sobota, 14 lutego 2015

Chapter fivetheenth

NOTKA OD AUTORKI:
ROZDZIAŁ MOŻE BYĆ SŁABY<DLA MNIE JEST BEZNADZIEJNY> WINE PONOSI MÓJ WYJAZD DO KINA I PÓŹNY POWRÓT.
Jestem wykończona tym wyjazdem,ale nie narzekam.
Zakochałąm się w TYM filmie. Oczywiście czytałam ksiązki, zeby nie było,że nie czytam :D
Udało mi się rownież znalezć świetną kurtkę i tak wyglądąły moje walentynki. A jak wasze?
Miłęgo czytania !


-Czy ty ich kojarzysz?- zapytał mnie, patrząc prosto w moje oczy. Od momentu, w którym poznałam nazwiska moich dwóch prześladowców, po prostu nie mogłam wyjść z szoku. Znałam ich nazwiska, oczywiście, że znałam. Jeden z nich był bratem mojego taty. Czarna owca w rodzinie. Tata skończył szkoły, zdobył dobrze płatną pracę, założył rodzinę i poświęcił się swoim życiowym celom. Wujaszek od liceum zaczął sprawiać problemy, w końcu trafił na nieodpowiednie towarzystwo, dokonał kilku rozboji i pod wpływem narkotyków pobił mężczyznę. W końcu trafił do więzienia, a rodzice nie mogliby mu pomóc, to oczywiste, ze straciliby posady. Mój wujek kryminalista planował mnie porwać.
-Tak, Alaric Kruse to mój wujek...Brat mojego taty.
-Jak to? Przecież to dwa zupełnie inne nazwiska.
-Tak, po wyjściu z więzienia zmienił nazwisko, zeby nikt go nie kojarzył z tego.
-A ten drugi?
-O ile dobrze pamiętam, siedzieli razem w więzieniu...
-Niech ich tylko zo...
-Daj spokój. Dokładnie tego samego chciałeś ode mnie. Czystej karty. Pamiętasz ? - udało mi sę go uciszyć w tak łatwy sposób, czyż to nie sukces, który mogłabym zapisać na moją listę rzeczy do zrobienia przed trzydziestką ?
-Hope, wiesz, ze chciałem też cię uchronić...
-Tylko po to, żebyś sam miał korzyści, więc daj mi chwilę pomyśleć, bo teraz znajduję się w cholernie trudnej sytuacji.
Nie mogę powiedzie o tym rodzicom, bo nie dość, ze ostatnio mieli wiele na głowie, to fakt, że mój własny wujek planował moje porwanie, byłby dla nich ciosem poniżej pasa. Nie. Nie pomogłam powiedzieć im prawdy, na pewno nie teraz, tylko co do cholery robić ? Nie jestem bezpieczna nawet w moim mieszkaniu, czy to nie chore ? Pozostaje mi przeprowadzka do rodziców, co na ewo odpada, bo zaczęliby coś podejrzewać, albo złożenie propozycji Danielowi, co wiąże się z pewnymi trudnościami, ale jest mi to winien po tym co mi zrobił.
-Masz dom lub mieszkanie tutaj, w Washyngtonie ?
-No tak. Obserwuje cie od czterech dni, ale mieszkanie mam od jeszcze dłuższego okresu czasu, a co ?
-A Natalie i Jamie są z tobą ?
-Jak na razie jestem sam, Natalie musiała wyjechać do Wielkiej Brytanii, żeby załatwić kilka spraw, a z Jamie'm jest mały problem, bo przepadł bez śladu po twoim wyjeździe. Wiem, ze się zakupowaliście, ale nie przejmuj się za bardzo tą sytuacją, zdarzało się to mu już wiele razy.
-Nie będę teraz zajmowała sobie nim głowy, bo mam gorszy problem.
-Jasne, wujaszek się jeszcze przekona z kim zadarł.
-Daj spokój narazie z tym, duże to mieszkanie ?
-Jeden pokój, kuchnia połączona z salonem, łazienka a co ?
-Nie nic tak sobie myślę, które mieszkanie jest większe, twoje czy moje...
-Czekaj, co ty wymyśliłaś ?
-Potrzebuję ochrony, a ty w ramach przeprosin za wydarzenia z przeszłości zapewnisz mi ją. Całodobowo.
-W twoim mieszkaniu nie pojawi się żaden obcy facet ! Nawet o tym nie myśl!
-Ey ciszej...-szepnęłam nachylając się w jego stronę. Z jego rozmachem za chwilę wyjdę na tania panienkę.- Chciałam żebyś to był ty. Już trochę razem... przeszliśmy i zdąrzyliśmy jakoś się poznać...
-Sugerujesz wspólne mieszkanie
-Nie ujęłabym w ten sposób, to raczej zapewnianie całodobowej ochrony osobie, której się wyrządziło krzywdę.
-Dziś już tyle razy mi o tym przypomniałaś,że na pewno o tym nie zapomnę. Przepraszam po raz setny, naprawdę żałuje tego jak cała ta sytuacja się potoczyła.- ucichł na chwilę i chciałam wtrącić swoje pięć groszy, ale gdy otworzyłam usta, on znowu zabrał głos.- Wiesz co twoje łózko jest wygodniejsze. Mieszkamy u ciebie.
-Może najpierw sprawdzę twoje ?
-O możemy przetestować...
-Nawet nie licz na jakiekolwiek dwuznaczne sytuacje.
-A nie dasz mi już buzi ?
-Chcę ci przypomnieć, ze to ty pocałowałeś mnie.
-Bo mi na tobie zale...
-Stop. Daj spokój z tym, zanim się wkurzę i cię wywalę z mieszkania
do którego nie zdąrzyłeś się wprowadzić.
-Jasne. Teraz chodźmy na jakiś szybki obiad współlokatorko.
-Nie nazywaj mnie tak....
~.~
Pakowanie dwóch kartonów z rzeczami Daniela, nie zajęło nam wiele czasu, dojazd do mojego mieszkania i znalezienie miejsca, gdzie moglibyśmy coś zjeść, pochłonęło nam o wiele więcej cennych minut. Na koniec tego wszystkiego i tak wylądowaliśmy w sieci restauracji „McDonald”, bo Daniel nie mógł się zdecydować czy chce zjeść coś zdrowego czy raczej woli pofolgować. Zadecydowałam.
Ten facet już pierwszego dnia mnie denerwował, dlatego zamówiłam nam jedzenie na wynos. Miałam wielką potrzebę zamknięcia się w moim pokoju, bez niego.
Wpadłam na najgorszy pomysł świata, ale co miałabym teraz zrobić ?
Jedynym wyjściem jest wytrzymanie i odkrycie powódek mojego wujaszka.
Gdy tylko weszliśmy do mieszkania trzymając w dłoni swoją paczkę z jedzeniem ruszyłam do mojej sypialni. Wolałam już ubrudzić moją pościel niż siedzieć i słuchać tekstów Daniela, gdzie każdy krył w d=sobie podtekst erotyczny ! Z nim nie dało się normalnie rozmawiać! Jedynym mu znanym tematem są stosunki i relacje damsko-męskie, coś co mnie naprawdę nie kręci.
-A ty gdzie ? Nie uczcimy naszego wspólnego mieszkania ?
-Nie mam ochoty.
-Hope, daj spokój. Jeden jedyny raz, proszę cię o to żebyś zjadła ze mną ten...bardzo pożywny i zdrowy posiłek.
-Dobra. Potem dasz mi spokój, jasne ?
-Jasne, jak sobie życzysz.
-Dziękuję.- odwróciłam się na pięcie w stronę salonu i ruszyłam do kanapy, usiadłam a mój zestaw odstawiłam na brązowy stolik. Chwyciłam pilot, włączyłam telewizję na pierwszym lepszym kanale i zabrałam się za wypakowywanie posiłku.
Chwilę później po drugiej stronie usiadł mój współlokator, który nie dość, że przyniósł swój posiłek to dodatkowo na stoliku pojawiły się dwa małe kieliszki i butelka wódki.
-Skąd to masz ? - kiwnęłam głową na produkt, wgryzając się z mojego hamburgera.
-Kupiłem ostatnio...Z resztą czy to ważne? Możemy oblać nasz kompromis.
-Nazwij to jak chcesz. To zwykła zapłata za wyrządzone krzywdy.- widzę jak odkręca korek butelki, przystawia główkę do szklanych pojemniczków i po chwili przezroczysty płyn znajduje się w kieliszkach. Jeden z nich zostaje podany mi do prawej ręki. Chwytam go i widzę jak Daniel również bierze swój do ręki, delikatnie przesuwa kieliszek w moją stronę, sugerując toast.
-Oby nam się dobrze mieszkało razem ! Za nas!- stukam go lekko i powracam ręką do mojej twarzy, gdzie w końcu wlewam zawartość do mojego gardła.
Obym z tobą wytrzymała !



1 komentarz:

  1. Ten rozdział to jedno wielkie: Wow! *_*
    Gdybym była na miejscu Hope zapewne też bym tak zrobiła, w końcu w takiej sytuacji potrzebny jest ochroniarz.
    Wyłapałam kilka błędów ortograficznych ale to nic ;)
    Uważam, że piszesz po prostu świetnie. Emocje jakie za pomocą słow wzbudzasz w czytelnikach są...fantastyczne! :D
    Raz czujesz niepokój i napięci, a zaraz ogrania cię spokój i harmonia.
    To coś naprawdę wspaniałego :)
    Lecę do kolejnego!

    OdpowiedzUsuń