! Nie rozumiem, dlaczego przetrzymujecie mnie tutaj. Nic nie rozumiem. Wytłumaczysz mi cokolwiek?-utkwiłam w nim wzrok i wiedziałam,że nie odpuszczę. Musiałam wiedzieć z czym się wiąże cała ta sytuacja, kim jest on i jego kolega lub po prostu czego chcą za cenę mojej wolności.
-Nie! -wykrzyknął, a wewnętrzna ja skuliłam się w środku. Był przerażający. W oczach malowała się furia a twarz pokrył dziwny grymas. Coś na podobieństwo niezrozumienia lub żalu. Również się zdenerwowałam, facet doprowadzał mnie do takiego stanu, w którym przestawałam panować nad swoimi emocjami.-Dowiesz się w swoim czasie.
-Chcę teraz!-wykrzyknęłam, nie przewidując konsekwencji takiego zachowania.
Policzek zapiekł mnie od uderzenia z otwartej dłoni. Czułam pulsujący ból w miejscu gdzie niedawno znajdowała się jego dłoń. Łzy wezbrały w moich oczach, ale starałam się nie okazać słabości. Przełknęłam gulę w gardle i spojrzałam na faceta stojącego przede mną.
-Nigdy. Nie. Krzycz. Na. Mnie. Nawet nie próbuj podnosić na mnie głosu! Jesteś nic nie wartą suką! -krzyknął i odwrócił się. Z łóżka zgarnął przedmioty, które wcześniej rzucił w tamto miejsce. I wyszedł. A ja... nie wytrzymałam. Łzy pociekły po moich policzkach.Rzuciłam się na fotel na, którym niedawno leżały moje ubrania. Nogi podsunęłam pod siebie i pragnęłam stopić się w jedność z fotelem, a także tego, aby to wszystko było głupim snem. Czymś nierealnym. Coś pomiędzy jawą a snem.
Czułam ból,złość,przygnębienie i chciałam jak najszybciej wydostać się z tego miejsca. Otarłam wierzchem dłoni policzki i podniosłam się.
Rozejrzałam się dokładnie po pomieszczeniu w którym przebywałam. Okna. Drzwi. I nic więcej. Żadnego ostrego przedmiotu. Podeszłam do okien i rozejrzałam się. Ramy okien miały odinstalowane rączki do otwierania. Moi porywacze solidnie wszystko obmyślili.Pokój znajdował się na piętrze, a skok z wysokości dziesięciu metrów na pewno nie był szczytem moich marzeń. Przeszłam przez cały pokój,kierując się do drzwi. Solidne, drewniane, brązowe drzwi. Szarpnęłam kilka razy za miedzianą gałkę, ale ani drgnęła. Przeklnęłam pod nosem.
Odwróciłam się.
Oparta plecami o drzwi zsunęłam się po ich długości.
Poczekam-pomyślałam i przysunęłam kolana pod brodę.
♦
Czekam na jakiekolwiek opinie. Nawet te najgorsze.

Kolejny wspaniały rozdział :)
OdpowiedzUsuńWciągnęło mnie to *.*
Jestem ogromnie ciekawa co dalej.
Życzę dużo weny i przede wszystkim wytrwałości w pisaniu.
Pozdrawiam.
A.Wiktoria :3
Dziękuję bardzo i strasznie się cieszę, że historia tworzona przeze mnie wciągnęła Cię.
UsuńRównież pozdrawiam! :)
Już czekam na nowe rozdziały. Cała opowiadanie jest dosyć ciekawe. Życzę dużo weny i obserwuje. - Etta
OdpowiedzUsuńA ja czekam na maksymalny przypływ weny. Powoli rozdział 7 poprawiam, a jak tylko skończę "bawić się" z 7, zabieram się za 8.
UsuńDziękuję i pozdrawiam! :)
Przeczytałam rozdziały. Piszesz ciekawie i co najważniejsze *przynajmniej dla mnie:)* nie zapominasz o opisach.:)
OdpowiedzUsuńAkcję rozkręcasz dość dynamicznie, co mi się podoba. Dajesz tajemnicę, ale nie chcesz nic zdradzić. No bo dlaczego przetrzymują Hope? O co chodzi porywaczom?
Ciekawe, ciekawe. Czekam na kolejny rozdział i dodaję do obserwowanych:)
[moj-romeo.blogspot.com]
Dziękuję za komentarz ! Cieszę się, że taki rozwój sytuacji odpowiada Tobie.
UsuńTego można będzie się po części dowiedzieć w następnym rozdziale.
Na pewno zajrzę :)