Zajączek przyniósł mi wiadomośc, ze chcecie kolejny rozdział!
Przyniósł mi także krótkie życzenia dla Was!
Życzy Wam Wesołego Alleluja i Mokrego Dyngusa!
Wcale
nie miałam ochoty wychodzić gdziekolwiek z Danielem, to było
chore. On miał zapewnić mi tylko ochronę,a boję się go jeszcze
bardziej niż mojego psychopatycznego wujaszka!
Siedziałam
w łazience już od dobrych dwudziestu minut, ale poza wpatrywaniem
się prosto w lustro nic nie zrobiłam.
Jestem
taka beznadziejna! Daniel jest moim prześladowcą, porwał mnie, a
ja go poprosiłam o ochronę! Co za idiotka!
Sięgnęłam po szczoteczkę do zębów i w tym samym momencie
usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu. Mojego telefonu. Muzyka
została zatrzymana przez odebranie połączenia. Odebrał mój
aparat! Kurwa mać! Ze szczoteczką w zębach, przekręciłam zamek w
drzwiach i ruszyłam do mojego pokoju. Brunet stał opierając się o
ścianę obok szafki nocnej. Uśmiechnął się do mnie, gdy zauważył
moją obecność.
-Oczywiście, że jej przekażę, że Pan dzwonił...Tak, w
porządku...Cieszę się, że mogłem chociaż tak zamienić parę
słów z ojcem mojej dziewczyny...
Już miałam ochotę podbiec do niego i wyrwać z jego rąk komórkę,
ale zahamowałam moje zapędy, bo miałam pełną świadomość,
tego, że los moich bliskich zależy tylko od tego dupka!
Hope, uspokój się, rozegraj jakoś to wszystko! Może jeszcze
uda ci się go udobruchać.- te
dwa zdania odbijały się w mojej głowie wciąż i wciąż.
-Dobrze. Przekażę jej
wszystko...Nie ma sprawy, mam nadzieję, że niedługo się
poznamy... Do widzenia.- połączenie zostało przerwane. W pokoju
zapanowała cisza, która nie trwała długo. Daniel odłożył mój
telefon na nocną szafkę i ruszył w moją stronę. Nawet nie
spuszczałam z niego wzroku, śledziłam każdy jego ruch, bo teraz
byłam świadoma faktu, że mężczyzna przede mną jest osobą,
która powinna zostać wysłana do zakładu psychiatrycznego zamiast
do więzienia.
-Twój tatuś dzwonił,ale chyba to
wiesz, co księżniczko?- stanął przede mną i uśmiechnął się
chytrze.
Zabiję cię.
-Czego chciał ?- zapytałam
obojętnie, pomimo walki w mojej głowie. Naprawdę miałam ochotę
zetrzeć mu ten uśmieszek z twarzy!
-Pytał czy u ciebie wszystko okey,
przyznam szczerze zdziwił się, że telefon odebrał jakiś
mężczyzna. Skarbie nie powiedziałaś rodzicom, że masz
współlokatora?
-Chyba pasożyta i do tego...
-Nie kończ. Dla twojego dobra.-
obiecuję, że zaraz coś mu zrobię! -
Ahh. Zapomniałbym! Twój ojczulek kazał mi coś tobie przekazać...
-Ciekawe co?- widziałam jak się do
mnie zbliżył, ale moje ciało pomimo, ze całe się spięło nie
wykonało żadnego ruchu. W głębi wypełniała mnie ciekawość, co
to może być.
Dopiero gdy jego wargi brutalnie
naparły na moje zrozumiałam o co chodziło i jak popieprzone było
moje ciało, że nie reagowało wcześniej, a teraz z chęcią
oddawało pocałunek. Ręce
powędrowały na jego kark a opuszkami palców masowałam jego
potylicę. Mruknął w moje usta, a ten dźwięk dotarł gdzieś w
głąb mnie i poruszył moim wnętrzem. Mój rozum został stracony,
teraz władze nad ciałem przejęło pożądanie i chęć pozbycia
się ubrań z Daniela.
Jego usta oddaliły się od moich,
co delikatnie wyprowadziło mnie z tego zamglenia umysłowego.
-To z dodatkiem ode mnie, buziak od
tatusia.- uśmiech wstąpił na jego usta, a do mnie dotarła cała
ta sytuacja.
Do cholery. Naprawdę jestem beznadziejna. Dlaczego tak łatwo
poddałam się jego urokowi.
Nie! Nie pomyślałam, o tym, że ten facet jest uroczy. Nie !
-A teraz proszę zamknij usta, bo
inaczej mucha ci wleci i idź się przygotować na naszą randkę,
skarbie.- zacisnęłam mocno szczękę i odwróciłam się do niego
tyłem. Nie zdążyłam odejść pełnego kroku, a jego dłoń
znalazła się na moim pośladku. Nie, on wcale nie zmacał mojego
tyłka, on mnie uderzył!
Naprawdę miałam wielką ochotę
odwrócić się i uderzyć go w twarz, zmazując wyraz zadowolenia,
ale nie miałam zamiaru narażać rodziny.
-Nie martw się! Dokończymy
wszystko wieczorem!- do drzwi łazienki odprowadził mnie jego
śmiech.
Nie miałam ochoty ubierać się w
cokolwiek, co przyciągałoby uwagę płci przeciwnej. Pragnęłam
postawić na ciemne, obcisłe jeansy i koszulkę z dekoltem w serek,
który ukazywał wiele. Do tego moje ulubione koturny i byłam
gotowa, aby się w to ubrać. Rozwiązałam pasek od szlafroka i już
prawie puściłam poły materiały gdyby nie fakt, że ktoś wparował
do mojego pokoju. Podniosłam wzrok z łóżka, na którym leżały
rozłożone ubrania, na Daniela trzymającego w ręku papierową
torbę. Szybko związałam sznurek i obrzuciłam mężczyznę
zabójczym wzrokiem.
-Przyniosłem ci coś.- powiedział
dumny z siebie.
-Co?
-Niespodzianka.- zbliżył się do
mnie i podał torbę. Chwyciłam opakowanie i włożyłam do środka
rękę, poczułam jakiś materiał i wyjęłam stamtąd dłoń wraz z
niespodzianką. W podświadomości przeczuwałam, ze to może być
jakaś część garderoby którą zostanę zmuszona założyć.
Paczka upadła na ziemię, a ja obiema rękoma rozciągnęłam przed
sobą materiał.
Czarna sukienka z całkowicie
wyciętymi plecami i dekoltem w serce z przodu. Na moje oko sięgała
do połowy ud, ewentualnie do kolana.
-I co ja mam w tym zrobić?
-A co robi się z ubraniami?-
spojrzałam na niego jak na idiotę.- Podpowiem ci...nosi się je.
-Gdzie ty do cholery chcesz mnie
zabrać?!- to już nie było śmieszne. Chciał mnie zabrać na
randkę, zgodziłam się, ale bez przesady, że zostanę zmuszona do
zakładania na siebie ubrań wybranych przez niego.
-Pójdziemy spotkać się z moimi
znajomymi, a przy nich nie możesz pojawić się w...- wskazał na
ubrania leżące na łóżku- w jeansach i koszulce.
-Powiem ci tylko, że walą mnie
twoi znajomi.
-Wiem to, ale i tak założysz to,
co ci karzę, a wiesz dlaczego?- nie odpowiedziałam, bo byłam
świadoma jego szantażu-
Widzę, że coraz lepiej się rozumiemy. Dobrze, została nam godzina
do wyjścia. Idę się przygotować, a tobie radzę się ubrać w
to.- machnął ręką na materiał, który nadal trzymałam w
dłoniach i wyszedł, a ja nawet nie zdarzyłam mu odpowiedzieć.
Kurwa!
Czarny materiał poszybował przez cały pokój aż wylądował pod
drzwiami. Upadłam na kolana i załkałam z bezradności.
***
Byłam już ubrana w sukienkę od Daniela, która sięgała mi do
połowy uda, gdy miałam na sobie czarne szpilki. Po moim napadzie
płaczu musiałam jeszcze raz się pomalować, bo wyglądałam jak
żywy trup. Do sukienki postanowiłam nie zakładać stanika, bo nie
miałam zamiaru świecić jakimikolwiek ramiączkami, a stanik bez
ramiączek nie jest już tym samym stanikiem. Dobrałam jedną z
moich czarnych, skórzanych kurtek aby chociaż trochę osłonić
moje i tak odkryte w większości ciało. Nie brałam żadne torebki,
czy telefonu.
Jeśli zaszłaby potrzeba ucieczki, po prostu ruszyłabym pieszo...
Wyszłam z mojej sypialni i stanęłam jak wryta na widok mężczyzny
przede mną.
Brązowe włosy były idealnie ułożone, na jego szczęce nie
widniał jakikolwiek włos, który szkodziłby jego idealnemu
wyglądowi. Miał na sobie białą koszulę, której pierwsze dwa
guziki były rozpięte, do tego czarne jeansy, lekko opinające jego
umięśnione nogi i czarne, pół eleganckie buty.
Cholera kim są jego znajomi?
Podeszłam do drzwi wyjściowych i słyszałam, ze mężczyzna ruszył
za mną. Wyjęłam klucze z zamka i uchyliłam drewnianą powłokę
przed nami. Poczekałam, aż Wielmożny Pan przejdzie przez
próg i w końcu zamknęłam za ni drzwi przekręcając zamek
dwukrotnie.
To będzie ciężka noc!
***
Gdy zajechaliśmy- jak uważał Daniel- na miejsce czarnym, nowym
samochodem on wysiadł, co zrobiłam zaraz po nim, mimo faktu, że
widziałam jak spieszył się, żeby okrążyć samochód i otworzyć
mi drzwi od nowego samochodu.
A skąd ten nowy samochód? Gdy zapytałam go o to o prostu mnie
zbył i zatracił się w prowadzeniu tego pięknego, czarnego Audi.
-Chciałem otworzyć ci drzwi, kobieto...- mruknął pod nosem.
-Możesz je za mną zamknąć.- uśmiechnęłam się, bo w końcu
mogłam mu w jakiś sposób dopiec.
Zatrzasnął drzwi i nacisnął przycisk przy kluczach, po czym
wszystkie zamki zostały zablokowane. Chwycił moją rękę i
ruszyliśmy w stronę klubu. Muzyka dudniła tak, że słyszałam ją
z drugiego końca ulicy, na której się znajdował. Przy wejściu
stali dwa przypakowani ochroniarze, którzy zarazem pilnowali kto
wchodzi do klubu.
O dwóch minutach staliśmy przed wejściem do miejsca grzechów, nad
podwójnymi, stalowymi drzwiami wisiał neon świadczący o nazwie
tego miejsca.
Grzesz ile chcesz
Czyż to nie ironia? Jedna nazwa. Trzy słowa. Tyle podtekstów.
Nie czekaliśmy w kolejce, która wcale nie była taka długa. Daniel
podszedł do obu mężczyzn, szepnął coś do nich, wskazał głową
na mnie a oni przytaknęli mu i obrzucili moją osobę swoim
obrzydliwym wzrokiem.
Zostałam pociągnięta za nadgarstek w stronę wejścia. Daniel
pchnął drzwi a przed nami rozciągnął się krótki korytarz, cały
w kolorze krwistej czerwieni.
Mężczyzna odwrócił się w moją stronę i spojrzał prosto w
oczy. Złączył nasze wargi w krótkim, ale namiętnym pocałunku i
oparł czoło o moje.
-Jeśli chcesz, żebyśmy wyszli stąd cało uważaj co mówisz i co
robisz. Pilnuj się mnie i błagam... uważaj na siebie.
P.S późno wróciłam do domu i długo zeszło mi się z pisaniem i dodawaniem tego rozdziału.
I'm sorry my lovers!
Ciekawie. Czekam na następny. Zaskakujesz!
OdpowiedzUsuńWooo :o
OdpowiedzUsuń"-Jeśli chcesz, żebyśmy wyszli stąd cało uważaj co mówisz i co robisz. Pilnuj się mnie i błagam... uważaj na siebie".-zaintrygowało mnie to.
Rozdział jest po prostu fantastyczny.
I nie mogę się doczekać kolejnego <3
Pozdrawiam.
A.Wiktoria :*
Cała historia jest naprawdę cudowna masz talent ;*
OdpowiedzUsuń