Powoli odsuwam
swoje usta od jego i zaczerpuję potrzebnego mi oddechu. Długi,
namiętny pocałunek, który mi zafundował na rozładowanie gniewu
pomógł bardziej niż mogłabym się spodziewać. Jego ramiona wciąż
oplataja moje ciało, a ja próbuje się wydostać z jego objęc.
-Puścisz
mnie?-pytam lekko zachrypniętym głosem.
-Nie.
-Dlaczego ?- pytam
zaciekawiona powodem.
-Bo
ja wyznałem swoje uczucia do ciebie, a teraz czekam na to co ty masz
mi do powiedzenia.
-Dobrze
całujesz, zadowolony? Nie oczekuj ode mnie czegoś więcej, tylko na
tyle mnie stać. Wciąż jestes moim porywaczem jak i nie
prześladowcą, to chore.
-Właśnie
się całowaliśmy.
-No
i co z tego? - jego ręce opuszczaja moje ciało, ale od razu
przenosza się w strone włosów, które są nerwowo przeczesywane.
Czuję się swobodniej bez jego dotyku na moim ciele i odsuwam się o
dwa kroki.
-”No
i co z tego?” ?!
Nie całuje się z każdą napotkana laską, mam jeszcze jakieś
uczucia, ale ty chyba najwidoczniej nie. To, że jestem twoim
porywaczem nie oznacza, że nie jestem facetem. Nie jestem ślepy na
twoje walory. Jestes kobieta i podobasz mi się pod wieloma
względami. Żałuję tego co zrobiłem, naprawdę...
-Wiem,
słyszałam twoja przemowę.- przerywam mu.- W sumie smierc nie jest
złym rozwiązaniem kiedy wszyscy w tym domu cie nienawidzą.
-Jutro
się wyprowadzamy. Ty i ja. W lepsze miejsce.
-Jest
miejsce lepsze od tego? To kompletna dzicz. Zero cywilizacji, poza
waszą trojką.
-To
nieprawda, po prostu nasz dom jest dobrze skryty. Kilometr na północ
droga polna i jestes na obrzeżach Seatle.
Co?
Seatle? Wywieźli mnie tak daleko od Waszyngtonu? Do cholery jasnej.
-Dlaczego
wywieźliście mnie tak daleko od Waszyngtonu ?
-Żeby
było bezpieczniej.
-To
jest taka długa podróż! Co wyście mi dali?! Poza tym jak Wam
udało się mnie ukrywac na granicach?
-Wstrzyknęliśmy
ci niewielką ilość kannanibolu. Reszty ci nie zdradzę, bo to za
wcześnie.
-Jesteście
poważnie chorzy.
-Ciesz
się, ze trafiłas w moje ręce, wiesz ile ludzi chciało cie mieć?
Na karte przetargową?- potrząsam głową.- Ze mna jestes
bezpieczna. Naprawdę już cie nie skrzywdze jestes dla mnie zbyt
ważna.
Mam
już dość tych jego wyznań. Ja tego nie potrzebuję. Nie od niego.
On jest mi zbędny do życia, a tymbardziej jego wyznania.
Chociaż...W
mojej głowie kiełkuje plan, który może sprawić, ze będę
silniejsza i będę trudniejszym celem dla wszystkich. Muszę chociaż
spróbować.
-Cieszę
się. Skoro to tutaj. Z tobą jestem bezpieczniejsza, to jest dobrze
mi tak.-jego sylwetka znowu się do mnie zbliża a jego dłoń
delikatnie pociera skórę mojego policzka.
-Dobrze,
że to rozumiesz. Teraz powinnaś się położyć wciąż jesteś
bardzo słaba.
-Chciałabym
wziąć prysznic. Czuję się strasznie od względem higieny.
Proszę.
-Mam
nadzieję, że doktor Flynn mnie za to nie zabije, ale dobrze. Pomóc
ci w czymś?
-Jeśli
mógłbys mi załatwić jakąś nowa piżamę? Byłoby miło.
-Jasne.
Wolisz koszulkę na krótki rękaw czy długi?- pyta podchodząc do
szafy.
-Wystarczy
na krótki rękaw.
-Jutro
gdy dojedziemy do Nowego Yorku, pójdziemy na zakupy.-podaje mi
czarną koszulkę w dekold w serek i szare dresy.
-Ale
w Nowym Yourku...
-Najciemniej
pod latarnią, skarbie.- i wyszedł z pokoju. To jest okropne, tak
naprawdę będę tak blisko moich rodziców, ale to takie
nieoczywiste, że właśnie tam będę. Najciemniej
od latarnią.
Notka od autorki
Mimo to publikuję, na prośbę Ella Line.
komentujcie to zagrzewa do dalszego pisania.
Naprawdę chciałabym ukończyć tą historię,
a Wasze komentarze mi pomagają.
Dziękuję.

Hej! :D Nominacja do Liebster Award! Więcej dowiesz się na myhopeislastway.blogspot.com
OdpowiedzUsuń