Po otrzymaniu drinka
nawet przez sekundę nie zawahałam się nad wypiciem kolorowego
napoju. Po prostu przechyliłam szklankę i opróżniłam ją do
dna. Czując jak alkohol przyjemnie pali mój przełyk uśmiechnęłam
się pod nosem. Teraz mogłam wytrzymać wszystko, nawet patrzenie na
nagie kobiety.
Odwróciłam wzrok
od mojej szklanki, która mimo faktu iż stała na ladzie baru, wciąż
spoczywała w moich palcach delikatnie je chłodząc, przez lód,
znajdujący się w naczyniu. Spojrzenie skierowałam na mojego
towarzysza, o którego istnieniu zapomniałam.
-Może potrzebujesz
czegoś jeszcze?- zapytał patrząc zdenerwowany prosto w moje oczy.
-Czyli jednak
chcesz mnie upić…
-Nie, po prostu
jeśli to ma ci pomóc przetrwać ten wieczór to zgadzam się, żebyś
wypiła jeszcze.
-Dzięki, ale chyba
się powstrzymam, chcę być świadoma faktu w jakim miejscu się
znajduję. Szkoda tylko, że nie znam przyczyny tego…-palcami
wykonałam cudzysłów w powietrzu i dokończyłam wypowiedź.-
„uroczego wypadu”. Wiem, że twoje konto nie jest czyste, ale
naprawdę powinieneś był mi powiedzieć, o co chodzi.
-Wszystko wyjaśnię
ci gdy już stąd wyjdziemy.- jego odpowiedź sprawiła, że
zapragnęłam jeszcze szybciej się stąd wydostać.
-Więc chodźmy.-
dłońmi odepchnęłam się od lady i wstałam z wysokiego stołka
barowego, na którym do tej pory siedziałam.
-Tak, chodźmy do
moich znajomych.- westchnęłam, ale już nie stawiałam się,
wiedziałam, że jedynym sposobem na wyjście stąd było spotkanie
się z jego znajomymi kimkolwiek
oni nie byli.
Gdzieś w głębi mojego ciała czułam nieodpartą chęć poznania
tego świata. Chciałam wciągnąć się w to wszystko ponownie i
poczuć tą adrenalinę. Jedynym co powstrzymywało mnie od zajęcia
jednego z miejsc przy stołku był strach przed utratą tego
wszystkiego- mojego mieszkania, zaufania rodziców i samej siebie.
Wiedziałam, że gdybym zaczęła na pewno cześć mnie, która
długo walczyła o powrót do normalności zniknęłaby, a jej
miejsce zajęłaby uzależniona dziewczyna z wieloma kompleksami.
Palce Daniela zacisnęły się na mojej przegubie i zostałam
pociągnięta w stronę ciemnych drzwi w kącie sali. Wcześniej nie
zdążyłam ich dostrzec albo i zdołałam to zrobić, ale
stwierdziłam, że przejście prowadzi do toalet.
Podeszliśmy do ciemnej powierzchni, a mężczyzna wstukał kod
dostępu na panelu, który znajdował się na wysokości jego ramion.
Urządzenie wyświetliło krótki komunikat, że kod został
przyjęty, a drzwi otworzyły się przed nami.
Naprawdę to wszystko coraz bardziej mnie przerażało, a zarazem
podniecało. Znajdowałam się nad przepaścią, a krawędź, na
której stałam zdawała się powoli obsuwać w dół. W otchłań
mojej mrocznej przeszłości, z którą walczyłam przez bardzo długi
czas.
Weszliśmy do krótkiego korytarza za drzwiami. Po zamknięciu drzwi
okazało się, że pomieszczenie jest dźwiękoszczelne, dzięki
czemu moje uszy mogły w końcu odpocząć od głośnej muzyki
płynącej z głównej sali.
Na końcu dobrze oświetlonego pomieszczenia znajdowały się
dwustopniowe schody, ale to nie schody zwróciły moją uwagę, tylko
to co znajdowało się w tym ogromnym pokoju. Na środku stał
wielki, okrągły stół, przy którym siedziało siedmiu mężczyzn
wraz ze swoimi towarzyszkami i jedna, elegancko ubrana
kobieta. Przy meblu stały jeszcze dwa wolne krzesła- dla kolejnych
graczy. Pod ścianami zauważyłam loże, które można było osłonić
przed ciekawskim wzrokiem osób znajdujących się w pomieszczeniu,
poprzez zasunięcie ciemnoczerwonego materiału. Sześć loży było
pustych, a dwie zasłonięte. Chyba nawet domyślam się po co są te
odosobnione miejsca. Przy lewej ścianie znajdował się długi
bar z trzema mężczyznami zajmującymi się przygotowywaniem i
serwowaniem napojów. Na dwóch stołkach barowych siedziały kobiety
w eleganckich sukienkach i właśnie przez ten strój ciężko było
mi stwierdzić, czy pracowały tu. Całe pomieszczenie było lekko
przyciemnione, co nadawało temu miejscu pewnej tajemnicy i klimatu.
Mocno ścisnęłam rękę mojego towarzysza.
W co on był wplatany?
-Usiądźmy.- szepnął mi do ucha i pozwolił mi pierwszej
zejść po schodach. Nie traciliśmy ze sobą kontaktu fizycznego.
Mimo, że mnie porwał, to tylko go znałam i czułam się
bezpieczniej w tym miejscu dzięki jego obecności.
Podeszliśmy do stołu, a wszystkie pary oczy skierowały się na
mnie i Daniela stojącego obok mnie. Rozejrzałam się po twarzach
obecnych tu osób. Tylko dwóch mężczyzn było po trzydziestym roku
życia, pozostali wyglądali na mniej niż trzydzieści. Na ich
kolanach, lub obok krzątały się ich kobiety, o których strojach i
zachowaniach naprawdę wolę zapomnieć. Jedyna kobieta, która
siedziała przy tym stole do gry była maksymalnie w wieku dwudziestu
pięciu lat. Piękno, elegancja, seksualność i profesjonalizm- te
właśnie cechy biły z brązowych oczu rudej.
- Daniel! Jak miło, że się pojawiłeś… i to nie sam.
Przedstawisz nam swoją towarzyszkę?- blondyn z idealnie
wystylizowanymi włosami i niebieskimi oczami dokładnie mi się
przyjrzał, od góry do dołu, dłużej zatrzymując się na
piersiach i nogach.
Cholera?
-To Hope. Hope poznaj: Max, Nick, Drake, Dominic, Nate, Jim,
Peter i Isobel.- wskazywał po kolei dłonią swoich znajomych
zaczynając od blondyna, który mnie lustrował, a ja w odpowiedzi
jedynie skinęłam głową, bo w moim gardle zawiązał się wielki
supeł paraliżujący moje usta.
Daniel nie czekał zbyt długo na odpowiedzi ze strony grających,
po prostu pociągnął nas w stronę wolnych krzeseł.
I nie zgadniecie! Pomimo faktu, że dwa meble były wolne, to ten
debil posadził mnie sobie na kolanach.
-Co ty robisz? - zapytałam go, mówiąc to wprost do jego ucha, aby
słowa dotarły tylko do jego osoby.
-Chronię cię, przed nimi. Uwierz mi to kiepski pomysł, żebyś
siedziała pozostawiona sama sobie.- ucałował me usta. To był
krótki pocałunek, zawierający obietnicę spełnienia wcześniejszej
deklaracji.
-Daniel, Hope wchodzicie do gry?- zapytał Max.
-Ja- tak, Hope nie chce wydawać pieniędzy na nic innego niż buty…
Faceci…
- Ahh, te kobiety.- ten głos nie należał do mężczyzny,
był aksamitny i kobiecy. Isobel. Cholerny ideał.- Szkoda, że twoja
zabaweczka, nie chce się z nami zabawić…
Ja zabaweczką?
- Z chęcią zagram i przepuszczę trochę pieniędzy na coś innego
niż buty.- uśmiechnęłam się ironicznie i poczułam jak mięśnie
Daniela napięły się jak struny w gitarze.
Mocno mam przejebane?
- To świetnie.- odparł Drake. Drake miał niemal czarne
włosy i oczy, Jego karnacja jak jedyna wyróżniała się barwą.
Był Mulatem, dobrze zbudowanym i cholernie przystojnym.- Za ile
wchodzicie?
-Oboje za tysiąc dolarów.- odpowiedział mój porywacz. Zadziwiła
mnie ta kwota, ale wiedziałam, że on ma mnóstwo pieniędzy i fakt,
że przegram tysiaka nie będzie mu robił wielkiej różnicy.
-Dwa tysiące dla was…- otrzymaliśmy nasze monety i w tym samym
momencie zeszłam z kolan Daniela, tylko dlatego, ze zajął się
układaniem żetonów. Umościłam swój tyłek na wygodnym,
eleganckim meblu i ułożyłam żetony. Prawa ręka Daniela złapała
moją lewą i umieścił je na moim lewym udzie. Cieszyłam się, że
był tu on. Mimo niedawnych, negatywnych wydarzeń, nie potrafiłam
sobie wyobrazić nikogo innego.- Możemy zaczynać.
~~~~~
Długo sie nie odzywałam,ale musiałam odpocząć i zająć się szkołą. :)
Teraz chce wrócić i mam zamiar doprowadzić tą historię do końca!
Co do rozdziału... ma ponad tysiąc słów, a do niego jest druga część, która jeszcze nie jest skompletowana, ale spokojnie- będzie. :)
Udanego weekendu!

Powrót.... To świetny pomysł :-) czekam na next.
OdpowiedzUsuńTak, nadszedł ten czas. Wzięłam się w garść i w końcu mam motywacje do tej historii. :D dziękuję ♥
UsuńCudo czekam! :*
OdpowiedzUsuń♥
UsuńMiło, że wróciłaś <3
OdpowiedzUsuńRozdział jak zwykle świetny ;)