niedziela, 12 kwietnia 2015

Chapter twentieht

Moje ciało zachowało się tak jakby było zaprogramowane na reagowanie na niebezpieczeństwo. Po usłyszeniu dwóch zdań padających z ust mojego towarzysza, wszystkie mięśnie się spięły a mózg zaczął pracować na wysokich obrotach.
-Dlaczego mnie pocałowałeś ?- zapytałam wpatrując się w jego oczy. Wciąż staliśmy opierając się czołami. Jego ciepły oddech łaskotał moje usta i nos.
-Czy to teraz takie ważne? Obiecaj mi, że zalecisz się do tego wszystkiego. Hope, proszę...
-Jasne.
-Co „jasne”? Masz mi obiecać.
-Obiecuję, ale pamiętaj, że to ty nas narażasz.
-Mam pełną świadomość grożącego nam niebezpieczeństwa, ale będę cię chronił za wszelką cenę.
-Dziękuję.- odpowiadam i delikatnie muskam jego wargi, ale on wtedy przyciąga mnie za biodra i pogłębia pocałunek, a ja oddaję mu, szczerze.
Uczucie towarzyszące mi podczas tej wariacji jest dziwnie przyjemne i urokliwe.
Co za ironia, w chwili zagrożenia, nie odpychasz go od siebie... wręcz przyciągasz, jesteś łatwa i płochliwa.
- Nie...- odsuwam Daniela od siebie na długość ramion. Naprawdę zachowuję się jak łatwa, napalona laska. Może i jestem taka, ale na pewno nie w stosunku do Daniela. Nie mam zamiaru wskakiwać mu do łóżka, on był moim porywaczem i prześladowcą.
- Chodźmy Hope. Czekają na nas...- chwyta moją dłoń i zaciąga wzdłuż czerwonego korytarza. Muzyka na końcu pomieszczenia jest głośniejsza. I wtedy jestem pewna, ze to nie jest normalny klub, gdzie za okazaniem fałszywego dowodu wchodzą nastolatkowie, żeby zapoznać się z tym światem.
Drzwi otwierają się przed nami same, są wykonane z grubego metalu i na pewno chronią przed pociskami. W momencie gdy powierzchnia przed nami się rozsuwa moja dolna warga opada niżej, oczy się rozszerzają.
Co do kurwy?
Wielka sala jest przyciemniona, ale jestem pewna, ze kolor ścian to czerwony. Pod sufitem zawieszone są metalowe stelaże ze światłami i nagłośnieniem. Podchodzę do metalowej poręczy balkoniku, na którym stoimy i sama nie potrafię uwierzyć w obrazy, które roztaczają się przede mną. W czterech kątach są umieszczone klatki jak dla ptaków, tylko te są o wiele większe i dostosowane do rozmiarów człowieka. Tak, człowieka. W środku, do muzyki tańczą półnagie kobiety. Parkiet też nie jest normalny miejscem, w równych odległościach od siebie umieszczone są stoliki, przy których siedzą mężczyźni i grają w karty, na środku każdego stolika jest kawałek wydzielonego miejsca i rura służąca do erotycznego tańca. We wschodniej części znajduje się duża scena w kształcie litery „T” z dwoma rurami na ramionach. Pode mną znajduje się sporej wielkości bar.
Kurwa, gdzie ja trafiłam? I to ja jestem łatwa?
Odwracam się w stronę Daniela, który spogląda w moją stronę z niepokojem i lekkim zmieszaniem. Przyznam, ze widzę go pierwszy raz od dawna w takiej sytuacji, jest zaniepokojony moją reakcją.
-Proszę zabierz mnie stąd...- mój głos jest bliski szeptu.
-Nie mogę Hope.- odpowiada bardzo spokojnie, a moje nerwy są już na wyczerpaniu.
-Jak to?- nie unoszę się, ale słysząc mój płaczliwy, wahający się głos prawie wybucham płaczem.
-Musimy tu zostać, przez jakiś czas. Przepraszam skarbie.- podchodzi do mnie i jego dłoń ląduje na moim policzku, delikatnie głaszcząc i uspokajając mnie.- Naprawdę nie chciałem cię narażać, ale nie ma Natalie, a ja musiałem tutaj być. Z kimś.
- Okey.- zgadzam się, po raz kolejny mój głos jest spokojny i cichy. Za cichy.
Nie jestem pewna, co kieruje moją decyzją. Do cholery, zgodziłam się na towarzyszenie mojemu porywaczowi w klubie go-go i hazardem, gdzie na stolikach tańczą nagie lub pół nagie kobiety.
Sama nigdy nie była grzeczną dziewczynką. Piłam, paliłam, imprezowałam, ale od zawsze gardziłam hazardem. Hazard był chyba jednym z najgorszych nałogów, przez jedną kartę można było pozbawić siebie i swojej rodziny dachu pod domem, pieniędzy na przyszłość. Pijąc, paląc staczasz się samotnie
Czuję jak dłoń Daniela chwyta moją i splata nasze palce. Nie spuszczam wzroku, żeby ujrzeć nasze splecione dłonie. Staram się być twarda, odganiam wszystkie myśli z mojej głowy, aby w chwili gdy stanę twarzą w twarz z jednym z wielu hazardzistów znajdujących się w pomieszczeniu. Nie chcę, żeby ktokolwiek poza Danielem wiedział, że się boję tutaj przebywać.
Moje serce przyśpiesza swój bieg...
Nakładam po raz kolejny maskę opanowanej, zimnej Hope, do której ciężko się zbliżyć.
Schodzimy metalowymi schodami w dół, aby zejść do głównej sali.
Czuję jak moja klatka piersiowa unosi się poprzez szaleńczy bieg serca…
Dłoń bruneta puszcza moja, ale po chwili ląduje na mojej talii mocno dociskając mnie do jego silnego ciała.
-Chcesz się czegoś napić?- pyta,a ja kiwam lekko głową. On to zauważa, bo zmieniamy nasz kierunek i ruszamy w stronę baru znajdującego się pod balkonem. Przy długiej, lśniące ladzie uwijają się zarówno roznegliżowane kobiety jak i ubrani w koszulki z nazwą klubu, mężczyźni.

Daniel nie mówi kelnerowi czego potrzebuje, tylko podnosi dwa palce do góry, gdy mężczyzna odnajduje go wzrokiem i jestem pewna, że brunet pojawiał się tutaj o wiele częściej niż ten raz.

**
Dziś krótszy, ale obiecuję, że w następnym będzie się wiele działo !

5 komentarzy = wiadomość dla mnie, że niedługo ma być kolejny rozdział ! I motywacja!

4 komentarze:

  1. Jestem ciekawa co dalej. Więc co? Pisz jak najciekawiej! Czekam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jest zajebisty.
    Pomysł na miejce, gdzie ją zabrał jest po prostu zajebisty ;)
    I z ogromną niecierpliwością czekam na kolejny!

    Pozdrawiam.
    A.Wiktoria :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bałam się, że miejsce będzie jednak totalnym niewypałem. Cieszę się, że zarowno miejsce jak i rozdział przypadły do gustu!

      Usuń