niedziela, 8 marca 2015

NIESPODZIEWAJKA !


-Daniel Murray.-kobiecy głos rozchodzi się po korytarzu, w którym oczekuję na odzyskanie moich rzeczy osobistych.
Kurwa, czemu to musiało tak długo trwać? Mam tylko nadzieję, że Jamie przyjedzie po mnie. Jeśli nie, to urwę mu osobiście łeb. Dogadaliśmy się, że ma przyjechać po mnie i odebrać mnie z tego cholernego więzienia.
Wstaję z metalowego krzesła, którego oparcie wbijało mi się w plecy. Od siedzącej kobiety dzieli mnie szerokość korytarza, którą pokonuję pięcioma krokami.
-Daniel Murray?- pyta.
Kobieta która siedzi przede mną jest blisko ukończenie czterdziestego roku życia. Ma włosy koloru blond, ale jestem pewien, że je farbuje. Niebieskie oczy wpatrują się pewnie w moją twarz, ona nie boi się spojrzeć w oczy przestępcy, przecież ma z nimi styczność na co dzień.
-Nie, Brad Pitt- odpowiadam sarkastycznie na to jakże głupie pytanie.- Tak, to ja...
Burczy kilka słów pod nosem i wręcza mi moje poskładane ubrania, telefon, zegarek, portfel i buty. Zabieram rzeczy uprzednio uśmiechając się do blondynki i ruszam w kierunku drzwi mieszczących się na końcu korytarza. Zmierzam właśnie ku mojej wolności i pragnieniu zemsty.
Trafiłem do więzienia tylko dlatego, że już kiedyś wdałem się w nie jeden konflikt z prawej. Nikt nic na mnie nie miał, ale wsadzili mnie za kraty na całe dwa lata, bez możliwości wpłaty kaucji.
Otwieram duże metalowe drzwi, a moją twarz ogrzewają wiosenne promienie. Ruszam przed siebie, rozglądając się po małym parkingu w poszukiwaniu jakiegoś znajomego samochodu.
-Daniel !- słyszę za sobą głos przyjaciela, więc odwracam się i widzę go z przyklejonym do twarzy uśmiechem. Podchodzę i obdarowuję go męskim uściskiem.- Dobrze, że to już koniec.- mówi i się jeszcze szerzej uśmiecha, o ile to jest możliwe.
-To nie koniec, to dopiero początek.
Jamie blednie na twarzy, nikt jeszcze nie wie o moich zamiarach.
-Jak to? Przecież wyszedłeś z więzienia.
-Z jakiegoś powodu tu trafiłem
-Choler, chyba nie myślisz o mszczeniu się ?
Uśmiecham się zadziornie do bruneta.
-Tak właśnie o tym mówię, przyjacielu.

~*~

Od mojego wyjścia z więzienia minęły dwa miesiące. Przez całe dwa miesiące zbierałem potrzebne mi informacje, na temat rodziny Tramiltone. Wiem, że Amanda Tramiltone- mój sędzia- ma męża- Kyle, który jest policjantem- i córkę- Hope. To właśnie ich córka stanie się moim celem, to ona mi pomoże, a potem ją zniszczę. Zniszczę ich wszystkich, bez wyjątku, ale najbardziej zależy mi na tej dziewczynie.
-Natalie! Jesteś już gotowa ?!- krzyczę z dołu.
-Prawie !
Choler, podróż do Washyngtonie nie trwa pięciu minut, mieliśmy wyjechać już blisko godzinę temu, ale blondynka zapomniała się spakować wieczorem.
Natalie poznałem w klubie, gdy razem z Jamie'm chcieliśmy się trochę odstresować. Wtedy podeszła do mnie i poprosiła o taniec, zgodziłem się, bo przecież o to mi chodziło. Pragnąłem zabawy. Przetańczyliśmy kilka piosenek, ocierając się o swoje ciała. W końcu wylądowaliśmy u mnie. Następnego dnia blondynka mnie zaskoczyła swoim pytaniem, chciała się przyłączyć do mnie i Jamie'go. Zdziwiło mnie to, że coś o mnie wiedziała, ale pozwoliłem jej zostać z nami. Mieszka z nami już prawie półtora miesiąca i naprawdę cieszę, się z tego jaką decyzję podjąłem. Jesteśmy przyjaciółmi z korzyściami i nam obojgu odpowiadają takie relacje.
-Gotowa.
Nawet nie zauważyłem, gdy zeszła na dół. Świetnie, możemy już jechać i poznać nasz cel.

~*~

Washyngton jest miastem, które od nigdy nie przyciągało mojej uwagi. Jestem tu tylko z obowiązku, o ile chęć zemsty można nazwać obowiązkiem.
Podjeżdżamy moim samochodem pod moje mieszkanie, które mieści się ulicę dalej od domu Hope Tramiltone. Udało nam się znaleźć coś małego, idealnego dla mnie. Przez jakiś czas razem ze mną pomieszka Natalie, będzie śledziła brunetkę tam, gdzie ja nie będę miał dostępu.
Wydaje mi się, że jesteśmy przygotowani na wszystko.
Wysoka, murowana kamienica tak właśnie odbieram budynek, w którym będę zmuszony mieszkać przez nieokreślony przedział czasu. Wysiadam z samochodu i wyjmuję dwie walizki, w bagażniku zostało jeszcze kilka kartonów, ale tym zajmę się później. Wchodzimy przez ciężkie, metalowe drzwi. Naszym oczom ukazuje się czysta, zadbana klatka schodowa. Wspinamy się aż na piąte piętro. Będę zmuszony do codziennego wspinania się po tych schodach. Chociaż, nie jest to, aż takie złe, to dobry trening. Brązowe drewniane drzwi prowadza do mojego mieszkania. Natalie wyjmuje klucze z kieszeni i otwiera przed nami drzwi, pozwalając mi wejść pierwszemu jako, że trzymam nasze walizki.
Hol jest mały. Podłoga to zwykłe kafelki, na które chyba nie powinienem zwracać uwagi. Ściany są białe, albo szare. Istnieje możliwość, że były białe, kiedyś.
Stawiam walizki i zdejmuję buty. Chcę się rozejrzeć po tej klitce.
Sypialnia jest stworzona tak, aby zmieściło się w niej dwuosobowe łóżko i nic więcej. Pomieszczenie jest jasne, a jedną ścianę zajmuje duże okno z widokiem na...nic. Kogo interesuje panorama uprzemysłowionego miasta? Na pewno nie mnie.
Kuchnia jest chyba największym pomieszczeniem w całym mieszkaniu. Aneks kuchenny wyróżnia się swoją ciemną kolorystyką. Po przejrzeniu kilku szafek stwierdziłem, że mamy już wyposażenie, którego nie musimy zakupywać. W salonie znajdują się: sofa, stolik, komoda przystosowana do ustawienia telewizora. Łazienka razi swoją prostotą, plusem jest to, że mam prysznic zamiast wanny. Całe mieszkanie jest utrzymane w biali i szarości, jak zakład dla ludzi umysłowo chorych. Trudno, wytrzymam tu. To wszystko ma większy cel, a ze wszelkimi niedogodnościami muszę sobie poradzić.
-I jak ci się podoba?- pytam mojej przyjaciółki, która dołącza do mnie.
-Jest okey, nie jest jakieś cudowne, ale wiesz biorąc pod uwagę to, że praktycznie będziesz tutaj sam. Powinno ci wystarczyć.
-Oh, dzięki.- mruczę niezadowolony.
-Lepiej sprawdźmy, czy łóżko jest wytrzymałe.
-Dobry pomysł.- odpowiadam i wręcz zaciągam ją do małej sypialni.

~*~

Nienawidzę chodzić do kubów. Głośna muzyka, zapach tytoniu łączący się z wonią alkoholu i potem tworzy mieszankę, przez którą mam ochotę zwrócić mój obiad. Jestem tutaj, bo właśnie do tego klubu wybrała się Hope.
Po roku obserwacji zauważyłem tylko, że jest strasznie nieodpowiedzialną, rozpuszczoną imprezowiczką. Rodzice pojawiali się u niej rzadko, a ona u nich wcale, co oczywiście było mi na rękę.
Nasze pierwsze „spotkanie” odbyło się w hipermarkecie, w którym oboje robiliśmy codziennie zakupy. Zobaczyłem ją przy dziale z chemią i naprawdę zaskoczył mnie fakt iż jej wygląd różnił się od tego co widziałem na zdjęciach.
Była niską brunetką, o kobiecych kształtach. Na jej twarzy gościł uśmiech, który zachwycał swoją promiennością i radością. Była ubrana w letnią, zwiewną sukienkę i czarną, skórzaną kurtkę. Uznałem ja wtedy za kobietę wartą uwagi.
Po kilku miesiącach dalszego śledzenia zdenerwował mnie fakt iż dziewczyna często zmieniała swoich partnerów, o ile partnerem można nazwać faceta, którego zaprasza się na jedną noc.
Aktualnie oboje siedzieliśmy przy barze. Miałem ją naprzeciwko siebie i od dwóch godzin tak naprawdę nic się nie działo. Jedyne co robiła to piła drinka za drinkiem. Naprawdę? Przyszła nawalić się do klubu ?
Dzisiejszy wieczór był ostatnim spędzonym w Washyngtonie. Jutro mieliśmy zrealizować nasz plan. Mój plan.
Wstała i zaczęła się przedzierać przez parkiet, robiąc sobie przejście do drzwi wyjściowych. Zerwałem się z mojego stołka barowego i pobiegłem za nią, przedzierając isę przez tłum ściśniętych ciał.
Wyszliśmy przed klub, utrzymywałem bezpieczna odległość między nami. Brunetka usiadła na chodniku, kilka metrów od wejścia do klubu. Oparła się plecami o ścianę i zamknęła oczy.
Dziewczyno chyba nie masz zamiaru tu spać?
Zanim zdążyłem wykonać jakiś ruch w jej kierunku u jej boku pojawił się jakiś facet.
Cholera, chyba powinienem jej pomóc. Ona nie będzie nic pamiętała następnego dnia, a co jeśli ten facet ją zgwałci?
Podchodzę do nich i widzę jak mężczyzna schyla się do niej i mówi coś do ucha, a ona wybucha śmiechem. Cholera jasna! Zaciskam pięści.
-Kochanie tu jesteś! Szukałem cię.- mówię i wiem, ze wychodzę kompletnego idiotę, ale powinienem jej pomóc i tak nie będzie nic pamiętała następnego dnia. Nie po tak wielkiej dawce alkoholu.- Koleś odwal się od mojej dziewczyny. - mężczyzna unosi ramiona ku górze, w geście kapitulacji.
Dziewczyna patrzy na mnie zdziwiona, tak ja też się sobie dziwię.
-Znamy.. się?- bełkocze, ale wyłapuję cały sens jej wypowiedzi.
-Nie, tylko ci pomogę.- odpowiadam i schylam się ku niej w celu pomocy przy wstaniu.
-Chyba zemdleję...- mówi i ląduje w moich ramionach, a informacja dociera do mojego mózgu z opóźnieniem.
-Co?- nie pozostaje mi nic innego jak wziąć ją na ręce i zanieść do jej mieszkania.

-Miło cię poznać, Hope.

NOTKA OD AUTORKI:
<ALBO ŻYCZENIA>
Kobietki Wy moje, życzę Wam spęłnienia waszych marzeń !
Żebyście się rozwijały (chodzi mi o pasje).
Dużo miłości i fantastycznych przyjaciół!
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI DNIA KOBIET!

Mam nadzieję, że prezent przypadnie Wam do gustu :3
Wczoraj pojawił się rozdział siedemnasty .
ZAPRASZAM SERDECZNIE !

2 komentarze:

  1. Bardzo podoba mi się to, że przedstawiłaś ten rozdział z perspektywy Daniela :D
    Rozdział jest po prostu fantastyczny!( z resztą jak każdy ;3)

    Z niecierpliwością czekam na kolejny!
    A.Wiktoria :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciszę się, że rozdział z tej perspektywy przypadł Ci do gustu !
      I bardzo dziękuję za każdy komentarz :*

      Usuń