-Daniel Murray.-kobiecy głos rozchodzi się po korytarzu, w którym
oczekuję na odzyskanie moich rzeczy osobistych.
Kurwa, czemu to musiało tak długo trwać? Mam tylko nadzieję, że
Jamie przyjedzie po mnie. Jeśli nie, to urwę mu osobiście łeb.
Dogadaliśmy się, że ma przyjechać po mnie i odebrać mnie z tego
cholernego więzienia.
Wstaję z metalowego krzesła, którego oparcie wbijało mi się w
plecy. Od siedzącej kobiety dzieli mnie szerokość korytarza, którą
pokonuję pięcioma krokami.
-Daniel Murray?- pyta.
Kobieta która siedzi przede mną jest blisko ukończenie
czterdziestego roku życia. Ma włosy koloru blond, ale jestem
pewien, że je farbuje. Niebieskie oczy wpatrują się pewnie w moją
twarz, ona nie boi się spojrzeć w oczy przestępcy, przecież ma z
nimi styczność na co dzień.
-Nie, Brad Pitt- odpowiadam sarkastycznie na to jakże głupie
pytanie.- Tak, to ja...
Burczy kilka słów pod nosem i wręcza mi moje poskładane ubrania,
telefon, zegarek, portfel i buty. Zabieram rzeczy uprzednio
uśmiechając się do blondynki i ruszam w kierunku drzwi
mieszczących się na końcu korytarza. Zmierzam właśnie ku mojej
wolności i pragnieniu zemsty.
Trafiłem do więzienia tylko dlatego, że już kiedyś wdałem się
w nie jeden konflikt z prawej. Nikt nic na mnie nie miał, ale
wsadzili mnie za kraty na całe dwa lata, bez możliwości wpłaty
kaucji.
Otwieram duże metalowe drzwi, a moją twarz ogrzewają wiosenne
promienie. Ruszam przed siebie, rozglądając się po małym parkingu
w poszukiwaniu jakiegoś znajomego samochodu.
-Daniel !- słyszę za sobą głos przyjaciela, więc odwracam się i
widzę go z przyklejonym do twarzy uśmiechem. Podchodzę i
obdarowuję go męskim uściskiem.- Dobrze, że to już koniec.- mówi
i się jeszcze szerzej uśmiecha, o ile to jest możliwe.
-To nie koniec, to dopiero początek.
Jamie blednie na twarzy, nikt jeszcze nie wie o moich zamiarach.
-Jak to? Przecież wyszedłeś z więzienia.
-Z jakiegoś powodu tu trafiłem
-Choler, chyba nie myślisz o mszczeniu się ?
Uśmiecham się zadziornie do bruneta.
-Tak właśnie o tym mówię, przyjacielu.
~*~
~*~
Od mojego wyjścia z więzienia minęły dwa miesiące. Przez całe
dwa miesiące zbierałem potrzebne mi informacje, na temat rodziny
Tramiltone. Wiem, że Amanda Tramiltone- mój sędzia- ma męża-
Kyle, który jest policjantem- i córkę- Hope. To właśnie ich
córka stanie się moim celem, to ona mi pomoże, a potem ją
zniszczę. Zniszczę ich wszystkich, bez wyjątku, ale najbardziej
zależy mi na tej dziewczynie.
-Natalie! Jesteś już gotowa ?!- krzyczę z dołu.
-Prawie !
Choler, podróż do Washyngtonie nie trwa pięciu minut, mieliśmy
wyjechać już blisko godzinę temu, ale blondynka zapomniała się
spakować wieczorem.
Natalie poznałem w klubie, gdy razem z Jamie'm chcieliśmy się
trochę odstresować. Wtedy podeszła do mnie i poprosiła o taniec,
zgodziłem się, bo przecież o to mi chodziło. Pragnąłem zabawy.
Przetańczyliśmy kilka piosenek, ocierając się o swoje ciała. W
końcu wylądowaliśmy u mnie. Następnego dnia blondynka mnie
zaskoczyła swoim pytaniem, chciała się przyłączyć do mnie i
Jamie'go. Zdziwiło mnie to, że coś o mnie wiedziała, ale
pozwoliłem jej zostać z nami. Mieszka z nami już prawie półtora
miesiąca i naprawdę cieszę, się z tego jaką decyzję podjąłem.
Jesteśmy przyjaciółmi z korzyściami i nam obojgu odpowiadają
takie relacje.
-Gotowa.
Nawet nie zauważyłem, gdy zeszła na dół. Świetnie, możemy już
jechać i poznać nasz cel.
~*~
Washyngton jest miastem, które od nigdy nie przyciągało mojej
uwagi. Jestem tu tylko z obowiązku, o ile chęć zemsty można
nazwać obowiązkiem.
Podjeżdżamy moim samochodem pod moje mieszkanie, które mieści się
ulicę dalej od domu Hope Tramiltone. Udało nam się znaleźć coś
małego, idealnego dla mnie. Przez jakiś czas razem ze mną
pomieszka Natalie, będzie śledziła brunetkę tam, gdzie ja nie
będę miał dostępu.
Wydaje mi się, że jesteśmy przygotowani na wszystko.
Wysoka, murowana kamienica tak właśnie odbieram budynek, w którym
będę zmuszony mieszkać przez nieokreślony przedział czasu.
Wysiadam z samochodu i wyjmuję dwie walizki, w bagażniku zostało
jeszcze kilka kartonów, ale tym zajmę się później. Wchodzimy
przez ciężkie, metalowe drzwi. Naszym oczom ukazuje się czysta,
zadbana klatka schodowa. Wspinamy się aż na piąte piętro. Będę
zmuszony do codziennego wspinania się po tych schodach. Chociaż,
nie jest to, aż takie złe, to dobry trening. Brązowe drewniane
drzwi prowadza do mojego mieszkania. Natalie wyjmuje klucze z
kieszeni i otwiera przed nami drzwi, pozwalając mi wejść
pierwszemu jako, że trzymam nasze walizki.
Hol jest mały. Podłoga to zwykłe kafelki, na które chyba nie
powinienem zwracać uwagi. Ściany są białe, albo szare. Istnieje
możliwość, że były białe, kiedyś.
Stawiam walizki i zdejmuję buty. Chcę się rozejrzeć po tej
klitce.
Sypialnia jest stworzona tak, aby zmieściło się w niej dwuosobowe
łóżko i nic więcej. Pomieszczenie jest jasne, a jedną ścianę
zajmuje duże okno z widokiem na...nic. Kogo interesuje panorama
uprzemysłowionego miasta? Na pewno nie mnie.
Kuchnia
jest chyba największym pomieszczeniem w całym mieszkaniu. Aneks
kuchenny wyróżnia się swoją ciemną kolorystyką. Po przejrzeniu
kilku szafek stwierdziłem, że mamy już wyposażenie, którego nie
musimy zakupywać. W
salonie znajdują się: sofa, stolik, komoda przystosowana do
ustawienia telewizora. Łazienka razi swoją prostotą,
plusem jest to, że mam prysznic zamiast wanny. Całe mieszkanie jest
utrzymane w biali i szarości, jak zakład dla ludzi umysłowo
chorych. Trudno, wytrzymam tu. To wszystko ma większy cel, a ze
wszelkimi niedogodnościami muszę sobie poradzić.
-I
jak ci się podoba?- pytam mojej przyjaciółki, która dołącza do
mnie.
-Jest
okey, nie jest jakieś cudowne, ale wiesz biorąc pod uwagę to, że
praktycznie będziesz tutaj sam. Powinno ci wystarczyć.
-Oh,
dzięki.- mruczę niezadowolony.
-Lepiej
sprawdźmy, czy łóżko jest wytrzymałe.
-Dobry
pomysł.- odpowiadam i wręcz zaciągam ją do małej sypialni.
~*~
~*~
Nienawidzę
chodzić do kubów. Głośna muzyka, zapach tytoniu łączący się z
wonią alkoholu i potem tworzy mieszankę, przez którą mam ochotę
zwrócić mój obiad. Jestem tutaj, bo właśnie do tego klubu
wybrała się Hope.
Po
roku obserwacji zauważyłem tylko, że jest strasznie
nieodpowiedzialną, rozpuszczoną imprezowiczką. Rodzice pojawiali
się u niej rzadko, a ona u nich wcale, co oczywiście było mi na
rękę.
Nasze
pierwsze „spotkanie” odbyło się w hipermarkecie, w którym
oboje robiliśmy codziennie zakupy. Zobaczyłem ją przy dziale z
chemią i naprawdę zaskoczył mnie fakt iż jej wygląd różnił
się od tego co widziałem na zdjęciach.
Była
niską brunetką, o kobiecych kształtach. Na jej twarzy gościł
uśmiech, który zachwycał swoją promiennością i radością. Była
ubrana w letnią, zwiewną sukienkę i czarną, skórzaną kurtkę.
Uznałem ja wtedy za kobietę wartą uwagi.
Po
kilku miesiącach dalszego śledzenia zdenerwował mnie fakt iż
dziewczyna często zmieniała swoich partnerów, o ile partnerem
można nazwać faceta, którego zaprasza się na jedną noc.
Aktualnie
oboje siedzieliśmy przy barze. Miałem ją naprzeciwko siebie i od
dwóch godzin tak naprawdę nic się nie działo. Jedyne co robiła
to piła drinka za drinkiem. Naprawdę? Przyszła nawalić się do
klubu ?
Dzisiejszy
wieczór był ostatnim spędzonym w Washyngtonie. Jutro mieliśmy
zrealizować nasz plan. Mój plan.
Wstała
i zaczęła się przedzierać przez parkiet, robiąc sobie przejście
do drzwi wyjściowych. Zerwałem się z mojego stołka barowego i
pobiegłem za nią, przedzierając isę przez tłum ściśniętych
ciał.
Wyszliśmy
przed klub, utrzymywałem bezpieczna odległość między nami.
Brunetka usiadła na chodniku, kilka metrów od wejścia do klubu.
Oparła się plecami o ścianę i zamknęła oczy.
Dziewczyno
chyba nie masz zamiaru tu spać?
Zanim zdążyłem wykonać jakiś ruch w jej kierunku u jej boku
pojawił się jakiś facet.
Cholera, chyba powinienem jej pomóc. Ona nie będzie nic pamiętała
następnego dnia, a co jeśli ten facet ją zgwałci?
Podchodzę do nich i widzę jak mężczyzna schyla się do niej i
mówi coś do ucha, a ona wybucha śmiechem. Cholera jasna! Zaciskam
pięści.
-Kochanie tu jesteś! Szukałem cię.- mówię i wiem, ze wychodzę
kompletnego idiotę, ale powinienem jej pomóc i tak nie będzie nic
pamiętała następnego dnia. Nie po tak wielkiej dawce alkoholu.-
Koleś odwal się od mojej dziewczyny. - mężczyzna unosi ramiona ku
górze, w geście kapitulacji.
Dziewczyna patrzy na mnie zdziwiona, tak ja też się sobie dziwię.
-Znamy.. się?- bełkocze, ale wyłapuję cały sens jej wypowiedzi.
-Nie, tylko ci pomogę.- odpowiadam i schylam się ku niej w celu
pomocy przy wstaniu.
-Chyba zemdleję...- mówi i ląduje w moich ramionach, a informacja
dociera do mojego mózgu z opóźnieniem.
-Co?- nie pozostaje mi nic innego jak wziąć ją na ręce i zanieść
do jej mieszkania.
-Miło cię poznać, Hope.
NOTKA OD AUTORKI:
<ALBO ŻYCZENIA>
Kobietki Wy moje, życzę Wam spęłnienia waszych marzeń !
Żebyście się rozwijały (chodzi mi o pasje).
Dużo miłości i fantastycznych przyjaciół!
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI DNIA KOBIET!
Mam nadzieję, że prezent przypadnie Wam do gustu :3
Wczoraj pojawił się rozdział siedemnasty .
ZAPRASZAM SERDECZNIE !
Bardzo podoba mi się to, że przedstawiłaś ten rozdział z perspektywy Daniela :D
OdpowiedzUsuńRozdział jest po prostu fantastyczny!( z resztą jak każdy ;3)
Z niecierpliwością czekam na kolejny!
A.Wiktoria :*
Ciszę się, że rozdział z tej perspektywy przypadł Ci do gustu !
UsuńI bardzo dziękuję za każdy komentarz :*