Ciepło
na policzku wybudziło mnie ze snu, jednak powieki wciąż były
zamknięte. Musiałam się zorientować kto darzy mnie tak czułymi
gestami. Kciuk niechcianego osobnika dotarł aż do mojej powieki i
delikatnie przetarł wciąż opuchnięte i sine miejsce.
-Jesteś
taka denerwująca.- to nie był głos, którego się spodziewałam.
Moje ciało się spięło, ale od razu się za to skarciłam.
Chciałam posłuchać, co Daniel ma powiedzenia, a przez takie
reakcje mojego ciała, łatwo mógł się domyślić, że
podsłuchuję.-Irytujesz mnie. Sprawiasz, że mam ochotę rozwalić
wszystko. Jedno słowo, które opuszcza twoje usta a ja mam ochotę
coś zniszczyć. A co najgorsze chciałbym aby to twoja twarz pokryły
siniaki. Ja wiem, że to głupie i naprawdę mam tak pierwszy raz.
Pierwszy raz uderzyłem kobietę i to powinien być ostatni raz, ale
kiedy ty rzucasz swoje uwagi, moje nerwy po prostu nie wytrzymują.
Ja nie wytrzymuję. Miałaś być tylko przedmiotem. Przedmiotem,
który miał mi zapewnić przyszłość, a jesteś moją cholerną
słabością. Nikt mnie nie zrozumie, bo przecież to był mój
pomysł. Chciałem cie uprowadzić, żeby mieć czystą kartę, a
teraz co? Tkwię w tym uczuciowym bagnie. Pierwszy raz chcę się
troszczyć o kogoś i to mnie przeraża, bo ty dajesz mi tyle powodów
do złości a wiem, że jeśli cie skrzywdzę będę tego żałował.
To jest chore. Mieszasz we mnie. Staje się jakimś mięczakiem,
przez dziewczynę, która miała nic nie znaczyć.-auć, to akurat
zabolało. Jego dłoń sunie ku mojej szyi, gdzie zatrzymuje się, a
jego palce muskają moją skórę. Wszystko co mi powiedział, mąci
mi w głowie. To jest po prostu nie możliwe.-Dlatego powinienem to
skończyć. Teraz sprawy nabiorą tępa. Już niedługo będę wolnym
człowiekiem, a ty będziesz...-i do cholery, serio? Akurat teraz
ktoś musiał zapukać? Jego dłoń opuściła moją skórę,
zostawiając przyjemne ciepło.
-Proszę
!-po pomieszczeniu rozszedł się jego głos, a odgłos lekko
skrzypiących zawiasów uświadomił mnie w tym, ze kolejna osoba
pojawiła się w sypialni Daniela.
-Słuchaj,
rodzice tej suki właśnie zadzwonili, chcą z nią gadać, co robimy
?- to Natalie. Przez moje ciało przeszedł dreszcz, a w głowie
zaczęłam układać scenariusz w którym ją uśmiercam.
-Po
pierwsze nie nazywaj ją suka Natalie. Daj mi ten telefon i możesz
wyjść stąd.
-Powaliło
cię już do końca idioto ! Może mi jeszcze powiesz, że się w
niej zakochałeś...-cisza w pomieszczeniu uświadomiła tylko
wszystkich, że słowa, które padły z ust Natalie zostały
wypowiedziane w rzeczywistości.-No to świetnie! Teraz już naprawdę
trzeba się jej pozbyć ! - krzyknęła, a ja uznałam, ze to dobry
moment, żeby dowiedzieli się o tym, że już nie śpię. Przetarłam
oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Co
do cholery się tu dzieje?-zapytałam głosem wypranym z uczuć.
-Masz
ten pieprzony telefon, twoja mamusia zaraz zadzwoni.- blondyna
rzuciła telefon na łóżko i wyszła.
-Natalie
ma gorszy dzień.- próbował ją wytłumaczyć, ale ja już przecież
wiem, ze chcą się mnie pozbyć. Jestem tylko problemem, a gdy
uzyskają to co pragną stanę się bezużytecznym problemem. Do
cholery i tak umrę, a to tylko dlatego, że urodziłam się w
rodzinie powiązanej z prawem.
-Nie
obchodzi mnie to. Naprawdę.- czy to jakieś żarty ? Dlaczego mój
głos brzmi na taki zmęczony i przygnębiony. Hope, weź się w
garść dziewczyno. Telefon leżący na łóżku rozniósł po
pomieszczeniu wesołą melodię, a ja czym prędzej dorwałam się do
komórki. Zielona słuchawka i właśnie miałam się przekonać czy
dożyję starości.
-Mamo
?- zapytałam roztrzęsionym głosem, nie Hope, tylko nie becz przy
nim. Trzymaj to w sobie dziewczyno.
-Hope,
dobrze cię słyszeć córeczko. Ciesze się, ze jeszcze
żyjesz.-co?-A teraz mnie posłuchaj uważnie. Razem z tata nie
możemy ci pomóc, bo to czego żądają ci ludzie, jest nie do
zrealizowania.-ale że jak ? To się nie dzieje naprawdę.
-Co?
Mamo o czym ty do mnie mówisz...Ty chyba żartujesz?
-Nie,
kochanie. Moja praca wiąże się z takim ryzykiem, oczywiście.
Jesteś moją córką i kocham cię, naprawdę cię kocham, ale
zrozum, ze jeśli takie dokumenty zostaną udostępnione, to zrozum,
ze jako sędzia jestem przegrana. Musisz to zrozumieć i pogodzić
się z tym. Oczywiście policja próbuje cię jakoś uwolnić, tata
jest zaangażowany w to wszystko równie mocno jak ja...
-Nie,
daj spokój. Po prostu pozwól mi tutaj zdechnąć! Niech twoja
posada i opinia nie zostaną naruszone. Masz rację. I tak zawsze nie
byłam perfekcyjną córeczką, taka jaką potrzebowaliście. Do dupy
z Wami. Do dupy z tym wszystkim. Mam nadzieję, ze to nasza ostatnia
rozmowa a oni zaraz wpakują mi kulkę ewentualnie dwie.- zakończyłam
połączenie i rzuciłam telefon przed siebie, tak, że zderzył się
ze ścianą i rozpadł na mniejsze kawałeczki. Po moich policzkach
popłynęły łzy. A wraz ze łzami ból, smutek, pogarda, żal i
złamane serce. Co jest ze mną do cholery nie tak ?
Zanim
do mojego mózgu dociera to co robię, jestem przy Danielu a moja
ręka loduje na jego policzku. Dźwięk jest przyjemny dla ucha, ale
wiem, ze to co się stanie potem może być moim najgorszym
koszmarem.
-Teraz
gdy w końcu to zrobiłam, możesz mnie zabić. Pozwalam ci! Wyjmuj
spluwę i pozbądź się problemu!-krzyczę a jego zielone tęczówki
patrzą na mnie w niezrozumieniu. Gdy dociera do niego co mówię,
jego sylwetka prostuje się i zbliża się do mnie o krok. Stoimy
blisko. Dzieli nas mała przestrzeń, co może skończyć się
naprawdę źle. Jego ręce oplatają moją talię i łączą się na
plecach. Jesteśmy jeszcze bliżej. Patrze prosto w jego tęczówki,
ale nie widzę furii. Jest spokojny. To nie tego się spodziewałam,
coś jest nie tak. Staram się wyrwać z jego uścisku, ale jego
ramiona przyciągają mnie jeszcze bliżej.
-Nie
mógłbym Cię zabić, nie mógłbym ci wyrządzić krzywdy. Nie mogę
też pozwolić sobie na utratę ciebie...
-Tak
wiem, jestem kartą przetargową...
-Nie!
Daj mi skończyć. Nie pozwolę ci odejść ani cię zabrać, bo cię
kocham....- głośno wciągam powietrze i prawie się nim krztuszę.
To najgorszy dzień mojego życia. Jego twarz w ciągu kilku sekund
zbliża się do mojej, a jego ciepłe, delikatne usta lądują na
moich. Żądza z jaką jego wargi napierają na moje sprawia, że
poddaję się i oddaję pocałunek. Jego język delikatnie dotyka
mojej dolnej wargi a ja rozchylam usta i pozwalam, aby pocałunek
stał się pewnego rodzaju obietnicą. Stoimy na środku jego
sypialni, splątani przez jego ramiona i nasze usta. Moje ręce
wspinają się po jego ramionach do szyi, gdzie jedna z nich zostaje,
a druga wspina się do jego brązowych włosów, w których zatapiam
swoją dłoń i je szarpię. On mój porywacz i ja jego karta
przetargowa..Wiem, ze to złe. Wiem, do cholery połowa mojego życia
to błędy, ale skoro mamy uczyć się na błędach, to chce ich
popełniać jak najwięcej.
Notka od autorki:
Tak, wiem trochę się namieszało, ale musi być jakaś AKCJA.
Mam nadzieję, ze mocno nie poszaleliście na sylwestrowych imprezach.
Mam nadzieję, ze rozdział przypadnie Wam do gustu.
I tak, wiem, nie bijcie, krótszy, ale pisałam go przed chwilą.

Nie no wiedziałam, że tak zrobisz!
OdpowiedzUsuńNie wiem dlaczego twój blog ma tak mało czytelników. Opowiadanie jest naprawdę ciekawe. Domyśliłam się takiego zachowania Daniela ale cieszę się po części. Mam mega noworoczną prośbę: Rozdział 11 jutro? Proszę... Wiem, że dużo wymagam.
<3 (tak wiem że spóźniony) Niektorym czytelnikom poprostu sie nie chce komentowac a wystarczy tylko buzka itp a juz jest wiele :)
OdpowiedzUsuńWspaniały rozdział!
OdpowiedzUsuńPodejrzewałam, że Daniel się w niej zakocha :D