Proszę o przeczytanie notatki pod rozdziałem.
~*~
Droga
zajęła mi o wiele mniej niż piętnaście minut. Kilometr to wcale
nie tak dużo. Uśmiechnęłam się gdy weszłam na chodnik a moim
oczom ukazała się normalna, oświetlona droga.
Pierwsze
domy wyłoniły się przede mną już po dobre pół godzinie
spokojnego marszu.
Starałam
się nie zaprzątać myśli Danielem i jego nową zabawką.
„Hope,
mamy dwudziesty pierwszy wiek, czego ty się spodziewałaś ? Uczucia
są bezwartościowe.”
Plan,
który chciałam zrealizować teraz jest mi po prostu zbędny. Teraz,
gdy Daniel nie jest już mną zainteresowany. Poszłoby z górki
gdyby tylko ten idiota nie okazał się aż takim dupkiem.
Rozejrzałam
się po ulicy, na której właśnie się znajdowałam. Jednorodzinne
domy lub małe bloki. Obżerza Seatle. Muszę znaleźć jakąś pomoc
Podeszłam
pod drzwi pierwszego domu z brzegu. Budynek był jednopiętrowy z
dużymi oknami i ceglanymi ścianami.
„Co
ja powiem tym ludziom?”
Wahałam
się pomiędzy dwoma powodami późnego najścia. Pierwszym było to,
że mój samochód padł gdy ja próbowałam się dostać do Seatle,
drugi brzmiał mniej realistycznie dla przeciętnego człowieka :
zostałam uprowadzona i właśnie udało mi się zwiać. Oczywiste
było to, ze nie powiem im prawdy. Wybrałam pierwszą wersję,a moja
dłoń powędrowała w stronę dzwonka. Do moich uszu dotarł głośny
dźwięk i postąpiłam jeden krok w tył.
Drzwi
się otworzyły,a przede mną stanęła kobieta w wieku bliskim
siedemdziesięciu lat. Siwe włosy upięte z tylu głowy podkreślały
jej ciemnoniebieskie tęczówki. Była ubrana w jasną spódnicę,
kolorową koszulkę na krótki rękaw a na sobie miała kwiecisty
fartuch otaczający jej pulchną sylwetkę.
-Dobry
wieczór.- odezwałam się pierwsza. Staruszka spojrzała na mnie.
-Dobry
wieczór.- jej głos był miły i babciny. Uśmiechnęłam się do
niej, co odwzajemniła.
-Mogłabym
skorzystać z telefonu ? Mój samochód padł, gdy jechałam do
Seatle.
-Ojejku,
kruszynko nic ci nie jest ?
-Nie,
dziękuję za troskę. Muszę się skontaktować z rodzicami, którzy
mieszkają w Nowym Yorku.
-Oczywiście.
Wejdź.- kobieta uchyliła szerzej drzwi pozwalając mi przejść.
Zdjęłam buty i przeszłyśmy przez korytarz wchodząc do
pomieszczenia, jak się później okazało była to kuchnia. -
Nazywam się Rosemary King.
-Bardzo
miło mi panią poznać, nazywam się Hope- nie powinnam jej podawać
mojego prawdziwego nazwiska- Trenington.
-Piękne
imię. Kochanie, może masz ochotę coś zjeść? Pewnie przeszłaś
szmat drogi...Musisz być wycieńczona.
-Nie
jest tak źle. To był kawałek drogi, ale nie jestem zmęczona ani
głodna. Mogłabym skontaktować się z którymś z moich rodziców ?
Bardzo mi na tym zależy.
-Już
ci podaję telefon cukiereczku.- staruszka odwraca się w stronę
blatu na którym stoi jasny, bezprzewodowy telefon domowy. Chwyta go
w rękę i powraca do mnie, przy okazji podając mi słuchawkę. Ręka
drży mi delikatnie. Ostatnia rozmowa z moją matką nie była
najlepszym sposobem kontaktowania się. Wpisuję z pamięci numer
komórkowy do taty. Mam nadzieję, że jeszcze nie śpi.
Pierwszy
sygnał...
Drugi
sygnał...
Trzeci
sygnał...
-Tak
słucham ? - odpowiada mi dobrze znany, męski głos. Jestem
uratowana.
-Cześć
tato. Z tej strony Hope.
-Córeczko
! Jak się czujesz skarbie ?
-Dobrze
tato. Tylko musisz mnie skądś zabrać...-nie dokańczam, bo mój
ojciec przerywa wypowiedź.
-Jak
to? Uciekłaś im kochanie ? Gdzie jesteś zaraz skontaktuję się z
mamą i pojedziemy z policją prosto po ciebie. - podstawiam
słuchawkę od ucha, przykrywając głośnik.
-Czy
mogłaby mi pani zapisać dokładny adres na kartce ?- odpowiada mi
tylko skinięcie głowy i kobieta zabiera się za poszukiwanie kartki
i długopisu. Po chwili otrzymuje skrawek białej kartki pokrytej
czarnym tuszem. Odsuwam rękę od głośnika.
-Tato
masz gdzieś kartkę i długopis?
-Gotowe.
-11146
Crestwood Dr S, Seattle. Dom numer 143. Zapisałeś ?
-Tak.
Ale upewnijmy się czy aby na pewno dobrze.-tata podaje mi adres,
który mu powiedziałam, potem wyklina na tego, który wywiózł mnie
na drugi koniec kontynentu. Ja się nie odzywam, nie ma odwagi
powiedzieć tego wszystkiego ojcu. Nie mam odwagi wydać Daniela i
jego paczki. Wybaczyłam im krzywdy, które mi wybaczyli, nie wydam
ich dla ich własnego dobra. I mojego również.
~*~
Pani
King okazała się dobrą towarzyszką, podczas blisko dwóch dni
oczekiwania na przyjazd moich rodziców. Dzięki niej miałam gdzie
się podziać, od razu po zakończeniu prawie godzinnej rozmowy z
tatą powiedziała, że czas oczekiwania na pomoc spędzę u niej.
Dowiedziałam się o pani Rosemary wielu ciekawostek. Ma sześcioro,
dorosłych dzieci, trzynaścioro wnuków. Jej mąż nie żyje od
siedmiu lat i ona mieszka samotnie w tym pięknym domu.
Podczas
tych dwóch dni, nie wychodziłam z budynku. Nie chciałam się
narażać na to, że Daniel może przypadkiem mnie znaleźć. Pani
King nie miała do mnie żadnych pretensji o to, ze nie pomagałam
jej w zakupach, chyba odczytała to jako strach przed brakiem
akceptacji. Nie obchodziło mnie co myślała, po prostu cieszyłam
się, że nie wnikała w moją sytuację.
Dźwięk
dzwonka, który rozniósł się po całym domu poderwał nas obie z
kanapy sprzed płaskiego telewizora. Spojrzałam na staruszkę, która
skinęła mi głową, na znak, że to ja powinnam otworzyć drzwi.
Ruszyłam
w stronę drewnianej powierzchni. Cieszyłam się, że w końcu wrócę
do Washyngtonu. Do mojego mieszkania. Do mojego domu.
Uchyliłam
powierzchnię a przede mną stała para. Kobieta i mężczyzna.
Brązowe włosy kobiety były związane w koński ogon na czubku
głowy. Zielono-szare oczy wpatrywały się z iskierkami radości i
ekscytacji w moją postać. Jej sylwetkę opinały ciemne legginsy i
granatowa koszulka na krótki rękaw. Mężczyzna stał tuż obok
żony. W mundurze policyjnym. Zazwyczaj kruczoczarne włosy, teraz
przelatywały się z siwymi pasemkami. Sińce pod oczami sprawiły,
że brązowe tęczówki zdawały się być puste, bez życia.
Uśmiechy zagościły na ich twarzach gdy ujrzeli właśnie mnie.
Mój
ojciec rzucił się na mnie i oplótł moją sylwetkę swoimi
ramionami. Szczelnie. Mocno. Tak jakbym miała zaraz zniknąć. Matka
stała z załzawionymi policzkami i patrzyła z radością i smutkiem
w oczach. To było dziwne. Moja rodzicielka nigdy nie martwiła się
o mnie za bardzo. To na tacie mogłam najbardziej polegać.
-Kochanie...tak
się cieszę. Nawet nie wiesz jak te dwa tygodnie mnie wykończyły.
Nie spałem. Bałem się, że już nigdy nie ujrzę mojej
księżniczki.- jego głos drżał. Płakał.- Tak się cieszę, że
cię odzyskałem. Zabiję sukinsyna. Dowiem się, kto to i zabiję.
-Nie
tato. Proszę to nie warte tego wszystkiego, ze mną jest już w
porządku. Naprawdę. Te wszystkie wydarzenia należą już do
przeszłości.
Miałam
taką nadzieję.
Liczyłam
na to, że Daniel już nigdy nie pojawi się w moim życiu.
~*~
Z
Seatle do New Yorku jechaliśmy cztery dni. W drodze powrotnej
rodzice pozwoli sobie na noclegi w hotelach, bo byli już wykończeni
bezsennymi nocami. W Nowym Yorku nie spędziłam całego dnia, bo
chciałam już wrócić do siebie. Wytłumaczyłam to rodzicom tym,
że byłam wykończona, potrzebowałam samotności i prawdziwego
odpoczynku. Zrozumieli pomimo cichych protestów, ze chcą się mną
nacieszyć udało mi się wyrwać z tego przytłaczającego miasta.
Moim
największym marzeniem w tamtej chwili było zakopanie się w łóżku
i odespanie tego wszystkiego, ale czekała na mnie jeszcze podróż,
która o dziwo nie ciągnęła się w nieskończoność
~*~
Klucze
od mieszkania były zawieszone za drabinką prowadzącą na dach
kamienicy w której mieszkałam. Dobre miejsce, bo nikt nie korzystał
z tego wejścia. Włożyłam klucz do zamka, przekręciłam i
zaczerpnęłam głębszy oddech. Bałam się i owszem. Może
mieszkanie było zdewastowane i musiałabym zainwestować w remont ?
„Raz
się żyje”
Wyjęłam
klucz i pociągnęłam klamkę w dół. Nic się nie zmieniło w
korytarzu. Weszłam czym prędzej do kuchni i łazienki wszystko
wydawało się. Mój pokój również się nie zmienił, poza jednym
szczegółem. Na niezaścielonym łóżku leżała biała kartka
złożona na pół.
Z
szaleńczym biciem serca podeszłam do mebla i chwyciłam w drążące
ręce papier. Rozłożyłam list.
„To
jeszcze nie koniec, skarbie.
Ja
nie poddaję się łatwo.”
Właśnie
przeżyłam mój horror na nowo.
Pod ostatnim rozdziałem nie było tych 6 komentarzy, rozumiem.
Przynam, że szkoda, bo planowałam,że po tym rozdziale miał pojawić się jakiś dodatek czy coś.
Od jutra zaczynam ferie, co wiąże się z większa ilością czasu na pisanie.
Pozdrawiam serdecznie. I udanych ferii życzę !

Szczesciara jutro masz ferie! :D Co do rozdzialu to jest fanastyczny.Moja kolezanka probowala skomentować twoj rozdzial ale niestety z anonima sie nie da :/ Pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuńKolejny wspaniały rozdział! <3
OdpowiedzUsuńNie spodziewałam się, że Hope już teraz wróci do domu.
Przez chwilę nawet sądziłam, że to koniec opowiadania, ale ostatnie zdanie wprowadziło mnie w przyśpieszenie serca.
Uważam, że wspaniale piszesz.
I wprost nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :)
Życzę dużo weny i udanych ferii(które ja również mam ale od poniedziałku, tak więc niedługo mi się kończą :c)
Jeżeli będziesz miała czas i oczywiście chęci to zapraszam na moje blogi na pingerze(http://kirie.pinger.pl/ oraz http://lisabelle.pinger.pl/). Wiem, że możesz tam już nie zaglądać dlatego do niczego cię nie zmuszam.
Pozdrawiam.
A.Wiktoria ;)
Rozdział jest cudowny *^*
OdpowiedzUsuńMasz na prawdę wielki talent (;.
Ciekawy styl pisania, i zajebisty pomysł na opowiadanie ;*.
Te ostatnie zdanie .. Aww :D Nie mogę się doczekać kiedy dowiem się co dalej ; p.
Musze wziąść się w garść i nadrobić wszystkie rozdziały na tym blogu :D życz mi powodzenia. Xd
Wiem ze masz jeszcze jednego bloga.. Musze sprawdzić czy jest tak samo świetny jak ten.- aa co ja gadam. Na pewno :D
życzę weny *^* Buziaki ^^