Po wyjściu spod
prysznica pachnę męskim żelem. To jedyny, który znalazłam, po
pięciominutowych poszukiwaniach. Czy ta blond suka też jest
zmuszana do kąpieli żelami swoich przyjaciół? Zapewne nie. Daniel
pewnie dba o swoja przyjaciółkę jak o swoja własny tyłek. Wiem
już coś o tym.
Schodzę na dół po
schodach. Muszę dostać się do kuchni, nie jadłam ostatnio za
dużo. Z każdym krokiem moje żebra bolą. Kładę przedramię tuż
pod piersiami i delikatnie uciskam to miejsce, aby móc swobodnie
zejść. Nawet nie wiedziałam, że moje żebra mogą sprawiać aż
taki dyskomfort, albo to siniaki na brzuchu ? Kto wie.
W kuchni nic się
nie zmieniło. Podchodzę do lodówki i wyjmuję mleko, Odkręcam
nakrętkę i przechylam sporą butelkę w stronę moich ust. Biały
płyn wlewa się do mojego gardła i jestem zadowolona. Suchość
ustępuje a ja mogę zabrać się za przygotowanie normalnego
posiłku. Odstawiam opakowanie i wyszukuję znanych mi składników.
Tak dawno nie sama nie przygotowywałam.
W końcu znajduję
twaróg i brokuły. Ktoś zaoszczędził mi czasu i je ugotował. W
górnej szafce lokalizuję miseczkę do której wrzucam twaróg,
który po chwili rozgniatam widelcem. W koszyku na blacie są warzywa
w ty czosnek, który jest mi potrzebny. Szkoda, ze to tylko trzy
ząbki, ale jestem tak głodna, że nawet te trzy ząbki mi
wystarczą. Na chwilę odrywam się od przygotowań i zabierając
czajnik elektryczny podchodzę do zlewu, gdzie nalewam wodę, którą
zagotuję. Wracam na poprzednie miejsce, odstawiam czajnik i zabieram
się za obieranie czosnku, który już po kilku minutach jest
idealnie pokrojony. Słyszę, że woda zaraz będzie ugotowana, więc
przeszukuję szafki. Jakikolwiek kubek jest moim celem. Irytuje mnie
to, że czajnik się wyłącza a ja dopiero odnajduję miejsce ,w
którym znajdują się kubki, herbaty i kawy. Śpiesząc się wrzucam
torebkę czarnej, zwykłej herbaty i zalewam ją wrzątkiem. Pozwalam
chwilę torebce popływać po powierzchni wody , aby zabarwić płyn.
Wyrzucam mokry materiał do śmietnika stojącego przy wejściu do
kuchni. Podchodzę do lodówki i odnajduję majonez i jogurt
naturalny. Łączę twaróg z czosnkiem, przyprawami, majonezem i
jogurtem. Wlewam sos do miski w której znajdują się ugotowane
brokuły. Jestem zadowolona. Tak dawno nie jadłam tego dania.
Stawiam miskę z brokułami i herbatę na stole. Jakimś cudem
lokalizuję widelec i rzucam się na miskę pełną pysznego
jedzenia.
-Dobrze jest widzieć
cię jedzącą.- słyszę i brokuł, który właśnie wzięłam do
buzi prawie staje mi w gardle. Udaje mi się go połknąć i popić
ciepłą herbatą. Podnoszę wzrok. Daniel stoi oparty ramieniem o
framugę drzwi. Przebrał się. Teraz ma na sobie ciasne, ciemne
jeansy opinające jego umięśnione nogi. Na górze widnieje czarna
koszulka z niezidentyfikowanymi białymi wzorami. Włosy ma
zmierzone. A na nogach widnieją czarne buty 'Nike'. Wygląda
naprawdę dobrze.-Cieszy cię ten widok ?-szczerzy się do mnie jak
ten idiota z telewizji reklamujący usługi bankowe dla emerytów.
-Och wal się.-jęczę
-Dobrze, że wracasz
do formy. Pyskówka, to to, za czym tęskniłem. Co jesz? -pyta i
odchodzi do mnie. Odsuwa krzesło od stolika i podsuwa je w moją
stronę. Siada a jego kolano styka się z moim udem. Patrzymy sobie
prosto w oczy. Jego zielone tęczówki są takie hipnotyzujące.
-Brokuły z sosem
czosnkowym.
-Teraz na pewno nie
będę cię całował, dopóki nie umyjesz zębów.
-A kto w ogóle
mówił o całowaniu.- na jego twarzy widnieje grymas
niezadowolenia.-Chcesz spróbować?-pytam ciekawa, chcę sprawdzić
czy smakowałoby mu danie przygotowane przeze mnie.
-No dobrze, ale będę
musiał jeszcze raz umyć zęby.
-Nie zaszkodzi ci.
-Eyyy ! Dawaj tego
widelca, bo mi się spieszy.
-Myślałam, ze
weźmiesz swojego.-pokazuję język i podaję mu mojego sztućca.
Zabiera mi metal z ręki i nabija zielone warzywo, które macza w
białej mazi. Wkłada do buzi i przez chwile nie wiem co myśleć.
Wypluje go ? Smakuje mu?
-Jak dobrze, że w
New York'u będziesz mi gotowała...-chwile jeszcze przegryza w
ustach posiłek i połyka. Jego jabłko Adama porusza się. Jak ta
idiotka przyglądam mu się. Co jest ze mną nie tak?-Pyszne.
-Cieszę się, ze ci
smakuje. Mogę wiedzieć, gdzie się spieszysz i dlaczego zostawiasz
mnie na pastwę tej blondyny?
-Muszę załatwić
kilka spraw związanych z naszym jutrzejszym wyjazdem. Istnieje
jeszcze Jamie. Z tego co się orientuję przyjaźnicie się.
-Pokłóciliśmy
się. Chyba... sama nie wiem. Nie chcesz mnie zabrać ze sobą ?
-Porwałem cię. Na
pewno policja poszukuje cię nie tylko w Washyngtonie.
-Okey. Rozumiem.
-Nie chcę narażać
ani ciebie ani siebie. Wrócę jak najszybciej. Obiecuję.
-Nie śpiesz się,
załatw wszystko.- uśmiecham się i odbieram mu srebrne narzędzie.
Wracam do jedzenia. Czuję, że wstaje ale nie odwracam wzroku od
miski z której zniknął prawie cały posiłek. Wciąż jestem
głodna. Kątem okaz zauważam jego nogi tuż obok mnie, chwile
później jego ciepła dłoń odnajduje mój policzek i mój wzrok
zostaje odciągnięty od miski patrzę prosto w jego tęczówki z
uniesioną twarzą. Zbliża się i muska moje usta delikatnie
pogłębiając pocałunek. Rozchylam wargi i pozwalam mu na
pociągnięcie zębami dolnej. Odsuwa się z chytrym uśmiechem na
twarzy.
-To jest zapłata za
jednego brokuła. Pomyśl sobie jaka będzie za wszystkie posiłki.
"Nie chcę o tym
myśleć. Nie chcę o tym myśleć. Nie chcę o tym myśleć."
I wtedy przed moimi
oczami przetaczają się obrazy, których naprawdę nie chciałabym
widzieć. Są bardzo intymne...To jego wina! Po co wypowiedział to
ostatnie zdanie.
-Nie patrz tak, bo
będę zmuszony zostać w tym domu i nie wyjedziemy jutro.
Zagwarantuję ci to jeśli nie przestaniesz tak patrzeć. Zboczuszku.
- jego uśmiech poszerza się, moje usta zostają obdarowane szybkim
całusem i po chwili znowu zostaję sama w tej dużej kuchni.
Mogłabym się
przyzwyczaić do życia w samotności, to nie jest aą takie złe. Co
ja gadam? Ja zawsze żyłam w samotności
~*~
Daniela nie ma już
prawie od trzech godzin. Chciał się pospieszyć, ale widocznie
zatrzymały go jakieś ważne sprawy. Na moje szczęście nikt się
nie przejął moja samotnością i nie chciał mi towarzyszyć w
jakże interesującym sprzątaniu pokoju Daniela. Udało mi się
poukładać wszystkie jego ubrania, zrobiłam małe pranie składające
się wyłącznie z kilku moich ubrań. A teraz leżałam na łóżku
a wzrok utkwiłam w suficie. Nienawidzę się nudzić. Wstaję z
łóżka i zmierzam do kuchni po raz kolejny dzisiejszego dnia. Chcę
przygotować jakiś obiad dla Daniela. W lodówce znajduję dwie
świeże papryki i mięso mielone włożone do specjalnego pojemnika.
Pierwsze co robię to kroję na pół warzywa i pozbywam się nasion.
Przyprawiam mięso według mojego własnego gustu i wkładam je do
wyczyszczonej papryki. Mam nadzieję, ze Daniel za chwile się
pojawi, bo obiad będzie gotowy za jakieś dwadzieścia minut.
Jem sama. Jego
porcję wstawiam do lodówki, na później. Idę do salonu, gdzie
kładę się na kanapę i zabierając pilot ze szklanego stolika
włączam telewizor wiszący na ścianie. Przełączam kilka kanałów
i w końcu znajduję jakiś film, który wymaga małego zaangażowania
procesów myślowych.
W końcu usypiam, a
towarzyszy mi grający w tle film. Naprawdę nie lubię łamania
obietnic. Pozwalam sobie na sen i naprawdę czuję się lepiej gdy
się budzę. Spoglądam na elektryczny zegarek stojący na małej
komodzie pod telewizorem. 19:53. Nieźle poszalałam, ale to chyba
też wina tego, że moje żebra wciąż bolą i sprawiają, że czuję
się słaba fizycznie.
Podniosłam się i
cicho na paluszkach udałam się na górę do sypialni Daniela.
Pamiętam, ze gdy ostatnio tu byłam po podłodze nie walały się
żadne ubrania. Wrócił. Kiedy? Jak? Gdzie? Podniosłam dwie
koszulki i zamarłam. Jedna należała do kobiety. Nie dość, ze
pachniała drogimi perfumami to na prawej stronie znajdował się
nadruk białego króliczka. Obok łóżka walały się ciemne jeansy
Daniela i biała spódniczka. Świetnie. Opuściłam pokój i
ruszyłam w stronę drzwi łazienki. Już na korytarzu było słychać
stłumione jęki. Gdy podeszłam do drzwi tylko upewniłam się, że
mój plan nie wypali, a Daniel jest o prostu cholerny dupkiem.
Przyznam, zakuło
mnie w sercu, bo słowa, które po raz pierwszy od tak dawna
usłyszałam, okazały się być po prostu zwykłym kłamstwem.
Odsunęłam się bezszelestnie od drzwi i ruszyłam ku schodom. Na
korytarzu rozejrzałam się, czy aby na pewno nikt mi nie zagraża i
wyszłam. Pełna gniewu i żalu. Nie chciałam wracać do tego domu
już nigdy. To chore jakie stosunki dzieliły mnie z moimi
porywaczami. Daniel wspominał, że dom znajduje się kilometr od
obrzeży Seatle. Sądzę, ze w piętnaście minut dojdę tam, a gdy w
końcu znajduję się bliżej cywilizacji i normalnego świata będę
myślała o tym co zrobię dalej.
NOTATKA OD AUTORKI:
Witam serdecznie. To już kolejny rozdział.
Cieszę się, bo uważam, ze ten rozdział mi wyszedł.
Jest taki jaki chciałam, żeby był.
Mam nadzieję, że sami tak uważacie po przeczytaniu.
No i zmiana w wyglądzie bloga ! Jak się podoba?
Wersja na komórki chyba tez lepsza.
Dobra misiaczki. Będę nie ugięta.
6 komentarzy=kolejny rozdział

Zdecydowanie jest lepsza teraz wersja mobilna.Jestem ciekawa co dalej.Jak to sie potoczy? Musze przyznać ze nie chce by wrocila do swojego domu tulko wyjechala z Danielem :) Odzdrawiam i czekam na next :*
OdpowiedzUsuńCóż co mam powiedzieć... Po prostu mi się podoba. Czekam na ciąg dalszy.
OdpowiedzUsuńDopiero trafiłam na ten blog ale już nadrabiam rozdziały !! ;*. Zapraszam również do mnie ;)) --> samandneymar.blogspot.com ♥♥
OdpowiedzUsuńNo ja nie mogę.
OdpowiedzUsuńMówi, że się w niej zakochał, a potem się chędoży z inną -.-
A podobno to kobiety są skomplikowane.
Czekam na kolejny <3
Cudowny blog, czekam na następny rozdział :)
OdpowiedzUsuńJest kolejny rozdział :)
Usuń