niedziela, 5 kwietnia 2015

Chapter nineteenth + życzenia!

Zajączek przyniósł mi wiadomośc, ze chcecie kolejny rozdział!
Przyniósł mi także krótkie życzenia dla Was!
Życzy Wam Wesołego Alleluja i Mokrego Dyngusa!


Wcale nie miałam ochoty wychodzić gdziekolwiek z Danielem, to było chore. On miał zapewnić mi tylko ochronę,a boję się go jeszcze bardziej niż mojego psychopatycznego wujaszka!
Siedziałam w łazience już od dobrych dwudziestu minut, ale poza wpatrywaniem się prosto w lustro nic nie zrobiłam.
Jestem taka beznadziejna! Daniel jest moim prześladowcą, porwał mnie, a ja go poprosiłam o ochronę! Co za idiotka!
Sięgnęłam po szczoteczkę do zębów i w tym samym momencie usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu. Mojego telefonu. Muzyka została zatrzymana przez odebranie połączenia. Odebrał mój aparat! Kurwa mać! Ze szczoteczką w zębach, przekręciłam zamek w drzwiach i ruszyłam do mojego pokoju. Brunet stał opierając się o ścianę obok szafki nocnej. Uśmiechnął się do mnie, gdy zauważył moją obecność.
-Oczywiście, że jej przekażę, że Pan dzwonił...Tak, w porządku...Cieszę się, że mogłem chociaż tak zamienić parę słów z ojcem mojej dziewczyny...
Już miałam ochotę podbiec do niego i wyrwać z jego rąk komórkę, ale zahamowałam moje zapędy, bo miałam pełną świadomość, tego, że los moich bliskich zależy tylko od tego dupka!
Hope, uspokój się, rozegraj jakoś to wszystko! Może jeszcze uda ci się go udobruchać.- te dwa zdania odbijały się w mojej głowie wciąż i wciąż.
-Dobrze. Przekażę jej wszystko...Nie ma sprawy, mam nadzieję, że niedługo się poznamy... Do widzenia.- połączenie zostało przerwane. W pokoju zapanowała cisza, która nie trwała długo. Daniel odłożył mój telefon na nocną szafkę i ruszył w moją stronę. Nawet nie spuszczałam z niego wzroku, śledziłam każdy jego ruch, bo teraz byłam świadoma faktu, że mężczyzna przede mną jest osobą, która powinna zostać wysłana do zakładu psychiatrycznego zamiast do więzienia.
-Twój tatuś dzwonił,ale chyba to wiesz, co księżniczko?- stanął przede mną i uśmiechnął się chytrze.
Zabiję cię.
-Czego chciał ?- zapytałam obojętnie, pomimo walki w mojej głowie. Naprawdę miałam ochotę zetrzeć mu ten uśmieszek z twarzy!
-Pytał czy u ciebie wszystko okey, przyznam szczerze zdziwił się, że telefon odebrał jakiś mężczyzna. Skarbie nie powiedziałaś rodzicom, że masz współlokatora?
-Chyba pasożyta i do tego...
-Nie kończ. Dla twojego dobra.- obiecuję, że zaraz coś mu zrobię! - Ahh. Zapomniałbym! Twój ojczulek kazał mi coś tobie przekazać...
-Ciekawe co?- widziałam jak się do mnie zbliżył, ale moje ciało pomimo, ze całe się spięło nie wykonało żadnego ruchu. W głębi wypełniała mnie ciekawość, co to może być.
Dopiero gdy jego wargi brutalnie naparły na moje zrozumiałam o co chodziło i jak popieprzone było moje ciało, że nie reagowało wcześniej, a teraz z chęcią oddawało pocałunek. Ręce powędrowały na jego kark a opuszkami palców masowałam jego potylicę. Mruknął w moje usta, a ten dźwięk dotarł gdzieś w głąb mnie i poruszył moim wnętrzem. Mój rozum został stracony, teraz władze nad ciałem przejęło pożądanie i chęć pozbycia się ubrań z Daniela.
Jego usta oddaliły się od moich, co delikatnie wyprowadziło mnie z tego zamglenia umysłowego.
-To z dodatkiem ode mnie, buziak od tatusia.- uśmiech wstąpił na jego usta, a do mnie dotarła cała ta sytuacja.
Do cholery. Naprawdę jestem beznadziejna. Dlaczego tak łatwo poddałam się jego urokowi.
Nie! Nie pomyślałam, o tym, że ten facet jest uroczy. Nie !
-A teraz proszę zamknij usta, bo inaczej mucha ci wleci i idź się przygotować na naszą randkę, skarbie.- zacisnęłam mocno szczękę i odwróciłam się do niego tyłem. Nie zdążyłam odejść pełnego kroku, a jego dłoń znalazła się na moim pośladku. Nie, on wcale nie zmacał mojego tyłka, on mnie uderzył!
Naprawdę miałam wielką ochotę odwrócić się i uderzyć go w twarz, zmazując wyraz zadowolenia, ale nie miałam zamiaru narażać rodziny.
-Nie martw się! Dokończymy wszystko wieczorem!- do drzwi łazienki odprowadził mnie jego śmiech.

Nie miałam ochoty ubierać się w cokolwiek, co przyciągałoby uwagę płci przeciwnej. Pragnęłam postawić na ciemne, obcisłe jeansy i koszulkę z dekoltem w serek, który ukazywał wiele. Do tego moje ulubione koturny i byłam gotowa, aby się w to ubrać. Rozwiązałam pasek od szlafroka i już prawie puściłam poły materiały gdyby nie fakt, że ktoś wparował do mojego pokoju. Podniosłam wzrok z łóżka, na którym leżały rozłożone ubrania, na Daniela trzymającego w ręku papierową torbę. Szybko związałam sznurek i obrzuciłam mężczyznę zabójczym wzrokiem.
-Przyniosłem ci coś.- powiedział dumny z siebie.
-Co?
-Niespodzianka.- zbliżył się do mnie i podał torbę. Chwyciłam opakowanie i włożyłam do środka rękę, poczułam jakiś materiał i wyjęłam stamtąd dłoń wraz z niespodzianką. W podświadomości przeczuwałam, ze to może być jakaś część garderoby którą zostanę zmuszona założyć. Paczka upadła na ziemię, a ja obiema rękoma rozciągnęłam przed sobą materiał.
Czarna sukienka z całkowicie wyciętymi plecami i dekoltem w serce z przodu. Na moje oko sięgała do połowy ud, ewentualnie do kolana.
-I co ja mam w tym zrobić?
-A co robi się z ubraniami?- spojrzałam na niego jak na idiotę.- Podpowiem ci...nosi się je.
-Gdzie ty do cholery chcesz mnie zabrać?!- to już nie było śmieszne. Chciał mnie zabrać na randkę, zgodziłam się, ale bez przesady, że zostanę zmuszona do zakładania na siebie ubrań wybranych przez niego.
-Pójdziemy spotkać się z moimi znajomymi, a przy nich nie możesz pojawić się w...- wskazał na ubrania leżące na łóżku- w jeansach i koszulce.
-Powiem ci tylko, że walą mnie twoi znajomi.
-Wiem to, ale i tak założysz to, co ci karzę, a wiesz dlaczego?- nie odpowiedziałam, bo byłam świadoma jego szantażu- Widzę, że coraz lepiej się rozumiemy. Dobrze, została nam godzina do wyjścia. Idę się przygotować, a tobie radzę się ubrać w to.- machnął ręką na materiał, który nadal trzymałam w dłoniach i wyszedł, a ja nawet nie zdarzyłam mu odpowiedzieć.
Kurwa!
Czarny materiał poszybował przez cały pokój aż wylądował pod drzwiami. Upadłam na kolana i załkałam z bezradności.

***

Byłam już ubrana w sukienkę od Daniela, która sięgała mi do połowy uda, gdy miałam na sobie czarne szpilki. Po moim napadzie płaczu musiałam jeszcze raz się pomalować, bo wyglądałam jak żywy trup. Do sukienki postanowiłam nie zakładać stanika, bo nie miałam zamiaru świecić jakimikolwiek ramiączkami, a stanik bez ramiączek nie jest już tym samym stanikiem. Dobrałam jedną z moich czarnych, skórzanych kurtek aby chociaż trochę osłonić moje i tak odkryte w większości ciało. Nie brałam żadne torebki, czy telefonu.
Jeśli zaszłaby potrzeba ucieczki, po prostu ruszyłabym pieszo...
Wyszłam z mojej sypialni i stanęłam jak wryta na widok mężczyzny przede mną.
Brązowe włosy były idealnie ułożone, na jego szczęce nie widniał jakikolwiek włos, który szkodziłby jego idealnemu wyglądowi. Miał na sobie białą koszulę, której pierwsze dwa guziki były rozpięte, do tego czarne jeansy, lekko opinające jego umięśnione nogi i czarne, pół eleganckie buty.
Cholera kim są jego znajomi?
Podeszłam do drzwi wyjściowych i słyszałam, ze mężczyzna ruszył za mną. Wyjęłam klucze z zamka i uchyliłam drewnianą powłokę przed nami. Poczekałam, aż Wielmożny Pan przejdzie przez próg i w końcu zamknęłam za ni drzwi przekręcając zamek dwukrotnie.
To będzie ciężka noc!

***

Gdy zajechaliśmy- jak uważał Daniel- na miejsce czarnym, nowym samochodem on wysiadł, co zrobiłam zaraz po nim, mimo faktu, że widziałam jak spieszył się, żeby okrążyć samochód i otworzyć mi drzwi od nowego samochodu.
A skąd ten nowy samochód? Gdy zapytałam go o to o prostu mnie zbył i zatracił się w prowadzeniu tego pięknego, czarnego Audi.
-Chciałem otworzyć ci drzwi, kobieto...- mruknął pod nosem.
-Możesz je za mną zamknąć.- uśmiechnęłam się, bo w końcu mogłam mu w jakiś sposób dopiec.
Zatrzasnął drzwi i nacisnął przycisk przy kluczach, po czym wszystkie zamki zostały zablokowane. Chwycił moją rękę i ruszyliśmy w stronę klubu. Muzyka dudniła tak, że słyszałam ją z drugiego końca ulicy, na której się znajdował. Przy wejściu stali dwa przypakowani ochroniarze, którzy zarazem pilnowali kto wchodzi do klubu.
O dwóch minutach staliśmy przed wejściem do miejsca grzechów, nad podwójnymi, stalowymi drzwiami wisiał neon świadczący o nazwie tego miejsca.
Grzesz ile chcesz
Czyż to nie ironia? Jedna nazwa. Trzy słowa. Tyle podtekstów.
Nie czekaliśmy w kolejce, która wcale nie była taka długa. Daniel podszedł do obu mężczyzn, szepnął coś do nich, wskazał głową na mnie a oni przytaknęli mu i obrzucili moją osobę swoim obrzydliwym wzrokiem.
Zostałam pociągnięta za nadgarstek w stronę wejścia. Daniel pchnął drzwi a przed nami rozciągnął się krótki korytarz, cały w kolorze krwistej czerwieni.
Mężczyzna odwrócił się w moją stronę i spojrzał prosto w oczy. Złączył nasze wargi w krótkim, ale namiętnym pocałunku i oparł czoło o moje.
-Jeśli chcesz, żebyśmy wyszli stąd cało uważaj co mówisz i co robisz. Pilnuj się mnie i błagam... uważaj na siebie.

P.S późno wróciłam do domu i długo zeszło mi się z pisaniem i dodawaniem tego rozdziału. 
I'm sorry my lovers!

3 komentarze:

  1. Ciekawie. Czekam na następny. Zaskakujesz!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wooo :o
    "-Jeśli chcesz, żebyśmy wyszli stąd cało uważaj co mówisz i co robisz. Pilnuj się mnie i błagam... uważaj na siebie".-zaintrygowało mnie to.
    Rozdział jest po prostu fantastyczny.
    I nie mogę się doczekać kolejnego <3

    Pozdrawiam.
    A.Wiktoria :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Cała historia jest naprawdę cudowna masz talent ;*

    OdpowiedzUsuń