piątek, 5 czerwca 2015

Chapter twenty first part 1

Po otrzymaniu drinka nawet przez sekundę nie zawahałam się nad wypiciem kolorowego napoju. Po prostu przechyliłam szklankę i opróżniłam ją do dna. Czując jak alkohol przyjemnie pali mój przełyk uśmiechnęłam się pod nosem. Teraz mogłam wytrzymać wszystko, nawet patrzenie na nagie kobiety.
Odwróciłam wzrok od mojej szklanki, która mimo faktu iż stała na ladzie baru, wciąż spoczywała w moich palcach delikatnie je chłodząc, przez lód, znajdujący się w naczyniu. Spojrzenie skierowałam na mojego towarzysza, o którego istnieniu zapomniałam.
-Może potrzebujesz czegoś jeszcze?- zapytał patrząc zdenerwowany prosto w moje oczy.
-Czyli jednak chcesz mnie upić…
-Nie, po prostu jeśli to ma ci pomóc przetrwać ten wieczór to zgadzam się, żebyś wypiła jeszcze.
-Dzięki, ale chyba się powstrzymam, chcę być świadoma faktu w jakim miejscu się znajduję. Szkoda tylko, że nie znam przyczyny tego…-palcami wykonałam cudzysłów w powietrzu i dokończyłam wypowiedź.- „uroczego wypadu”. Wiem, że twoje konto nie jest czyste, ale naprawdę powinieneś był mi powiedzieć, o co chodzi.
-Wszystko wyjaśnię ci gdy już stąd wyjdziemy.- jego odpowiedź sprawiła, że zapragnęłam jeszcze szybciej się stąd wydostać.
-Więc chodźmy.- dłońmi odepchnęłam się od lady i wstałam z wysokiego stołka barowego, na którym do tej pory siedziałam.
-Tak, chodźmy do moich znajomych.- westchnęłam, ale już nie stawiałam się, wiedziałam, że jedynym sposobem na wyjście stąd było spotkanie się z jego znajomymi kimkolwiek oni nie byli.
Gdzieś w głębi mojego ciała czułam nieodpartą chęć poznania tego świata. Chciałam wciągnąć się w to wszystko ponownie i poczuć tą adrenalinę. Jedynym co powstrzymywało mnie od zajęcia jednego z miejsc przy stołku był strach przed utratą tego wszystkiego- mojego mieszkania, zaufania rodziców i samej siebie.
Wiedziałam, że gdybym zaczęła na pewno cześć mnie, która długo walczyła o powrót do normalności zniknęłaby, a jej miejsce zajęłaby uzależniona dziewczyna z wieloma kompleksami.
Palce Daniela zacisnęły się na mojej przegubie i zostałam pociągnięta w stronę ciemnych drzwi w kącie sali. Wcześniej nie zdążyłam ich dostrzec albo i zdołałam to zrobić, ale stwierdziłam, że przejście prowadzi do toalet.
Podeszliśmy do ciemnej powierzchni, a mężczyzna wstukał kod dostępu na panelu, który znajdował się na wysokości jego ramion. Urządzenie wyświetliło krótki komunikat, że kod został przyjęty, a drzwi otworzyły się przed nami.
Naprawdę to wszystko coraz bardziej mnie przerażało, a zarazem podniecało. Znajdowałam się nad przepaścią, a krawędź, na której stałam zdawała się powoli obsuwać w dół. W otchłań mojej mrocznej przeszłości, z którą walczyłam przez bardzo długi czas.
Weszliśmy do krótkiego korytarza za drzwiami. Po zamknięciu drzwi okazało się, że pomieszczenie jest dźwiękoszczelne, dzięki czemu moje uszy mogły w końcu odpocząć od głośnej muzyki płynącej z głównej sali.
Na końcu dobrze oświetlonego pomieszczenia znajdowały się dwustopniowe schody, ale to nie schody zwróciły moją uwagę, tylko to co znajdowało się w tym ogromnym pokoju. Na środku stał wielki, okrągły stół, przy którym siedziało siedmiu mężczyzn wraz ze swoimi towarzyszkami i jedna, elegancko ubrana kobieta. Przy meblu stały jeszcze dwa wolne krzesła- dla kolejnych graczy. Pod ścianami zauważyłam loże, które można było osłonić przed ciekawskim wzrokiem osób znajdujących się w pomieszczeniu, poprzez zasunięcie ciemnoczerwonego materiału. Sześć loży było pustych, a dwie zasłonięte. Chyba nawet domyślam się po co są te odosobnione miejsca. Przy lewej ścianie znajdował się długi bar z trzema mężczyznami zajmującymi się przygotowywaniem i serwowaniem napojów. Na dwóch stołkach barowych siedziały kobiety w eleganckich sukienkach i właśnie przez ten strój ciężko było mi stwierdzić, czy pracowały tu. Całe pomieszczenie było lekko przyciemnione, co nadawało temu miejscu pewnej tajemnicy i klimatu.
Mocno ścisnęłam rękę mojego towarzysza.
W co on był wplatany?
-Usiądźmy.- szepnął mi do ucha i pozwolił mi pierwszej zejść po schodach. Nie traciliśmy ze sobą kontaktu fizycznego. Mimo, że mnie porwał, to tylko go znałam i czułam się bezpieczniej w tym miejscu dzięki jego obecności.
Podeszliśmy do stołu, a wszystkie pary oczy skierowały się na mnie i Daniela stojącego obok mnie. Rozejrzałam się po twarzach obecnych tu osób. Tylko dwóch mężczyzn było po trzydziestym roku życia, pozostali wyglądali na mniej niż trzydzieści. Na ich kolanach, lub obok krzątały się ich kobiety, o których strojach i zachowaniach naprawdę wolę zapomnieć. Jedyna kobieta, która siedziała przy tym stole do gry była maksymalnie w wieku dwudziestu pięciu lat. Piękno, elegancja, seksualność i profesjonalizm- te właśnie cechy biły z brązowych oczu rudej.
- Daniel! Jak miło, że się pojawiłeś… i to nie sam. Przedstawisz nam swoją towarzyszkę?- blondyn z idealnie wystylizowanymi włosami i niebieskimi oczami dokładnie mi się przyjrzał, od góry do dołu, dłużej zatrzymując się na piersiach i nogach.
Cholera?
-To Hope. Hope poznaj: Max, Nick, Drake, Dominic, Nate, Jim, Peter i Isobel.- wskazywał po kolei dłonią swoich znajomych zaczynając od blondyna, który mnie lustrował, a ja w odpowiedzi jedynie skinęłam głową, bo w moim gardle zawiązał się wielki supeł paraliżujący moje usta.
Daniel nie czekał zbyt długo na odpowiedzi ze strony grających, po prostu pociągnął nas w stronę wolnych krzeseł.
I nie zgadniecie! Pomimo faktu, że dwa meble były wolne, to ten debil posadził mnie sobie na kolanach.
-Co ty robisz? - zapytałam go, mówiąc to wprost do jego ucha, aby słowa dotarły tylko do jego osoby.
-Chronię cię, przed nimi. Uwierz mi to kiepski pomysł, żebyś siedziała pozostawiona sama sobie.- ucałował me usta. To był krótki pocałunek, zawierający obietnicę spełnienia wcześniejszej deklaracji.
-Daniel, Hope wchodzicie do gry?- zapytał Max.
-Ja- tak, Hope nie chce wydawać pieniędzy na nic innego niż buty…
Faceci…
- Ahh, te kobiety.- ten głos nie należał do mężczyzny, był aksamitny i kobiecy. Isobel. Cholerny ideał.- Szkoda, że twoja zabaweczka, nie chce się z nami zabawić…
Ja zabaweczką?
- Z chęcią zagram i przepuszczę trochę pieniędzy na coś innego niż buty.- uśmiechnęłam się ironicznie i poczułam jak mięśnie Daniela napięły się jak struny w gitarze.
Mocno mam przejebane?
- To świetnie.- odparł Drake. Drake miał niemal czarne włosy i oczy, Jego karnacja jak jedyna wyróżniała się barwą. Był Mulatem, dobrze zbudowanym i cholernie przystojnym.- Za ile wchodzicie?
-Oboje za tysiąc dolarów.- odpowiedział mój porywacz. Zadziwiła mnie ta kwota, ale wiedziałam, że on ma mnóstwo pieniędzy i fakt, że przegram tysiaka nie będzie mu robił wielkiej różnicy.

-Dwa tysiące dla was…- otrzymaliśmy nasze monety i w tym samym momencie zeszłam z kolan Daniela, tylko dlatego, ze zajął się układaniem żetonów. Umościłam swój tyłek na wygodnym, eleganckim meblu i ułożyłam żetony. Prawa ręka Daniela złapała moją lewą i umieścił je na moim lewym udzie. Cieszyłam się, że był tu on. Mimo niedawnych, negatywnych wydarzeń, nie potrafiłam sobie wyobrazić nikogo innego.- Możemy zaczynać.

~~~~~

Długo sie nie odzywałam,ale  musiałam odpocząć i zająć się szkołą. :)
Teraz chce wrócić i mam zamiar doprowadzić tą historię do końca!
Co do rozdziału... ma ponad tysiąc słów, a do niego jest druga część, która jeszcze nie jest skompletowana, ale spokojnie- będzie. :)
Udanego weekendu!



5 komentarzy:

  1. Powrót.... To świetny pomysł :-) czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, nadszedł ten czas. Wzięłam się w garść i w końcu mam motywacje do tej historii. :D dziękuję ♥

      Usuń
  2. Miło, że wróciłaś <3
    Rozdział jak zwykle świetny ;)

    OdpowiedzUsuń