czwartek, 1 stycznia 2015

Chapter tenth

Ciepło na policzku wybudziło mnie ze snu, jednak powieki wciąż były zamknięte. Musiałam się zorientować kto darzy mnie tak czułymi gestami. Kciuk niechcianego osobnika dotarł aż do mojej powieki i delikatnie przetarł wciąż opuchnięte i sine miejsce.

-Jesteś taka denerwująca.- to nie był głos, którego się spodziewałam. Moje ciało się spięło, ale od razu się za to skarciłam. Chciałam posłuchać, co Daniel ma powiedzenia, a przez takie reakcje mojego ciała, łatwo mógł się domyślić, że podsłuchuję.-Irytujesz mnie. Sprawiasz, że mam ochotę rozwalić wszystko. Jedno słowo, które opuszcza twoje usta a ja mam ochotę coś zniszczyć. A co najgorsze chciałbym aby to twoja twarz pokryły siniaki. Ja wiem, że to głupie i naprawdę mam tak pierwszy raz. Pierwszy raz uderzyłem kobietę i to powinien być ostatni raz, ale kiedy ty rzucasz swoje uwagi, moje nerwy po prostu nie wytrzymują. Ja nie wytrzymuję. Miałaś być tylko przedmiotem. Przedmiotem, który miał mi zapewnić przyszłość, a jesteś moją cholerną słabością. Nikt mnie nie zrozumie, bo przecież to był mój pomysł. Chciałem cie uprowadzić, żeby mieć czystą kartę, a teraz co? Tkwię w tym uczuciowym bagnie. Pierwszy raz chcę się troszczyć o kogoś i to mnie przeraża, bo ty dajesz mi tyle powodów do złości a wiem, że jeśli cie skrzywdzę będę tego żałował. To jest chore. Mieszasz we mnie. Staje się jakimś mięczakiem, przez dziewczynę, która miała nic nie znaczyć.-auć, to akurat zabolało. Jego dłoń sunie ku mojej szyi, gdzie zatrzymuje się, a jego palce muskają moją skórę. Wszystko co mi powiedział, mąci mi w głowie. To jest po prostu nie możliwe.-Dlatego powinienem to skończyć. Teraz sprawy nabiorą tępa. Już niedługo będę wolnym człowiekiem, a ty będziesz...-i do cholery, serio? Akurat teraz ktoś musiał zapukać? Jego dłoń opuściła moją skórę, zostawiając przyjemne ciepło.

-Proszę !-po pomieszczeniu rozszedł się jego głos, a odgłos lekko skrzypiących zawiasów uświadomił mnie w tym, ze kolejna osoba pojawiła się w sypialni Daniela.

-Słuchaj, rodzice tej suki właśnie zadzwonili, chcą z nią gadać, co robimy ?- to Natalie. Przez moje ciało przeszedł dreszcz, a w głowie zaczęłam układać scenariusz w którym ją uśmiercam.

-Po pierwsze nie nazywaj ją suka Natalie. Daj mi ten telefon i możesz wyjść stąd.

-Powaliło cię już do końca idioto ! Może mi jeszcze powiesz, że się w niej zakochałeś...-cisza w pomieszczeniu uświadomiła tylko wszystkich, że słowa, które padły z ust Natalie zostały wypowiedziane w rzeczywistości.-No to świetnie! Teraz już naprawdę trzeba się jej pozbyć ! - krzyknęła, a ja uznałam, ze to dobry moment, żeby dowiedzieli się o tym, że już nie śpię. Przetarłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej.

-Co do cholery się tu dzieje?-zapytałam głosem wypranym z uczuć.
-Masz ten pieprzony telefon, twoja mamusia zaraz zadzwoni.- blondyna rzuciła telefon na łóżko i wyszła.

-Natalie ma gorszy dzień.- próbował ją wytłumaczyć, ale ja już przecież wiem, ze chcą się mnie pozbyć. Jestem tylko problemem, a gdy uzyskają to co pragną stanę się bezużytecznym problemem. Do cholery i tak umrę, a to tylko dlatego, że urodziłam się w rodzinie powiązanej z prawem.

-Nie obchodzi mnie to. Naprawdę.- czy to jakieś żarty ? Dlaczego mój głos brzmi na taki zmęczony i przygnębiony. Hope, weź się w garść dziewczyno. Telefon leżący na łóżku rozniósł po pomieszczeniu wesołą melodię, a ja czym prędzej dorwałam się do komórki. Zielona słuchawka i właśnie miałam się przekonać czy dożyję starości.

-Mamo ?- zapytałam roztrzęsionym głosem, nie Hope, tylko nie becz przy nim. Trzymaj to w sobie dziewczyno.

-Hope, dobrze cię słyszeć córeczko. Ciesze się, ze jeszcze żyjesz.-co?-A teraz mnie posłuchaj uważnie. Razem z tata nie możemy ci pomóc, bo to czego żądają ci ludzie, jest nie do zrealizowania.-ale że jak ? To się nie dzieje naprawdę.

-Co? Mamo o czym ty do mnie mówisz...Ty chyba żartujesz?
-Nie, kochanie. Moja praca wiąże się z takim ryzykiem, oczywiście. Jesteś moją córką i kocham cię, naprawdę cię kocham, ale zrozum, ze jeśli takie dokumenty zostaną udostępnione, to zrozum, ze jako sędzia jestem przegrana. Musisz to zrozumieć i pogodzić się z tym. Oczywiście policja próbuje cię jakoś uwolnić, tata jest zaangażowany w to wszystko równie mocno jak ja...

-Nie, daj spokój. Po prostu pozwól mi tutaj zdechnąć! Niech twoja posada i opinia nie zostaną naruszone. Masz rację. I tak zawsze nie byłam perfekcyjną córeczką, taka jaką potrzebowaliście. Do dupy z Wami. Do dupy z tym wszystkim. Mam nadzieję, ze to nasza ostatnia rozmowa a oni zaraz wpakują mi kulkę ewentualnie dwie.- zakończyłam połączenie i rzuciłam telefon przed siebie, tak, że zderzył się ze ścianą i rozpadł na mniejsze kawałeczki. Po moich policzkach popłynęły łzy. A wraz ze łzami ból, smutek, pogarda, żal i złamane serce. Co jest ze mną do cholery nie tak ?

Zanim do mojego mózgu dociera to co robię, jestem przy Danielu a moja ręka loduje na jego policzku. Dźwięk jest przyjemny dla ucha, ale wiem, ze to co się stanie potem może być moim najgorszym koszmarem.

-Teraz gdy w końcu to zrobiłam, możesz mnie zabić. Pozwalam ci! Wyjmuj spluwę i pozbądź się problemu!-krzyczę a jego zielone tęczówki patrzą na mnie w niezrozumieniu. Gdy dociera do niego co mówię, jego sylwetka prostuje się i zbliża się do mnie o krok. Stoimy blisko. Dzieli nas mała przestrzeń, co może skończyć się naprawdę źle. Jego ręce oplatają moją talię i łączą się na plecach. Jesteśmy jeszcze bliżej. Patrze prosto w jego tęczówki, ale nie widzę furii. Jest spokojny. To nie tego się spodziewałam, coś jest nie tak. Staram się wyrwać z jego uścisku, ale jego ramiona przyciągają mnie jeszcze bliżej.

-Nie mógłbym Cię zabić, nie mógłbym ci wyrządzić krzywdy. Nie mogę też pozwolić sobie na utratę ciebie...

-Tak wiem, jestem kartą przetargową...



-Nie! Daj mi skończyć. Nie pozwolę ci odejść ani cię zabrać, bo cię kocham....- głośno wciągam powietrze i prawie się nim krztuszę. To najgorszy dzień mojego życia. Jego twarz w ciągu kilku sekund zbliża się do mojej, a jego ciepłe, delikatne usta lądują na moich. Żądza z jaką jego wargi napierają na moje sprawia, że poddaję się i oddaję pocałunek. Jego język delikatnie dotyka mojej dolnej wargi a ja rozchylam usta i pozwalam, aby pocałunek stał się pewnego rodzaju obietnicą. Stoimy na środku jego sypialni, splątani przez jego ramiona i nasze usta. Moje ręce wspinają się po jego ramionach do szyi, gdzie jedna z nich zostaje, a druga wspina się do jego brązowych włosów, w których zatapiam swoją dłoń i je szarpię. On mój porywacz i ja jego karta przetargowa..Wiem, ze to złe. Wiem, do cholery połowa mojego życia to błędy, ale skoro mamy uczyć się na błędach, to chce ich popełniać jak najwięcej.




Notka od autorki:
Tak, wiem trochę się namieszało, ale musi być jakaś  AKCJA.
Mam nadzieję, ze mocno nie poszaleliście na sylwestrowych imprezach.
Mam nadzieję, ze rozdział przypadnie Wam do gustu.
I tak, wiem, nie bijcie, krótszy, ale pisałam go przed chwilą.

3 komentarze:

  1. Nie no wiedziałam, że tak zrobisz!
    Nie wiem dlaczego twój blog ma tak mało czytelników. Opowiadanie jest naprawdę ciekawe. Domyśliłam się takiego zachowania Daniela ale cieszę się po części. Mam mega noworoczną prośbę: Rozdział 11 jutro? Proszę... Wiem, że dużo wymagam.

    OdpowiedzUsuń
  2. <3 (tak wiem że spóźniony) Niektorym czytelnikom poprostu sie nie chce komentowac a wystarczy tylko buzka itp a juz jest wiele :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały rozdział!
    Podejrzewałam, że Daniel się w niej zakocha :D

    OdpowiedzUsuń