środa, 13 sierpnia 2014

Chapter first

Ból głowy wcale mi nie przeszkadzał. Przyzwyczaiłam się do budzenia z ociężałą głową z suchością gardła. kwestia przyzwyczajenia do budzenia się z kacem, po całonocnej zabawie. Rozciągnęłam się, a chłodna satynowa pościel sprawiła, że na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Usiadłam na łóżku.
Starałam przypomnieć sobie co wydarzyło się wczorajszej nocy. Pamiętam ten moment gdy zamówiłam któryś z kieliszków. Ktoś się do mnie dosiadł. Piliśmy,dużo. W tym momencie mój film się urwał. Zdziwiłam się, bo obudziłam się w mieszkaniu,które dostałam od rodziców. Rodzice...dziś mama ma zadzwonić, niedługo chcą do mnie przyjechać. Sprawdzają mnie nadal. Nie ufają mi po tym jak próbowałam popełnić samobójstwo, a od tego wydarzenia minęło już kilka dobrych lat. Nie mam im tego za złe, bo kocham ich i wiem,że zawsze służą mi pomocną ręką.
Rozejrzałam się po sypialni. Była duża z beżowymi ścianami i idealanie dobranymi,brązowymi meblami tworzyła spójną całość, którą tak bardzo lubiłam. Wstałam z łóżka, a moje stopy odnalazły ciepły dywan. Przeszłam do łazienki,aby doprowadzić się do stanu 'użytku codziennego'. Łazienka była mała i zielona, ale nad umywalką wisiało spore lustro umożliwiające idealne przygotowanie się.
Spojrzałam w lustro. Moje ciemne włosy upięte w koński ogon(bynajmniej tak to prezentowało się wczoraj),teraz nie przypominały w żadnym punkcie wczorajszej fryzury. Ściągnęłam gumkę i rozczesałam włosy szczotką,aby za chwile związać je w luźny warkocz. Przemyłam twarz zimną wodą. Umyłam zęby i zmyłam resztki makijażu,który pozostał na mojej twarzy po śnie i całonocnym imprezowaniu.
Kuchnia była centrum mieszkania. Stanowiła główny punkt w projekcie. Duża,przestronna, z wieloma półkami i szafeczkami. Z widokiem z okna na zatłoczoną londyńską ulicę i budowanym naprzeciw wielkim,nowoczesnym budynkiem mieszkalnym. Wstawiłam trochę wody na poranną kawę. Przez ten rok wypijałam po kilka czarnych kaw dziennie, popadłam w kofeinowy nałóg, ale nie tylko ten. Pozostał jeszcze tytoń. Dziennie wypalam paczkę papierosów. Dlaczego? Staram się ukoić zszargane nerwy. Mam wiele problemów dnia codziennego i każda możliwa okazja ucieczki od szarego zgiełku jest moim powodem do uśmiechu.
Wsypałam dwie łyżeczki mojej ulubionej kawy do szarego kubka, który chwilę później zapełniłam w całości wodą. Upijając łyk gorącego napoju skierowałam się w stronę sporej lodówki.
"Spora z zewnątrz,pusta w środku"- pomyślałam i skarciłam się za to, że wczoraj nie zrobiłam jakichkolwiek zakupów. Nie byłam osobą, która troszczyła się o dzień jutrzejszy. Dlatego zazwyczaj moja lodówka była pusta, gdy potrzebowałam czegoś co złagodziłoby odgłosy wydobywające się z mojego brzucha. Znalazłam w lodówce mały jogurt naturalny zaś przeszukując szafki odnalazłam końcówkę zbożowych płatków. Pochłonęłam ten skromny posiłek popijając w miedzy czasie nadal ciepłą kawę. Tak, kawa to mój ratunek.
Wróciłam do sypialni. Wyjęłam z szafy ubrania i szybko odnalazłam mój portfel. Założyłam szarą bluzę z kapturem i czarne jeansy, pomiędzy zakładaniem spodni a bluzy, na nogi wciągnęłam moje ulubione trampki. Zakluczyłam drzwi i ruszyłam na zakupy.
Najbliższy sklep mieścił się kilka.ulic dalej. Jako, że pogoda była wręcz idealna na spacer zdecydowałam się przejść ten krótki dystans. Sklep był mały, ale gdy lodówka świeciła pustkami nie miałam czelności wybrzydzać. Przy wejściu chwyciłam plastikowy koszyk i skierowałam się na dział z nabiałem. Wrzuciłam do koszyka po kilka opakowań moich ulubionych jogurtów,wybrałam spory kawałek sera żółtego. W pobliżu odnalazłam półkę z pieczywem, zgarnęłam kilka świeżych bułek z przeróżnymi nasionami. Odwróciłam się gwałtownie przypominając sobie o kartonie mleka, którego nie zabrałam. Wpadłam na kogoś. Mężczyznę.
-Przepraszam-wybełkotałam i schyliłam się aby pozbierać produkty, które wypadły z mojego koszyka.
-Nie, to ja przepraszam. Nie zauważyłem pani...Nic się pan nie stało?-miał przyjemny głos. Melodyjny, niski a zarazem taki męski.
-Nie.Jestem cała i zdrowa.-uśmiechnęłam się pod nosem. Jego ręka wylądowała przed moją twarzą. Miał kilka tatuaży wystających spod rękawa jego czarnej bluzy.Oferował pomoc, dlaczego miałabym nie skorzystać? Chwyciłam moją drobną dłonią jego palce i podniosłam się trzymając w drugiej ręce mój koszyk.
-Dziękuję.-powiedziałam
-Nie ma pani za co, a teraz...muszę panią przeprosić, bo bardzo się spieszę.-spojrzałam w jego oczy. Były niebieskie, zaś źrenice otaczała srebrna obwódka. Kasztanowe włosy postawione na gumie. Morelowe usta. Zgrabny nos. Ostre rysy twarzy. Wyeksponowane kości policzkowe i kilkudniowy zarost. Facet ideał.
Dopiero po chwili zrozumiałam, że ten jakże przystojny i kulturalny mężczyzna oczekuje jakiejkolwiek odpowiedzi z mojej strony. Od kilku minut.
-Taaaak. Dziękuję, do widzenia.-ulotniłam się z miejsca zanim Mulat mógł zauważyć mój rumieniec, oblewający moje policzki. On nie wrócił z wakacji, on się taki urodził.
Reszta zakupów upłynęła bez jakichkolwiek wpadek czy wypadków. Jednak moje myśli nadal kręciły się wokół mężczyzny, na którego niedawno wpadłam. "Cudownie.Jeszcze tego dzisiaj brakowało"-pomyślałam wychodząc ze sklepu. Zaczął padać deszcz. Byłam naiwna wierząc w to, że pogoda się utrzyma. Zarzuciłam na głowę kaptur. Jednak,postanowiłam wybrać skróty, aby nie zmoknąć do suchej nitki. Rzadko korzystałam z tej trasy, bo kręcili się tu nieciekawi ludzie, ale miałam nadzieję, że nikogo takiego nie spotkam. Szłam,trzymając w obu rękach siatki z zakupionymi produktami. Obok przejechał czarny samochód.
"Hope, to tylko samochód daj spokój. Popadasz w histerię. Przecież sama chodzisz na imprezy..."- odetchnęłam z ulgą, ale nie zrezygnowałam z obserwacji czarnego samochodu. Zatrzymał się. Dwa,może trzy kroki przede mną. Ktoś wysiadł. Mężczyzna. Czarna bluza. Przechodziłam obok niego, gdy nie powstrzymując swojej ciekawości spojrzałam mu w oczy. Brązowe, z karmelowymi obwódkami przy źrenicach.
To ten facet.
-Witam,po raz drugi.
Czarny worek na mojej głowie.
Złapał moje ramiona.
Zaczęłam rzucać się w prawo i lewo.
Podszedł ktoś jeszcze.
Przytknął do czarnego materiału jakiś dziwnie pachnący materiał.
Cała siła, emocje...wszystko wypłynęło ze mnie...
Zasnęłam.
~*~
Dodaję rozdział pierwszy. I zabieram się za pisanie rozdziału ósmego.
Czekam na opinie.

2 komentarze:

  1. Szkoda, że odeszłaś z pingera :c
    Ale wiedz, że nie mam zamiaru przestać czytać Twojego opowiadania tyko dlatego, że nie ma go na pingerze.
    Rozdział jest naprawdę wspaniały.
    Lecę do kolejnego!

    Pozdrawiam.
    A.Wiktoria ;3

    OdpowiedzUsuń