sobota, 13 czerwca 2015

Chapter twenty-first part II

 Kostki uderzające o siebie, szelest kart i dźwięk przemieszczanych żetonów towarzyszył mi od ponad półtorej godziny. Wkręciłam się w zabawę, a alkohol dostawiany mi prze kelnerów sprawiał, że moje myśli galopowały daleko od miejsca, w którym się znajdowałam. Już dawno zapomniałam o strachu, dzięki czemu puściłam rękę Daniela i poleciałam po całości. Jak na tak długa przerwę od wszelakich zabaw w formie hazardu, a raczej gierek podobnych do tej formy zabawy szło mi naprawdę świetnie. Wygrałam już trochę, ale i trochę straciłam. Daniel wycofał się już około dwudziestu minut temu. Widząc, że mam go kompletnie gdzieś przeszedł do części z barem, gdzie najprawdopodobniej siedział na jednym z wysokich stołków. Podczas gry dowiedziałam się od Drake'a, że loże wcale nie są tym czym są, lecz to mini bzykalnie. Wytłumaczył mi również zasadę, która panowała w ich grze. Przegrany z ostatniej rundy szedł do bzykalni z obecnym wygranym- bez limitu czasowego i bez uwzględniania płci. Nie wiem dlaczego, ale narodziła się we mnie chęć zwyciężenia tej rundy. Zapewne było to winą wypitego alkoholu, ale tak naprawdę w końcu dzięki temu wszystkiemu udało mi się zrelaksować.
-Wycofuję się!- krzyknęła Isobel, a zaraz za nią: Drake, Nic, Nathan i Jim. Max i Peter już dawno zrezygnowali, bo nie chcieli się za bardzo zapomnieć i przegrać wszystkiego. W grze zostałam tylko ja i Dominic.
Isobel, Nic, Nathan odeszli od stołu, dzięki czemu zrobiło się jeszcze więcej miejsca. Kątem oka zarejestrowałam jak Drake podchodzi w moją stronę.
- Wstań na chwilę.- w jego głosie usłyszałam chwilowe napięcie. Zrobiłam to, o co mnie poprosił, odsunęłam krzesło trochę dalej, a on to wykorzystał i usiadł na nim. Chciałam się już przesiąść, ale zanim zareagowałam tak jak chciałam, Drake pociągnął mnie za biodra i usadowił na swoich kolanach. Jego męskość była twarda i mocno stykała się z moją pupą. Zadrżałam, a on to zauważył i przełożył moje włosy na prawą stronę. Pochylił się w moją stronę.
- To ty tak na mnie działasz…- szepnął i pocałował mnie za uchem, ale Boże jak on całował! Jego idealne usta dotykały mojej spragnionej dotyku i uwagi skóry. Rozpraszało mnie to, ale chciałam zwyciężyć.
Przejrzałam karty, a uśmiech pojawił się samoistnie. Miałam cholernego pokera królewskiego. To był mój szczęśliwy dzień!
- Sprawdzam.- Dominic chyba był zbyt pewny siebie…. Rozłożyłam karty, a jego szczęka prawie opadła. Tak kochaniutki, twoje trzysta dolarów jest teraz moje.
- Gratuluję Drake, ty to zawsze masz szczęście.- słowa Dominica dotarły do mnie, ale ich znaczenie niekoniecznie. Usta mężczyzny wciąż pieściły moją skórę, a alkohol sprawiał, że nawet gdyby Drake nie był przystojny, nie przeszkadzałby mi ten fakt.
Odchyliłam mocniej szyję w prawą stronę ułatwiając dostęp do tych wrażliwych miejsc. Zamruczałam pod nosem, ale słuch mojego znajomego wyłapał to jego przyjaciel jeszcze bardziej uświadomił mnie w tym co jest na rzeczy.
Cholera. Mam przesrane.
Podniosłam się z mojego dotychczasowego miejsca i dopiero poczułam prawdziwe działanie alkoholu. Zakręciło mi się w głowie, świat zawirował a wzrok stracił na ostrości. Powinnam była się zatrzymać trzy szklanki temu. Na pewno nie musiałabym przez to przechodzić.
-Dominic, przepraszam, ale jak wiesz muszę się zająć uroczą Hope.- w głosie Drake;a słyszalne było napięcie, pożądanie i nutka ironii. Nieodłączna ironia.
-Dam sobie radę.- wyspałam i nawet nie zdążyłam odejść od nich, gdy zostałam uniesiona,a mój żołądek wykonał salto w tył, potem podwójny przewrót w przód. Dlaczego przyciągałam do siebie aż tyle problemów ?
-Postaw mnie na ziemi Drake! To nie jest zabawne! Zaraz się porzygam…- i wtedy upadłam na miękką kanapę, przy okazji uderzając głową w twardy element. Skojarzyłam tylko, że wylądowałam z nim w jednej z ośmiu bzykalni, reszta informacji odpłynęła daleko. Moje ciało poddało się wszystkiemu, mój mózg przestał reagować i kontrolować wszelkie procesy.
Drake pochylił się nade mną i przejechał dłonią od mojego kolana aż do biodra, podciągając przez to moją czarną sukienkę. Druga ręka wylądowała na moim ramieniu- zsuwał ramiączka materiału, który miałam na sobie. Z moich oczu popłynęły pierwsze łzy, naprawdę nie potrafiłam odpowiednio zareagować przez wypity alkohol i mocne zderzenie z meblem. Pragnęłam uciec daleko stąd. Moje serce głośno i szybko pompowało krew w moim krwioobiegu, przez co czułam rozlewającą się adrenalinę w żyłach. Tak naprawdę to co mi z tego, skoro i tak nie miałam możliwości i chęci do wykonania jakiegokolwiek poważniejszego ruchu.
W tej chwili tak bardzo nienawidziłam moich rodziców, za to jakiej pracy się podjęli, Jaką drogę wybrali i bez względu na konsekwencje zabrnęli tak daleko narażając mnie. Nienawidziłam mojego wujka. Nienawidziłam Natalie. Nienawidziłam James'a. Nienawidziłam Daniela, ale najbardziej nienawidziłam siebie. Nienawidziłam siebie za to jako się stoczyłam i jak wielki wpływ na moje życie miała przeszłość- jak mały krok wystarczał na to, żebym przekroczyła granicę i utonęła w morzu samotności i uzależnień.
Byłam po prostu słaba i nawet nie miałam dla kogo walczyć.
Moje rozszalałe ja nie potrafiło się skupić na kilku rzeczach naraz, albo mogłam przemyśleć coś, albo przyglądać się sytuacji, w której sama brałam udział. Zapomniałam o tym co działo się wokół mnie i już leżałam pod Drake'm bez sukienki jedynie w mojej bieliźnie. On sam miał na sobie bokserki i białą koszulę, w której był od samego początku. Czy to zaliczy się do normalnego stosunku, czy raczej do gwałtu ?
-Dlaczego to robisz?- zapytałam, skupiając się bardziej na wszystkim przed moimi oczyma. Starałam się zignorować fakt, że obraz strasznie się rozmazywał i musiałam ciągle mrugać, żeby nie tracić całkowitej ostrości.
-Bo przegrałem poprzednią rundę i mam do tego pełne prawo…
-Dr-Drake ja tego nie chcę.
-Witaj w moim świecie, skarbie.- zsunął ze mnie stanik, ale ktoś przerwał mu dalsze pozbywanie mnie bielizny. Drake zerwał się na równe nogi i odwrócił w stronę nowego obserwatora. Zdyszany mężczyzna, a z jego brązowych oczu płynął strach i ogromna wściekłość.
Daniel.
Brunet podbiegł do Drake'a i przywalił mu prosto w twarz, tak, że Mulat się zatoczył i upadł tuż obok mnie, na kanapę. Przez chwilę w pomieszczeniu pasowała cisza, ale Daniel podbiegł do mnie i chwycił mnie na ręce, łapiąc mnie pod kolanami i na plecach.
-Już ci nic nie grozi skarbie.- powiedział i zanurzył nos w moich włosach, lecz szybko się oderwał od mojej głosy patrząc ze zdezorientowaniem i jeszcze większą wściekłością.
-Krew. Co ten skurwiel ci zrobił?!
-Później...błagam…z-z-zabierz mnie stąd- mój głos stawał się coraz bardziej senny, nawet nie potrafiłam zapanować nad opadającymi powiekami, które tak bardzo w tamtej chwili mi ciążyły. Daniel wciąż trzymając mnie na rękach pochylił się, aby podnieść moją sukienkę. Zgarnął z kanapy czerwony, puszysty koc i przykrył moje roznegliżowane ciało materiałem. Ciepło ogarnęło moje ciało i po prostu zasnęłam.
***
Obudziło mnie ciche pochrapywanie i wszechogarniający gorąc, przez który nie mogłam dalej spać. Przewróciłam się na drugą stroną, przy okazji zrzucając z siebie materiał okrywający moje obolałe ciało. Głośny huk przeraził mnie i czym prędzej podniosłam się do pozycji siedzącej sprawdzając co jest nie tak. Z podłogi po prawej stronie doszedł mnie stłumiony jęk, dlatego zachowując ostrożności przesunęłam się w tamtą stronę i sprawdziłam co lub kto narobił tyle hałasu.
Okazało się, że nie kto inny jak Daniel leżał na mojej mało wygodnej, zimnej podłodze.
-Dzień dobry. Widzę, że się obudziłaś.- powiedział rozmasowując swój łokieć.
-Tak, ale powiedz mi co ty robiłeś w moim łóżku…
-Przez całą noc kontrolowałem twój oddech. Wczoraj dwukrotnie mnie przeraziłaś, bo straciłaś oddech.
-Jakoś sobie poradziłeś.- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
-Jak głowa?- zapytał i wtedy adrenalina opadła, a ja poczułam okropne pulsowanie i susze w gardle.
Czyżby kac?
-Słabo- powiedziałam zgodnie z prawdą. Skrzywiłam się delikatnie i wróciłam na swoje poprzednie miejsce. Przyciągnęłam do siebie trochę więcej kołdry i okrył am moje zmęczone ciało. Daniel podniósł się z podłogi i położył się na łóżku, obok mnie. Jego ramię objęło moją talię, a on sam przyglądał się mi z cierpliwością i smutkiem (?).
- To jak opowiesz mi co się wczoraj wydarzyło?

W moich oczach wezbrały łzy, bo do mojej głowy zaczęły się przedzierać niewyraźne wspomnienia wczorajszej nocy.

9 komentarzy:

  1. Gwalt! Gwalt! No prawie... gwalt!
    Ale Daniel hereo uratowal! O matko
    Akcja akcja :** czekam nn i zapraszam do mnie :3

    OdpowiedzUsuń
  2. nie no... tego to się nie spodziewałam

    OdpowiedzUsuń
  3. Łoo ale akcja :p
    Rozdział jest zajebisty!

    OdpowiedzUsuń
  4. kiedy kolejny rozdział ? :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialne ;* chce kolejny rozdzial :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdzie następny ja się pytam? Gdzie? Ja chce go tu o teraz

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdzie następny ja się pytam? Gdzie? Ja chce go tu o teraz

    OdpowiedzUsuń